fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Michael Greis: Skupienie w biatlonie to podstawa

Michael Greis jest Niemcem, ma 43 lata. Podczas igrzysk olimpijskich w Turynie (2006) zdobył trzy złote medale, jest też trzykrotnym mistrzem świata. Karierę zakończył w roku 2012
Facebook
Trener kobiecej reprezentacji Polski, trzykrotny mistrz olimpijski Michael Greis, o celach na ten sezon i o tym, dlaczego stara się rozśmieszać swoje podopieczne.

Początek nowego sezonu, nowa praca, nowy kraj. Dominował u pana stres czy raczej pewność siebie?

Byłem podekscytowany nowym wyzwaniem. Mam nadzieję, że to moje zawodniczki są wystarczająco pewne siebie na starcie sezonu. One może trochę się denerwują, to normalne, bo nie mieliśmy w trakcie przygotowań zbyt wielu okazji do porównania się z rywalkami na wysokim poziomie. Szczególnie dotyczy to Moniki Hojnisz-Staręgi, dla której poprzedni sezon był bardzo udany i chciałaby utrzymać swoją pozycję.

Ona jest liderką, ale pan zdecydował też o przywróceniu do kadry A Magdaleny Gwizdoń, która zaczęła 25. sezon startów w Pucharze Świata. Do tego dochodzą młode zawodniczki: Kamila Żuk, Kinga Zbylut...

Na pierwszy obóz zabrałem cztery zawodniczki: Kingę Zbylut, Kamilę Żuk, Joannę Jakiełę i Monikę Hojnisz. Asia zyskała dzięki temu wiele doświadczenia. Mogła potrenować ze starszymi zawodniczkami, zobaczyła, jak zachowuje się Monika, jak to wszystko działa. Podciągnęła się w bieganiu, w strzelaniu też. W październiku i listopadzie na obozy zabrałem po sześć zawodniczek i był to dobry wybór. Bardzo ucieszyło mnie, jak zaprezentowała się Magda Gwizdoń. Jest bardzo ambitna, 25. sezon rywalizacji w Pucharze Świata to coś niesamowitego. Ona cały czas chce się uczyć nowych rzeczy, jest bardzo zmotywowana. Trenowała z nami również Karolina Pitoń, która osiągała dobre wyniki podczas sprawdzianów, dobrze strzelała, ale ona i Joanna nie są jeszcze na takim samym poziomie jak reszta zawodniczek, dlatego wybrałem taką czwórkę.

Myśli pan o tym, żeby tę grupę rozszerzyć?

Oczywiście, chciałbym pracować z jak największą grupą biatlonistek, ale wiele zależy od poziomu zawodniczek, które miałyby dołączyć do kadry. Trzeba też wszystko dokładnie policzyć i przemyśleć, bo nie sztuką jest zabrać szeroką grupę na obóz. To przecież kosztuje, a Polski Związek Biatlonu rozsądnie wydaje pieniądze. Swoje potrzeby ma też kadra B. Prawdopodobnie przygotowania do następnego sezonu zacznę z większą grupą zawodniczek, tylko musimy to odpowiednio zaplanować. Co ważne, takie rozszerzenie kadry A to byłby sygnał dla innych zawodniczek, że mogą z trenować z najlepszymi, że dostaną szansę, nawet jeśli na stałe z nami nie zostaną. Chcę, by każda dziewczyna czuła, że może do nas dołączyć, że grupa nie jest zamknięta. Tak przecież wróciła Magda Gwizdoń, która świetnie zaprezentowała się podczas startów na nartorolkach. Musimy uważnie przyglądać się wynikom. Jeśli zawodniczki będą na zbliżonym poziomie, to możemy rozszerzać kadrę A. Jeśli grupa pościgowa będzie odstawać, wtedy kadrę zawęzimy. Będę zmieniał jej skład, zobaczymy, jak będzie przebiegał sezon. Muszę ocenić, jak rozwijają się dziewczyny, jak ich forma idzie w górę w perspektywie mistrzostw świata. Może to będą zmiany na jedne zawody Pucharu Świata, może tylko na jeden bieg. Zobaczymy.

Czytałem, że trenowaliście bardzo ciężko latem.

Naprawdę? Dziewczyny narzekały trochę? (śmiech)Były bardzo zadowolone, ale przyznały, że jeszcze tak ciężko nie ćwiczyły. Spędzaliśmy wiele godzin na rolkach i dlatego na początku przygotowań bardzo poprawialiśmy kondycję. Im bliżej sezonu, tym bardziej akcenty się zmieniały i już nie stawialiśmy tak bardzo na trening wytrzymałościowy. Chciałem się skupić także na czuciu śniegu, dziewczyny miały więcej czasu na obserwację, jak ich organizm reaguje na trening.

Miał pan dużo uwag do ich techniki biegania?

Bieganie na nartach to bardzo techniczny sport. Można stracić wiele energii, jeśli biega się nieprawidłowo. To wymaga obserwacji stylu, środka ciężkości, pozycji na nartach. Ważne jest, jak trzeba się odbijać kijkami, jak pracować nogami. Miałem wiele uwag.

Jest jedna, właściwa technika czy dla każdej dziewczyny chciał pan znaleźć odpowiedni styl biegania?

Oczywiście są generalne zasady, wypływające z biomechaniki, ale każde ciało jest inne. Są ludzie, którzy mają dłuższy tułów, inni krótszy, różne możliwości siłowe. Kamila Żuk jest zupełnie inna niż Monika Hojnisz, ale jak już poznają zasady, które im przekazuję, to potem na trasie muszą same odpowiednio reagować, włożyć w te ramy swoje ciało. Każdy centymetr kroku jest ważny: kiedy się odbić, a kiedy ślizgać. Skupienie to podstawa w naszej pracy.

Podobno wprowadzał pan nowe ćwiczenia na strzelnicy. Rzeczywiście starał się pan dziewczyny rozśmieszać?

Starałem się je rozpraszać, to prawda. Szybkość nie była tak ważna, jak stabilność. Jeśli wypracujesz automatyzmy, to nawet jeśli ktoś będzie gadał, rozpraszał cię, rozśmieszał – poradzisz sobie. Dlatego stawałem im za plecami i starałem się mówić po polsku: nogi, oko, gumowe nogi.

Zależało też panu na obozach z kadrą mężczyzn...

Rozmawiałem z panią prezes Polskiego Związku Biatlonu Dagmarą Gerasimuk, jak to zaaranżować. To dobrze, gdy niektóre obozy są wspólne. Adam Kołodziejczyk (trener kadry mężczyzn – red.) opracował swoje plany i uzgodniliśmy nasze potrzeby. Spotkaliśmy się na obozie wysokogórskim w Livigno. Dobrze było się przekonać, jak cała kadra razem funkcjonuje. Mogliśmy się od siebie nawzajem uczyć.

Miał pan ogromne sukcesy jako zawodnik. Ale jakim jest pan trenerem – raczej twardym przywódcą czy daje pan podopiecznym trochę swobody?

Chcę, by zawodniczki wiedziały, co, jak i dlaczego ćwiczą, jaki jest cel treningu czy zgrupowania. Jeśli dziewczyny są na treningach zbyt pasywne, to potrafię się zdenerwować, ale raczej daję im wskazówki, staram się pokazywać kierunki, a nie rozkazywać. Wolę współpracę.

Monika Hojnisz-Staręga skończyła poprzedni sezon jako 10. w Pucharze Świata. Kamila Żuk startowała raz lepiej, raz gorzej. Jaki rezultat teraz pana zadowoli?

Monika miała świetny sezon, reszta trochę kłopotów, ale Kamila i Kinga Zbylut również przynajmniej raz startowały dobrze. Wszyscy czekają na sukcesy naszej liderki i ona musi sobie z tym poradzić, zwłaszcza że jest bardzo ambitna. Jestem zadowolony z tego, jak Monika pracuje. Nie chcę nakładać na nią żadnej presji. Dla mnie będzie ważne, jeśli pierwsze występy będą dobre, co pozwoli podtrzymać jej pewność siebie na resztę sezonu.

W lutym w Anterselvie są mistrzostwa świata...

I będą znacznie ważniejsze niż zawody na początku sezonu. Powinien to być szczyt naszej formy.

Polski Męski biatlon w cieniu kobiet

Męska reprezentacja drugi rok z rzędu trenuje pod okiem Adama Kołodziejczyka. To ważne, bo w ostatnich latach w drużynie brakowało stabilizacji. Zdarzył się nawet taki sezon, gdy nie było centralnego szkolenia, a wszyscy reprezentanci ćwiczyli w klubach. Teraz przygotowania były profesjonalne, zaczęły się bardzo wcześnie, bo zdaniem trenera należało poprawić czasy na trasach biegowych. Kadra mężczyzn pojechała na dwa obozy wysokogórskie, na jednym w Livigno, ćwiczyła razem z kadrą kobiet. Liderem drużyny jest Grzegorz Guzik, który jako jedyny w ostatnich latach zdobywał punkty Pucharu Świata. W składzie są też doświadczony Łukasz Szczurek, Andrzej Nędza-Kubiniec i Mateusz Janik. Polacy mogą wystawić w konkurencjach indywidualnych jedynie trzech zawodników, więc jeden z nich będzie startował w Pucharze IBU (Międzynarodowa Unia Biatlonu) i dołączał na występy sztafet w Pucharze Świata. W poprzednim sezonie Polacy wspięli się z 23. na 17. miejsce w klasyfikacji drużynowej. Celem na najbliższy sezon jest awans na 16. pozycję. Dzięki temu w zawodach Pucharu Świata będzie można wystawiać czterech reprezentantów. —ł.m.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA