fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Biatlon. Rosyjska szkoła pracy

Monika Hojnisz-Staręga
Monika Hojnisz-Staręga to nasz główny biatlonowy atut
MATTHIAS BALK/DPA
Polskie biatlonistki drugi sezon pod dowództwem mistrza olimpijskiego Michaela Greisa zaczęły od falstartu w Kontiolahti, ale ma być dużo lepiej.

Każda z podopiecznych Greisa zrobiła w tym czasie postęp i wszystkie zgodnie powtarzały, że nigdy nie pracowały tak ciężko. Najwyżej wzleciała Monika Hojnisz-Staręga, która podczas mistrzostw świata była czwarta. Szczyt formy na najważniejszy start sezonu przygotowały też koleżanki, sztafeta zajęła w Anterselvie siódme miejsce.

– Imponuje mi zaangażowanie dziewczyn. Ciężko harują i słuchają się na treningu. To styl rosyjski. Taki, w którym szkoleniowiec dokładnie mówi, co sportowiec musi robić, a ten bez pytania realizuje plan – opowiada Niemiec w rozmowie z „Rzeczpospolitą”.

Problemów jednak nie brakuje. Kinga Żuk jest mistrzynią świata juniorek, ale to Marketa Dawidowa, z którą Polka wygrywała, stała już siedem razy na podium zawodów PŚ. Kinga Zbylut jest nierówna, Hojnisz-Staręga pracuje nad tempem strzelania.

Greis wciąż szuka czwartej zawodniczki do drużyny, bo choć 41-latka Magdalena Gwizdoń wydaje się niezniszczalna, to metryki nie oszuka.

Widok na Duszniki

Polki przygotowania do sezonu rozpoczęły w Dusznikach, dzięki czemu Greis miał pod skrzydłami osiem zawodniczek. Szersza kadra była jednym z warunków, jakie postawił federacji przed podpisaniem nowego kontraktu. Na zawody PŚ do Kontiolahti pojechały 22-letnia debiutantka Natalia Tomaszewska i rok młodsza Joanna Jakieła.

Polki zaczęły zimę słabo, bo wolno biegały. Najlepszy wynik to 31. miejsce Hojnisz-Staręgi w sprincie. Dobrze, że na koniec pandemicznego sezonu organizatorzy odejmą od wyniku każdej zawodniczki w klasyfikacji generalnej PŚ nie dwa, ale cztery najsłabsze rezultaty. Falstart być może nie będzie więc miał konsekwencji.

– Sezon jest długi i na pewno nie będzie tak, że każda zawodniczka weźmie udział we wszystkich zawodach. Chcemy awansować do dziesiątki Pucharu Narodów, a jedną z najważniejszych imprez będą mistrzostwa Europy w Dusznikach. Wystąpimy tam w najmocniejszym składzie. To nie tylko start przed własną publicznością, ale także walka o stypendia – wyjaśnia Greis.

Hojnisz-Staręga marzy o medalach i wysokim miejscu w PŚ. – Cel na klasyfikację generalną to miejsce w „dyszce" – deklaruje w rozmowie z „Rzeczpospolitą".

Kobiecą stawkę po zakończeniu sezonu osierociła świetna Finka Kaisa Makarainen, która zakończyła karierę. Faworytką PŚ jest Dorothea Wierer. Włoszka wygrała w Kontiolahti bieg indywidualny, słabiej poszło jej w sprincie. Sensacyjną formę pokazały Szwedki. Liderką klasyfikacji generalnej PŚ po wygraniu niedzielnego sprintu została Hanna Oeberg.

Dzień po końcu świata

Panowie wchodzą w nową erę, bo karierę zakończył Martin Fourcade. Francuzi zaczęli pierwszy sezon po końcu świata, ale są przekonani, że jeden z najwybitniejszych biatlonistów w dziejach ma następców. Cztery medale z ostatnich MŚ przywiózł Emilien Jacquelin, a trzeci w PŚ był Quentin Fillon Maillet. Francuzów w Kontiolahti na podium jednak nie było.

Norwega Johannesa Boe, który zgarnął dwie ostatnie kryształowe kule, zaskoczył rodak Sturla Holm Laegreid. 23-latek z Gielo, który studiuje i uwielbia grać na gitarze, wygrał bieg indywidualny, a starszy kolega oznajmił, że to żadna niespodzianka, bo młodzian jest dziś najlepszym strzelcem. Boe koszulkę lidera odzyskał po sprincie. Możliwe, że zachowa ją do końca sezonu.

Polacy ambicje mają skromne, skoro w poprzednim sezonie do najlepszej czterdziestki pucharowych zawodów dobili się tylko pięć razy. Kadrę panów poprowadzi Anders Bartli, który zastąpił Adama Kołodziejczyka.

– Cel nadrzędny to kwalifikacja do igrzysk. Chciałbym też, aby chociaż w jednym biegu nasza sztafeta znalazła się w czołowej dziesiątce – przekonuje Norweg, ale po pierwszym weekendzie jego podopieczni nie mają się czym chwalić.

Pandemiczny sezon będzie skomplikowany. Francuski „Nordic Magazine" poinformował, że Międzynarodowa Unia Biatlonu (IBU) przegłosowała budżet z 2,8-milionową stratą. Puchar Świata nie odwiedzi Ostersund, Annency ani Ruhpolding, dwukrotnie biatlonistów ugoszczą za to Kontiolahti, Hochfilzen, Nove Mesto i Oberhof. Kibice w ciągu dziesięciu weekendów obejrzą 68 wyścigów. Szczytem będą mistrzostwa świata, które od 10 do 21 lutego odbędą się w Pokljuce.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA