fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Dobry początek w Wiśle

Junshiro Kobayashi (w środku), Kamil Stoch i Stefan Kraft – trójka najlepszych w konkursie Pucharu Świata w Wiśle.
PAP, Grzegorz Momot
Japończyk Junshiro Kobayashi i ekipa Norwegii wygrali w Wiśle pierwsze zawody Pucharu Świata. Polacy blisko: na drugich miejscach Kamil Stoch i drużyna.

Polskie sny o potędze w skokach narciarskich będą trwać, choć może znajdzie się ktoś wyjątkowo marudny, kto będzie narzekał, że Stoch i pozostali nie stanęli na najwyższych stopniach podium, że drugie miejsce mistrza olimpijskiego, siódme Stefana Huli z Piotrem Żyłą, także dziesiąte Dawida Kubackiego to odrobinę za mało.

Narzekać nie warto. Konkursy na skoczni im. Adama Małysza udały się pod wieloma względami. Przede wszystkim były emocjonujące – każdy widział, że klasyfikacja zmieniała się dynamicznie, że kandydatów do wygranej pojawiło się wielu i liczni Polacy byli wśród nich. Siódemka wystartowała w konkursie indywidualnym, piątka była w najlepszej dziesiątce po pierwszej serii, czwórka zakończyła start w elicie.

Pożegnanie Jandy

Zwycięstwo Japończyka było w pełni zasłużone, Junshiro Kobayashi równo i świetnie skakał od piątkowych kwalifikacji. Ten wynik dodał pikanterii rywalizacji, tak samo jak to, że lider po pierwszej serii Niemiec Richard Freitag spadł na czwartą pozycję.

Poprzedzający niedzielne zawody sobotni konkurs drużynowy z udziałem 12 ekip był dobrym wstępem. Polacy wystartowali w złotym składzie z MŚ w Lahti: zaczynał Żyła, po nim skakali Kubacki, Kot i Stoch.

Skakali tak, że też trudno było się nudzić. W połowie walki polska czwórka nawet prowadziła. Wprawdzie przewaga nad konkurencją była skromna (1,1 pkt przed Austriakami, 2,9 pkt przed Norwegami), ale wystarczyła, żeby kibice w Wiśle przeżywali euforię. Nieco dalej, na czwartym miejscu, byli Niemcy, głównie dlatego, że Marcus Eisenbichler lekko podparł lądowanie i stracił sporo punktów.

Kolejne serie przyniosły efektowny atak Norwegów – Johan Andre Forfang i Anders Fannemel lądowali blisko granicy 130 m, Daniel-Andre Tande podobnie, więc Robert Johansson nie miał już wiele do roboty, by utrzymać prowadzenie. Polacy ścigali się z Austriakami do ostatniej próby – wyszło na rzadki w takich przypadkach remis.

Kto był na podium, cieszył się, ale w wielu wypowiedziach słychać było zastrzeżenie: na naprawdę wielką formę przyjdzie czas. Oczywiście nie wszyscy wyjadą z Wisły szczęśliwi, zwłaszcza ci, którzy przewracali się na szorstkim śniegu wiślańskiego zeskoku, czyli Vojtěch Štursa i Denis Korniłow w sobotę, Daiki Ito w niedzielę.

Nie byli zadowoleni również ci, których dosięgnęły nowe zasady kontroli kombinezonów: dyskwalifikacją w konkursie indywidualnym ukarano Timiego Zajca ze Słowenii, w drużynowym Fina, Kazacha oraz Czecha. Nie był nim Jakub Janda, tylko Lukas Hlava, ale przyczynił się w ten sposób do tego, że medalista mistrzostw świata, niegdysiejszy zwycięzca Turnieju Czterech Skoczni i zdobywca PŚ pożegnał się ze sportem już po pierwszej sobotniej serii.

Pożegnanie Jandy, od niespełna miesiąca posła w barwach Obywatelskiej Partii Demokratycznej z Frenštátu pod Radhoštěm, wypadło jednak ładnie (mimo skromnego skoku na odległość 104,5 m), nawet wzruszająco. Znalazły się stosowne prezenty, góralski kapelusz i pamiątkowa koszulka, stadion odśpiewał „Sto lat!", bo czeski skoczek przez te lata stał się także trochę nasz.

Po startach w Wiśle wiemy, że trener Stefan Horngacher spokojnie robi swoje, że mistrz Kamil to wciąż niezwykle solidna firma, że pozostali, choć jeszcze nie osiągnęli szczytów możliwości, idą drogą, która ma doprowadzić do sukcesów w igrzyskach.

Uśmiech Hofera

Inauguracja zimy ze skokami w Wiśle słusznie miała więcej chwalących niż krytyków. Jeśli do znanego entuzjazmu polskich kibiców i życzliwych uśmiechów żelaznego dyrektora Międzynarodowej Federacji Narciarskiej ds. skoków Waltera Hofera dodać zapewnienia organizatorów, że skocznia im. Adama Małysza w przyszłości będzie jeszcze lepiej przygotowana, to ciąg dalszy za rok (i dalej) niemal na pewno nastąpi. Dobry początek w Wiśle – brzmi właściwie.

Już za parę dni skoczkowie lecą do Finlandii. Drugim przystankiem PŚ będzie Kuusamo/Ruka. Program podobny do tego z Wisły: w sobotę 25 listopada konkurs drużynowy, w niedzielę indywidualny. Polacy w drużynie wystąpią w żółtych plastronach liderów klasyfikacji Pucharu Narodów.

Puchar Świata w Wiśle:

Konkurs drużynowy: 1. Norwegia (J.A. Forfang 121 i 129,5 m; A. Fannemel 121,5 i 127,5; D.A. Tande 126,5 i 129; R. Johansson 124 i 121,5) 1023,8 pkt; 2. Polska (P. Żyła 121 i 116; D. Kubacki 125,5 i 122,5; M. Kot 124 i 126; K. Stoch 120,5 i 127) 1006,5; 3. Austria (D. Huber 126 i 118; C. Aigner 119 i 121,5; M. Hayboeck 124 i 126; S. Kraft 125 i 130) 1006,5; 4. Niemcy 990,0; 5. Japonia 983,6; 6. Słowenia 931,4; 7. Szwajcaria 853,0; 8. Rosja 802,9.

Konkurs indywidualny: 1. J. Kobayashi (Japonia) 260,5 (124 i 126,5); 2. K. Stoch (Polska) 258,2 (121 i 129,5); 3. S. Kraft (Austria) 257,7 (126,5 i 124,5); 4. R. Freitag (Niemcy) 253,1 (126 i 120); 5. D.A. Tande (Norwegia) 251,6 (122 i 128,5); 6. D. Huber (Austria) 246,6 (118 131); 7. S. Hula 245,6 (124 i 124) i P. Żyła (obaj Polska) 245,6 (122 i 125); 9. A. Wellinger 245,3 (119,5 i 127); 10. S. Leyhe (obaj Niemcy) 244,8 (123 i 121,5) i D. Kubacki 244,8 (125 i 120,5);...19. M. Kot 232,3 (122,5 i 117,5); 32. J. Wolny 104,6 (113); 38. A. Zniszczoł (wszyscy Polska) 97,3 (111,5).

masz pytanie, wyślij e-mail do autora: k.rawa@rp.pl

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA