fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Sądowy finał „Operacji Aderlass". Przesyłka w żyłach

Proces w Monachium. W środku doktor Mark Schmidt
Proces w Monachium. W środku doktor Mark Schmidt
AFP
Po dwóch latach akcja „Operation Aderlass" ma finał w sądzie w Monachium. Główny oskarżony dr Mark Schmidt przyznaje się do podawania dopingu.

Afera wybuchła 27 lutego 2019 roku podczas mistrzostw świata w narciarstwie klasycznym w Seefeld. W wyniku śledztwa pod kryptonimem „Operation Aderlass" – „Operacja pobranie krwi" – policja austriacka zatrzymała pod zarzutem naruszenia przepisów antydopingowych dwóch biegaczy narciarskich z reprezentacji Austrii – Maxa Haukego i Dominika Baldaufa, a także Estończyków Karela Tammjärva i Andreasa Veerpalu oraz Kazacha Aleksieja Połtoranina.

Równocześnie w Erfurcie niemieckie służby aresztowały osoby podejrzane o organizację całego procederu. W sumie przeszukano 16 posiadłości w Austrii i Niemczech, zatrzymano dziewięć osób i odkryto 40 pojemników z krwią przeznaczoną na nielegalne transfuzje.

Służby nie miały wątpliwości, że wszyscy aresztowani brali udział w systematycznym dopingu krwi. To znana od lat metoda poprawiania wydajności organizmu poprzez sztuczne zwiększanie liczby czerwonych krwinek. Przenoszą one tlen do mięśni, zatem im jest ich więcej, tym lepsza wydolność sportowca, także mniejsze zmęczenie w trakcie treningów lub zawodów.

Podstawowym sposobem zwiększenia liczby czerwonych krwinek w organizmie są transfuzje odpowiednio wzbogaconej krwi własnej lub osoby z tą samą grupą krwi. Cały proceder (sztuczne stymulowanie wytwarzania czerwonych krwinek i transfuzje) od lat jest zabroniony przez władze antydopingowe.

Na podsłuchu

Tzw. sygnalistą, czyli osobą, której zeznania rozpoczęły dynamiczne międzynarodowe śledztwo, był austriacki narciarz biegowy Johannes Dürr, wcześniej zdyskwalifikowany dożywotnio za doping. Dürr był klientem Marka Schmidta. W styczniu 2019 roku postanowił wyjawić prawdę o niemieckim doktorze w programie telewizyjnym stacji ARD.

Wiedzę przekazał także policji, więc już 25 stycznia służby zaczęły podsłuch telefonu Schmidta, potem także pozostałej czwórki. Monitorowano również pocztę elektroniczną lekarza oraz umieszczono urządzenie śledzące w jego aucie. Po miesiącu policja w Austrii i Niemczech mogła rozpocząć aresztowania.

Okazało się, że oprócz narciarzy w doping krwi z pomocą medycznej spółdzielni dr. Schmidta zaangażowani byli również liczni kolarze ze znanych grup zawodowych. Śledczy zidentyfikowali łącznie około 50 zawodników. Na podstawie zebranych dowodów posypały się już w 2019 roku dyskwalifikacje, nie były to może nazwiska powszechnie znane (z wyjątkiem włoskiego sprintera Alessandro Petacchiego), ale ich liczba robiła wrażenie.

Rozprawa rozpoczęła się 16 września 2020 przed Sądem Okręgowym w Monachium. Przed sędzią stanęło pięć osób: mózg całego przedsięwzięcia 42-letni Mark Schmidt, lekarz sportowy z Erfurtu, i czwórka jego pomocników, wśród nich pielęgniarka i ratownik medyczny. Główny winowajca po zapoznaniu się z aktem oskarżenia przyznał się do podawania sportowcom w Austrii i Niemczech nielegalnych środków dopingowych oraz organizowania dopingu krwi – od 2012 do 2019 roku.

Odmówił jednak podania nazwisk osób korzystających z jego usług oraz stwierdził, że nie czerpał korzyści finansowych ze swego procederu. Dodał, iż nie widział zagrożenia dla zdrowia sportowców, gdyż dbał, by jego „pomoc" była udzielana pod ścisłą kontrolą medyczną. Broniąc się, dowodził, iż podając niebezpieczne środki, zawsze ostrzegał, by nikt nie brał tych medykamentów sam i nie próbował testować ich na własną rękę – sugerując, że nie jest pewien stopnia ich szkodliwości.

Schmidt zaprzeczył, że odegrał jakąkolwiek rolę w skandalach dopingowych w byłych drużynach kolarskich Gerolsteiner i Milram w latach 2007–2010. Obie ekipy zostały wówczas rozwiązane z powodów dopingowych, a doktor z Erfurtu w obu dbał o zdrowie kolarzy.

Prokuratorzy niemieccy postawili Schmidtowi prawie 150 zarzutów. Przedstawili twarde dowody, że latami zajmował się dopingiem krwi, był pomysłodawcą i szefem grupy, organizował skomplikowane logistycznie operacje dopingowe, posługiwał się nawet osobami wynajętymi jako żywe paczki krwi, był obecny przy klientach na największych imprezach sportowych: zimowych igrzyskach olimpijskich, mistrzostwach świata w narciarstwie klasycznym, Tour de France i Giro d'Italia.

Nieznany środek

Śledczy opisali, jak oskarżeni jeździli po świecie z workami z krwią, jak wielokrotnie spotykali się ze sportowcami w hotelach, na postojach, w barach szybkiej obsługi oraz w specjalnie wynajmowanych mieszkaniach w celu pobrania krwi lub jej zwrotu.

Przedstawili, jak doktor i jego współoskarżona pielęgniarka wstrzyknęli dodatkowy litr krwi kilku wynajętym osobom, które przekazały tę specyficzną przesyłkę w żyłach do oddania zainteresowanym podczas igrzysk zimowych w Korei Południowej (akt oskarżenia mówi o „paczkach autologicznych"). Sformułowali także zarzut namawiania austrackiego kolarza górskiego do zażywania niebezpiecznych środków dopingujących.

Przy okazji „Operation Aderlass" ujawniono istnienie środka dopingującego nieznanego wcześniej kontrolerom. Produkt ten jest rodzajem syntetycznej hemoglobiny (w dokumentach nosi nazwę H7379 Hemoglobin Human), czyli substancją przenoszącą tlen do tkanek i zwiększającą tę zdolność w podobny sposób, jak robi to erytropoetyna – EPO.

Produkt ten, mający poprawić wytrzymałość, wedle śledczych pojawił się w kolarstwie już w 2016 roku, ale nie znano wówczas testu na jego wykrywanie. Oficjalnie nie ma go na rynku, lecz jedna z osób podejrzanych w sprawie Schmidta zeznała, że dostarczała H7379 lekarzowi, a ten stosował środek u zainteresowanych kolarzy i narciarzy.

Oskarżyciele stwierdzili również, że niemiecki lekarz otrzymywał od jednej osoby zwykle 5000 euro na sezon – była to kwota podstawowa za opiekę medyczną, w której nie mieściły się jednak dodatkowe sumy za bardziej intensywne działania.

Mark Schmidt miał bowiem spore wydatki – musiał opłacić podróże i hotele w pobliżu interesujących go wydarzeń sportowych, a także kupić specjalistyczny sprzęt do przygotowania krwi do transfuzji. Sześć takich urządzeń pokazano w sądzie w Monachium, niektóre z nich zostały zatrzymane podczas głośnego nalotu w Seefeld – oskarżony wyjaśnił i zademonstrował sądowi funkcje urządzeń do przygotowania krwi, pokazał, jak oddzielić osocze i czerwone krwinki.

Kłamał, ale pomagał

W opinii śledczych dr Schmidt był pomocny i zdecydowanie ułatwił wyjaśnienie afery, choć czasem kłamał, kluczył i omijał niewygodne kwestie, ale po nacisku prokuratorów poprawiał zeznania.

Jeden z największych procesów dopingowych w Niemczech toczy się od sześciu tygodni, wedle oceny sądu Schmidtowi grozi kara pozbawienia wolności od czterech do sześciu lat – pod warunkiem że oskarżony w pełni przyzna się do popełnionych przestępstw.

Plan zakłada 26 dni rozpraw i wydanie werdyktu w grudniu, tuż przed świętami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA