fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Mistrzostwa świata w narciarstwie klasycznym. Czas na główne dania

Piotr Żyła
Mistrz świata Piotr Żyła. Z nim żadne marzenie nie jest zbyt szalone, nawet kolejne medale
AFP/ Christof Stache
W piątek w Oberstdorfie konkurs na dużej skoczni z czwórką Polaków. Kwalifikacje wygrał Austriak Stefan Kraft. W sobotę rywalizacja drużynowa.

Mistrzostwa świata zmierzają ku końcowi, ale dla polskich kibiców dopiero docierają do głównych atrakcji – konkursów na dużej skoczni Schattenberg. Kojarzy się ona przede wszystkim z corocznym rozpoczęciem Turnieju Czterech Skoczni. Skoro ostatnimi laty w turnieju świetnie skakali Polacy, kojarzy się nam nie najgorzej.

Trener Michal Doležal najpierw rozwiązał problem składu na konkurs indywidualny. Miał cztery miejsca w kwalifikacjach, trzy od razu przydzielił najlepszym polskim skoczkom tej zimy, czyli Kamilowi Stochowi, Dawidowi Kubackiemu i Piotrowi Żyle. O czwarte kazał walczyć Klemensowi Murańce, Jakubowi Wolnemu i Andrzejowi Stękale podczas wieczornych treningów w środę na Schattenbergu.

Rywalizację wygrał Stękała i to on pojawił się na belce obok trzech mistrzów świata podczas czwartkowych kwalifikacji. Skoczek z Zakopanego nie zawiódł, awansował, tak samo jak jego trzej starsi koledzy. Kwalifikacje rozgrywane przy kapryśnych wiatrach, potwierdziły wzrost formy kilku zawodników. Wygrał je Austriak Stefan Kraft, który nie skoczył najdalej (127 m), ale sporo skorzystał na obniżeniu belki i przelicznikach za podmuchy w plecy. Drugi był Norweg Johann Andre Forfang (133,5), a trzeci obrońca tytułu Niemiec Markus Eisenbichler (127,5).

Najlepszy z Polaków Piotr Żyła zajął czwarte miejsce. Skoczył podobnie jak zwycięzca 127 m, próba wyglądała lekko i elegancko. Dawid Kubacki miał dziewiąty wynik (124 m), Kamil Stoch trzynasty (121,5 m), Stękała zajął niezłe 18. miejsce (także 121,5 m).

– Już po środowych treningach widać było, że Andrzej prezentuje dobry poziom. Może nieco niższy niż pozostała trójka, ale na pewno nie jest to skoczek, który osłabia drużynę. Skacze równo, powtarzalnie, a jeśli trafi na korzystne warunki, to wszystkich może zaskoczyć – mówi „Rz" prezes Polskiego Związku Narciarskiego Apoloniusz Tajner.

O pozostałych prezes Tajner również wspomina z nadzieją i jest spokojny o ich występ. – Piotrek Żyła? Sądzę, że będzie mocno uskrzydlony po zwycięstwie na skoczni normalnej. Ma swój sposób na to, by się wyłączyć, jak mówi, „odciąć głowę". Wcześniej udało mu się to perfekcyjnie, właściwie od rana w dniu konkursu wiedział, że będzie dobrze skakał. Taki jest ten Piotr, wierzę, że znów będzie można na niego liczyć – twierdzi Apoloniusz Tajner.

– Kamil Stoch? Na normalnej skoczni był 22., ale przecież wiemy, że to nie jest jego miejsce. Następny konkurs może wygrać. Jest w dobrej formie, jeśli czegoś mu trzeba, to tylko większej świeżości. Poza tym to jest duża skocznia, a Kamil jest z tych, którzy na większych obiektach skaczą lepiej. Sprzyja temu jego technika lotu: niski tor, duża prędkość przelotowa. Ten styl sprawdza się lepiej na większych obiektach, na mniejszych trzeba mieć więcej wysokości – tłumaczy prezes.

Cała doświadczona polska trójka, każdy z tytułem mistrza świata, w środę odpoczywała. – Myślę, że trener Doležal bardzo dobrze zrobił, że wyłączył ich z pierwszego treningu i że będący w Oberstdorfie Adam Małysz wspierał ten pomysł. Trening wyrywa z wypoczynku jakieś 3–3,5 godziny. Teraz w mistrzostwach świata trzeba raczej kumulować energię, to jest bardziej potrzebne niż dodatkowe skoki. Nigdy w karierze trenerskiej takich przerw się nie obawiałem. W sumie nasza trójka mistrzów świata jest w bardzo dobrej formie, może nawet wobec absencji Graneruda z wolna wyrastamy na faworytów konkursu drużynowego, choć po skokach treningowych i kwalifikacyjnych tę rolę mogą pełnić także Austriacy – podsumował prezes PZN.

Optymizm Apoloniusza Tajnera wiąże się ze wspomnianym przez niego wydarzeniem, które znacząco zmienia układ sił w pozostałych do rozegrania konkursach – nieobecnością zdobywcy PŚ Halvora Egnera Graneruda.

– To jest oczywista sensacja tych mistrzostw: zakażenie Covid-19 dotykające głównego norweskiego kandydata do zwycięstwa. Niezwykłe jest także to, że przydarzyło się to Norwegom, którzy mieli być niemal panicznie ostrożni w kwestiach związanych z koronawirusem. Całe zdarzenie jest dla nich bardzo przykre, nikt im tego nie życzył, ale wykluczenie najlepszego skoczka oczywiście zmniejsza norweskie szanse w obu konkursach – mówi szef związku.

Treningi i kwalifikacje całej prawdy o konkursach nigdy nie mówią, nadzieje rozbudzone przez Piotra Żyłę zgasić trudno, nawet jeśli zmobilizowali się także Austriacy, Niemcy i Słoweńcy. Pozostaje zatem czekać i patrzeć na ekrany z optymizmem.

Konkurs indywidualny rozpocznie się w piątek o 17.00, konkurs drużynowy równo 24 godziny później.

Transmisje w TVP 1, TVP Sport i Eurosporcie 1

Therese Johaug cała w złocie

W czwartek kolejny raz potwierdzona została moc norweskich biegów. Therese Johaug i jej koleżanki wygrały sztafetę 4x5 km, przed Rosją i Finlandią. Johaug ma już trzeci złoty medal w mistrzostwach. Polki też biegły w sztafecie, do połowy dystansu trzymały się 10–12. pozycji, lecz pod koniec trzeciej zmiany zostały zdublowane i nie ukończyły zawodów.


W kombinacji norweskiej (skok na HS-137 plus bieg na 10 km) Szczepan Kupczak był nawet 11. po skoku, lecz wysokiej pozycji nie obronił, zakończył start na 27. miejscu. Debiutant Andrzej Szczechowicz był 39. Medale zdobyli Austriak Johannes Lamparter (złoty), Norweg Jarl Magnus Riiber (srebrny) i Japończyk Akito Watabe (brązowy).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA