fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

MŚ w Seefeld: Polska szósta w konkursie drużyn mieszanych

AFP
Ostatni mistrzowski konkurs skoków na Toni-Seelos-Olympiaschanze zakończył się drużynowym zwycięstwem Niemiec, przed Austrią i Norwegią. Polska była przez chwilę trzecia, skończyła szósta, ale i tak było świetnie

Debiut polskiej czwórki męsko-damskiej trenerzy potraktowali poważnie, Kinga Rajda i Kamila Karpiel dostały do pomocy mistrzów Dawida Kubackiego i Kamila Stocha – w efekcie można było cieszyć się rywalizacją, przez parę chwil nawet w rejonach brązowego medalu, nie tylko oglądać te i tych, którzy w tej specjalności już okrzepli.

Od pierwszego skoku walkę o złoto toczyły tylko dwie drużyny: Austrii i Niemiec, to na razie liga niedostępna dla innych. Ostatni medal wstępnie przydzielano Japonii (w końcu skakał Ryoyu Kobayashi), ale okazało się, że ta część konkursu była znacznie bardziej zacięta. Podobne ambicje i możliwości miały ekipy Norwegii oraz Słowenii, a nawet, o czym trudno było pomarzyć – Polski.

W konkursie pojawiło się 13 drużyn, serie zaczynały panie, potem skakali panowie i tę kolejność powtarzano, choć z przyczyn oczywistych trzeba było odrobinę czekać na przesunięcia belki startowej. Różnica jest znaczna: zależnie od pomiarów wiatru skoki kobiece zaczynały się z 18. i 20. pozycji belki, męskie z 8., 9. i 10.

Pogoda tym razem za bardzo nie przeszkadzała, chmur prawie nie było, opadów wcale, zachodzące słońce ładnie oświetlało góry, to duży komfort dla wszyskich, że nie trzeba było zbyt często zwracać uwagę na wiatromierze, także argument dla tych, którzy uważali, że piątkowy konkurs panów zdecydowanie powinien zostać przełożony na sobotę.

Do kronik polskich skoków narciarskich należy przekazać, że Kinga Rajda zaczęła rywalizację bez strachu, jej poprawny skok oznaczał ósme miejsce drużyny. Dawid Kubacki zaś, jak na mistrza świata przystało poleciał całe 112 metrów – rekord obiektu i dowód, że złoto poszło, przy wszystkich zastrzeżeniach do warunków piątkowego konkursu, we właściwe ręce.

Ta próba oznaczała także awans drużyny na piąte miejsce, które Kamila Karpiel niemal obroniła, spadek o jedną lokatę to nie był problem, tym bardziej, że pesymiści stracili wówczas powód do przewidywań, że Polska nie zakwalifikuje się do serii finałowej (awans zdobywało osiem ekip). Zakwalifikowała się na trzecim miejscu, bo Kamil Stoch znów skaczący z podmuchami w plecy, zrobił swą pracę doskonale.

To był moment, gdy można było trochę uwierzyć w magię skoków, ale chłodna analiza faktów pokazywała, że przewaga jest mikroskopijna, 0,6 punktu na Norwegią, 3,3 nad Japonią, 3,4 nad Słowenią, to naprawdę niewiele. Trudno było liczyć, że Maren Lundby i Sara Takanashi jeszcze raz skoczą nieco gorzej niż zwykle.

W serii finałowej wszyscy atakowali, młode Polki także skoczyły dalej, już pod granicę 100 m, ale musiały uznać, że starsze koleżanki na razie potrafią więcej. Kubacki oczywiście zrobił swoje – znów rewelacyjne 110 m, ale na więcej, niż piąte miesjce trudno było liczyć, a jak Słowenka Nika Kriznar pobiła kobiecy rekord skoczni – 108,5 m, a parę chwil później w końcu także Ryoyu Kobayashi trafił w próg jak to on potrafi, poleciał 113 m i zabrał rekord Polakowi, to po prostu trzeba było bić brawo.

Japonii nawet ostatni wyczyn Kobayashiego nie pomógł, zajęła piąte miejsce, przebudziła się Norwegia z mistrzynią świata Maren Lundby i dołożyła brąz do skarbca. Złoto znów dla Niemiec (jak w 2015 i 2017 r.), srebro dla Austrii (na małe pocieszenie – Eva Pinkelnig była najlepszą z pań). Polskie szóste miejsce wedle wielu opinii, to bardzo zachęcająca sprawa, będzie ministerialne stypendium sportowe dla obu pań, są słuchy, że Polski Związek Narciarski już wie jak im pomóc, by jeszcze lepiej skakały podczas igrzysk zimowych w Pekinie.

Nieoficjane indywidualne wyniki mężczyzn pokazały, że najlepszym skoczkiem konkursu był, żadne zaskoczenie, Dawid Kubacki. Drugą notę miał Geiger, trzecią Kobayashi, czwartą Eisenbichler i piątą, mimo wietrznych trudności, Kamil Stoch.

Skoki drużyn mieszanych na Toni-Seelos-Olympiaschanze prawie zakończyły mistrzostwa w Seefeld. Do rozegrania został tylko niedzielny bieg na 50 km techniką dowolną mężczyzn – z tradycji „królewski". Przed nim tabela medalowa (po 21 z 22 konkurencji) wygląda następująco: 1. Norwegia 12 złotych-5 srebrnych-6 brązowych; 2. Niemcy 6-3-0; 3. Szwecja 2-2-1; 4. Polska 1-1-0.

> MŚ w Seefeld – konkurs drużyn mieszanych (HS109): 1. Niemcy 1012,2 pkt. (K. Althaus 107,5 i 103 m; M. Eisenbichler 104,5 i 107; J. Seyfarth 100,5 i 103; K. Geiger 103,5 i 107); 2. Austria 989,0 (E. Pinkelnig 105,5 i 103,5; P. Aschenwald 110 i 101; D. Iraschko-Stolz 100,5 i 102,5; S. Kraft 96,5 i 104,5); 3. Norwegia 938,4 (A. O. Stroem 97,5 i 102,5; R. Johansson 106,5 i 103,5; M. Lundby 99 i 105,5; A. Stjernen 91,5 i 102); 4. Słowenia 930,8 (U. Bogataj 102,5 i 101; Z. Jelar 99,5 i 104; N. Kriznar 98,5 i 108,5; P. Prevc 95,5 i 100,5); 5. Japonia 928,6 (Y. Ito 100,5 i 95; Y. Sato 103,5 i 102; S. Takanashi 91 i 99,5; R. Kobayashi 97 i 113); 6. Polska 914,9 (K. Rajda 91,5 i 97; D. Kubacki 112 i 110; K. Karpiel 91,5 i 97; K. Stoch 100 i 105,5); 7. Rosja 896,2; 8. Włochy 801,4.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA