fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Justyna Kowalczyk: Na trenerkę się nie nadaję

AFP
Po biegu na 30 km nasza najlepsza narciarka Justyna Kowalczyk powiedziała: – Decyzji jeszcze nie podjęłam, ale już wiem, że mocniejsza nie będę.

Rzeczposoplita: Może pani podsumować cały start w igrzyskach?

Justyna Kowalczyk: Trzydziestka miała być moim najlepszym biegiem. No i w pewnym sensie była, tylko nie takim, jakiego byśmy chcieli. Można pamiętać moje fantastyczne biegi, walkę do końca, ale jak brakuje paliwa w baku, to nic z tego nie będzie. W wielkich imprezach biega tylko jedna osoba starsza ode mnie. Chyba jak każdy człowiek się starzeję,

To był pani ostatni występ olimpijski?

Decyzji jeszcze nie podjęłam, ale już dobrze wiem, że przetrwanie do następnych igrzysk to jest wyjątkowo złożona sprawa. Mocniejsza już nie wrócę. Zrobiłam absolutnie wszystko, by tu biegać jak najlepiej. Byłam w przygotowaniach nawet bardziej profesjonalna, niż w czasach, kiedy wygrywałam. To nie dało efektu, widocznie po wszystkich perypetiach, które mi się zdarzyły, już nie wrócę na tamten poziom. Za cztery lata może być tylko gorzej. Tak po ludzku, start w Pjongczangu to jest przykrość dla mnie, bo tak wiele zrobiłam i tak niewiele z tego otrzymałam. To jest też wielka przykrość dla trenera, bo on to bardzo przeżywa. Przykrość dla rodziców, którzy też reagują. Dla rodziny, serwismenów, wszystkich, którzy widzieli, że przepracowałam minione trzy lata jak trzeba. I teraz widzimy, że inne są zwyczajnie lepsze.

Powie pani, co będzie robić w przyszłym sezonie?

Jeszcze nie wiem. Mówię szczerze, nie uciekam od odpowiedzi. Za tydzień mam do przebiegnięcia 90 km, samo odpychanie rękami. Myślę, że tego dnia zostanie podjęta decyzja.

Jest pani wciąż najlepsza w Polsce, może trzeba poczekać, aż znajdzie się biegaczka, która panią dogoni?

W tej kwestii razem z trenerem mamy przykrą uwagę do młodszych: jestem tu jedyną reprezentantką Polski na najdłuższych dystansach. Jak zaczynałam biegać na nartach, to moim marzeniem było wystartować na najdłuższym dystansie w igrzyskach. Reszta reprezentacji miała taką szansę, ale usłyszałam, że przygotowują się do Pucharu Świata w Lahti. Wiem, że pewnie nie chcą rozczarowania, nie chcą słyszeć trudnych pytań od dziennikarzy, nie chcą czytać ocen internetowych. Ale Australijczycy mogli wystartować, a nasi nie, to jest dziwne.

A pani w Lahti będzie biegać?

Na pewno nie. Później jest bieg na 30 km stylem dowolnym, dziś w Pjongczangu się z tego wyleczyłam. Finał Pucharu Świata? Jeszcze zobaczymy. Na pewno będę na mistrzostwach Polski w Jakuszycach.

Widzi panie następczynie?

Widziałam młode polskie dziewczynki, które ładnie wyglądają na nartach, mają dobre, szczupłe sylwetki, poruszają się zgrabnie, co w biegach narciarskich jest na czasie. Widziałam młodą sprinterkę mającą siłę i koordynację w sam raz do tej konkurencji. Tylko one muszą wyrwać się polskiej filozofii treningu, przeskoczyć dwa poziomy wyżej, zacząć pracować porządnie. Na razie mają do pokonania przepaść. Wciąż jestem ja, Sylwia Jaśkowiec, potem w zasadzie nic, i tamte młode.

To może pani zostanie trenerką młodego pokolenia?

Wszyscy, którzy mnie dobrze znają, wiedzą, że nie nadaję się do pracy trenerskiej, bo jestem zbyt wymagająca. Wymagam od siebie, od wszystkich wokoło, jestem heterą. Hetery są dobre, ale dla takich samych ludzi jak ja.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA