fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Igrzyska olimpijskie: Krótka historia jednego wystrzału

materiały prasowe
Bez niego nie byłoby sprawiedliwości na igrzyskach. Pistolet startowy, kiedyś sześciostrzałowy rewolwer, teraz technologiczne cudo dobrze pasujące także do damskiej dłoni

Oficjalny chronometrażysta igrzysk, firma Omega, myślała o nim od dawna. Wiadomo jak było kiedyś: wysoko uniesiony rewolwer w dłoni sędziego, cała nowczesność to były specjalne naboje hukowo-dymne, żeby każdy na pewno usłyszał i także zobaczył sygnał startu.

Swoją drogą – w starożytnych igrzyskach Grecy nie robili żadnego huku na starcie, tylko naprężali dwie liny, jedną na wysokości talii, drugą na wysokości kolan. Liny opadały – można było się ścigać. Strzały wzięły się prawdopodobnie z bardziej współczesnych wyścigów konnych, są też tacy, którzy twierdzą, że na początku najbardziej popularne były dźwięki rogu.

Na igrzyska zimowe w St. Moritz w 1948 roku, inżynierowie z Omegi wymyślili połączenie klasycznego rewolweru z elektronicznym systemem startowym, czyli pudełkiem o nazwie „Magic Eye". Mogiczne oko w chwili strzału wysyłało promień świetlny na linii mety, przecinany przez sportowców powodował zapis czasu z dokładnością w zasadzie wystarczającą do dziś.

Huk wystrzału jednak nie dawał pełnego poczucia sprawiedliwości. Byli tacy, którzy uważali, że stojący najbliżej startera mają niewielką, ale mierzalną przewagę – słyszą dźwięk ułamek sekundy wcześniej. Dla dzisiejszych supersportowców, mógłby to być naprawdę istotny problem.

Rozwiązano go instalując głośniki przy blokach startowych w lecie, albo obok linii startu na lodzie (ewentualnie przy trasie) w zimie, ale nadal byli tacy, którzy kwestionowali metodę, uznając, że reakcja startowa wciąż zależy od odległości zawodnika od rzeczywistego strzału.

Trzeba było pomyśleć o rozwiązaniu bez ognia i dymu, także dlatego, że pistolet startowy, pozostawał postoletem – obawy, że mógł być w wyniku niepożądanych działań zagrożeniem dla bezpieczeństwa igrzysk, nie były bezzasadne.

Przewożenie pistoletów na zawody wymagało dodatkowej kontroli i było kłopotliwe, ale też zdobycie w niektórych krajach nie wymagało licencjonowania (w końcu to sprzęt sportowy), a zamiana pocisków hukowych na zwykłe nie było trudne. Jeden ze sławnych modeli – Bruni Olympic .380 BBM, został oficjalnie zakazany w sporcie, gdyż naprawdę łatwo było go przerobić na na broń przystosowaną do ostrej amunicji.

Początkowo usiłowano ten problem rozwiązać za pomocą prawa, Brytyjczycy nakazywali np. jaskrawe malowanie pistoletów startowych tak, aby przypominały zabawki, ale rewolucja przyszła z rozwiązaniem Omegi w 2010 roku podczas igrzysk w Vancouver: na arenach olimpijskich pojawiła się broń, która nie jest pistoletem.

Elektroniczne urządzenie, które w niczym nie przypomina Magnum kaliber 44 Brudnego Harry'ego. Omega stworzyła nowy standard, który w najnowocześniejszej wersji widzimy też w Pjongczangu.

Tak naprawdę to jajowate prządzenie w ręku startera, to jeden z przycisków w całym elektronicznym systemie pomiarowym. Działa tak: po naciśnięciu spustu elektroniczna broń uruchamia jednocześnie lampkę kontrolną i wysyła impuls do urządzenia startowego, ktore odtwarza odgłos wystrzału. Dokładnie tak samo, jak we współczesnym smartfonie odtwarzany jest dźwięk prawdziwej mechanicznej migawki w aparacie fotograficznym.

Cyfrowy wystrzał to zatem ukłon w stonę XIX-wiecznej tradycji, choć oczywiście może wygenerować każdy inny dźwięk.

Przygotowane we współpracy z Omega

 

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA