Sporty zimowe

Pjongczang: Uwaga na rosyjskie dziewczęta

Para taneczna Natalia Kaliszek – Maksym Spodyriew to jedyni polscy olimpijczycy w łyżwiarstwie figurowym.
AFP, Yuri Kadobnov
Łyżwiarstwo figurowe to jedna z atrakcji igrzysk. Pierwszy raz rywalizacja o medale odbędzie się rano, bo tak chce amerykańska telewizja.

Korea Południowa ma igrzyska, ale nie wystartuje w nich jej największa gwiazda, łyżwiarka figurowa Yu Na Kim, która zdobywając olimpijskie złoto w roku 2010, nazwana została „ córką narodu". Kiedy w Vancouver wcieliła się w postać „Dziewczyny Bonda", a następnie jak z nut jechała do „Concerto In F" Gershwina, na ulicach Seulu trudno było spotkać żywą duszę.

Jej rozpoznawalność była większa niż prezydenta kraju. Perfekcyjna kombinacja atletyzmu i artystycznego kunsztu uczyniły z niej gwiazdę nie tylko na lodowisku. Zarobki Yu Na Kim sięgały dziesiątków milionów dolarów. W Korei reklamuje wszystko, poczynając od wody mineralnej, piwa, odświeżaczy powietrza, na ekskluzywnej odzieży i luksusowych markach samochodów kończąc.

Znalazła się na liście 50 najpiękniejszych ludzi magazynu „People". Jej twarz zdobiła m.in. okładki „Elle" i „Vogue".

W 2014 roku na igrzyskach w Soczi walczyła o kolejny złoty medal. Gdyby wówczas wygrała, przeszłaby do historii jako trzecia kobieta, obok Norweżki Sonii Henie i Niemki Katariny Witt, która więcej niż raz stanęła na najwyższym podium na igrzyskach.

Plan ten pokrzyżowała 17- letnia Rosjanka Adelina Sotnikowa, która niespodziewanie pokonała faworytkę, co wzbudziło ogromne kontrowersje. Choć Koreanka nie zgłosiła pretensji, spekulowano o nieprawidłowościach w sędziowaniu. Sotnikowa znalazła się też na liście rosyjskich sportowców podejrzanych o stosowanie dopingu podczas igrzysk. Z zarzutów jednak ją oczyszczono.

Ambasadorka Pjongczangu

Po igrzyskach w Soczi Yu Na Kim zakończyła karierę, lecz jej olimpijska przygoda wcale nie dobiegła końca. Została ambasadorką igrzysk w Pjongczangu, miesiącami szlifowała angielski. To ona zaprezentowała koreańską kandydaturę na posiedzeniu Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego w Nowym Jorku. Wydaje się niekwestionowaną faworytką do zapalenia znicza.

Na igrzyskach w Pjongczangu po raz pierwszy wystąpią też zawodnicy z Korei Północnej. Ryom Tae-ok i Kim Ju-sik będą reprezentować swój kraj wśród par sportowych. Do faworytów jednak z pewnością nie można ich zaliczyć.

Od kilku sezonów o najwyższe trofea w tej konkurencji rywalizują ze sobą duety chiński, kanadyjski i niemiecki. Aktualnymi mistrzami świata są młodziutcy Chińczycy Wenjing Sui i Cong Han, którzy do uprawiania sportu powrócili po ciężkiej operacji obu stóp u łyżwiarki. W ostatnim starcie przed igrzyskami, w finale prestiżowego cyklu Grand Prix o włos przegrali z reprezentantami Niemiec Alioną Savchenko i Bruno Massotem, dla których będą to pierwsze wspólne igrzyska. Wcześniej Savchenko – z pochodzenia Ukrainka – odnosiła sukcesy z Robinem Szolkowym. Zdobyła z nim aż pięć tytułów mistrzyni świata i cztery mistrzyni Europy.

Nieopłacalne ryzyko

Po igrzyskach w Soczi Szolkowy zdecydował się jednak zakończyć karierę, zaś łyżwiarka rozpoczęła poszukiwania nowego partnera, gdyż nigdy nie pogodziła się z brakiem złotego medalu olimpijskiego. I choć nikt nie wierzył, że to możliwe, wraz z Massotem będzie walczyć o najcenniejszy krążek w Pjongczangu.

W konkurencji par sportowych od czasu igrzysk w Soczi poprzeczka została podniesiona bardzo wysoko za sprawą dwukrotnych mistrzów świata, Kanadyjczyków Meagan Duhamel i Erica Radforda. Do swojego repertuaru włączyli oni poczwórne wyrzucane skoki i potrójnego axla.

Kanadyjczycy wzniecili też dyskusję, w której wsparli ich niemieccy rywale. Chodzi o zbyt niskie premiowanie punktowe tych arcytrudnych elementów w ocenie technicznej. – Nie opłaca się ryzykować – żalą się zgodnie najlepsze pary sportowe i mimo to prezentują kosmiczne ewolucje z czterema obrotami.

W Pjongczangu nie zobaczymy rosyjskich obrońców tytułu mistrzowskiego Tatiany Wołosożar i Maksyma Trańkowa, którzy niedawno zostali rodzicami (łyżwiarz podkreślał, że nie będzie narażał zdrowia żony podczas treningu poczwórnych skoków).

Złoty medal dla Rosjanki jest natomiast niemal pewny wśród solistek. Tu spodziewać się należy rywalizacji między nastolatkami: Jewgieniją Miedwiediewą i Aliną Zagitową.

Chociaż Rosja, a wcześniej ZSRR, były zawsze potęgami w łyżwiarstwie figurowym, nigdy nie mogły poszczycić się wyjątkowymi olimpijskimi osiągnięciami w konkurencji kobiet.

Dopiero ostatnie lata przyniosły zmianę tej sytuacji, w dużej mierze za sprawą gruzińskiej trenerki Eteri Tutberidze, słynącej ze szkolenia młodziutkich mistrzyń. Właśnie jej wychowanką była drużynowa mistrzyni olimpijska z Soczi, zaledwie 15-letnia wówczas Julia Lipnicka (Sotnikowa jest tylko o dwa lata starsza).

Obie dziewczyny zakończyły kariery wraz z fizycznym dojrzewaniem, co Lipnicka przypłaciła depresją i zaburzeniami odżywiania. Jednak na horyzoncie pojawiły się kolejne dziecięce gwiazdy, z których najjaśniej świeci dwukrotna już mistrzyni świata Jewgienija Miedwiediewa (18 lat). To ona zabrała głos w imieniu rosyjskich sportowców przed MKOl, który miał zadecydować o wykluczeniu Rosji z igrzysk. – W 2014 roku miałam zaledwie 14 lat. Każdy ma w życiu marzenia, pozwólcie mi spełnić moje. Nie wiem, czy będą jeszcze inne igrzyska w moim życiu po Pjongczangu – mówiła.

Ostatecznie wraz z innymi rosyjskimi sportowcami, którzy przeszli próby antydopingowe, łyżwiarka wystąpi pod neutralną flagą MKOl.

Chociaż Miedwiediewa wygrywała prawie wszystkie zawody od dwóch sezonów, niespodziewanie wyrosła jej rywalka, a zarazem koleżanka z treningów – Alina Zagitowa (16 lat). Dwukrotna mistrzyni świata juniorek może pokonać Miedwiediewą. Tak stało się na niedawnych mistrzostwach Europy w Moskwie.

Krótka sielanka

Rywalizacji na niespotykanym dotąd poziomie technicznym możemy oczekiwać w konkurencji panów. Tu poczwórne skoki stały się już dawno codziennością, a najlepsi wykonują nawet po kilka różnych w jednym programie. Rekordzistą jest zaledwie 17-letni Nathan Chen, który na mistrzostwach USA wykonał aż pięć skoków z czterema obrotami w jeździe dowolnej.

Wielką niewiadomą jest forma mistrza olimpijskiego z Soczi Yuzuru Hanyu, od tygodni zmagającego się z kontuzją. Ale Japończyk znany jest z żelaznego charakteru. Zdarzyło się, iż występował z obandażowaną głową, a do samolotu dowożony był na wózku inwalidzkim. Brawurą podopiecznego przerażony jest nawet sam trener Brian Orser, który nieraz doradzał mu ostrożność.

Yuzuru Hanyu, Shoma Uno (obaj Japonia), Nathan Chen (USA) i Javier Fernandez (Hiszpania) – to po nich spodziewać się możemy najbardziej karkołomnych ewolucji w walce o medale.

W tańcach już po raz trzeci o olimpijskie złoto walczyć będą Tessa Virtue i Scott Moire. Srebrny medal, który zdobyli na igrzyskach w Soczi, smakował bowiem bardzo gorzko. Kanadyjczycy, mistrzowie olimpijscy z Vancouver, przegrali wówczas ze swoimi kolegami z lodowiska Amerykanami Meryl Davis i Charliem Whitem.

Ceremonia wręczenia medali miała być hołdem dla kunsztu trenerskiego Mariny Zujewej. Oba duety pozowały do pamiątkowych fotografii w objęciach, otulone narodowymi flagami. Ta sielanka nie trwała jednak długo. Po igrzyskach Virtue i Moire oskarżyli Rosjankę o faworyzowanie w trakcie przygotowań ich amerykańskich rywali.

Tym razem Kanadyjczycy w walce o olimpijskie złoto zmierzą się z Gabriellą Papadakis i Gaillaume Cizeronem, którzy pod ich nieobecność święcili triumfy. Francuzi są już trzykrotnymi mistrzami Europy i dwukrotnymi mistrzami świata. Rywalizacja między młodziutkimi Francuzami a doświadczonymi Kanadyjczykami będzie główną atrakcją tańców w Pjongczangu.

Będą Polacy

Po ośmiu latach przerwy w łyżwiarstwie figurowym na igrzyskach znów będą Polacy. Natalia Kaliszek i Maksym Spodyriew wystąpią wśród par tanecznych.

– Mam nadzieję, że zapanują nad nerwami i presją igrzysk. Tańce na lodzie są w tej chwili sportem bardzo technicznym, a precyzja wykonania elementów jest szwajcarska. Każde, nawet najmniejsze zachwianie, którego widz nie dostrzega gołym okiem, może być kluczowe. Bardzo budujący był występ na mistrzostwach Europy. Wynikiem punktowym bardzo zbliżyli się do pierwszej szóstki, co jest ogromnym postępem – mówi „Rz" trenerka Polaków Sylwia Nowak-Trębacka.

Po raz pierwszy olimpijskie finały odbędą się rano miejscowego czasu, co wymusiła jedna z amerykańskich stacji telewizyjnych, która zapłaciła miliony dolarów, aby w Nowym Jorku transmisję z Pjongczangu można było obejrzeć w najlepszym czasie antenowym.

By wesprzeć łyżwiarstwo figurowe w walce o uwagę kibiców w amerykańskich kinach jest teraz film „I Tonya" (w Polsce wejdzie na ekrany tuż po igrzyskach) traktujący o słynnym skandalu w Lillehammer w 1994 roku. Film został bardzo krytycznie odebrany w środowisku łyżwiarskim. Tonyę Harding przedstawiono w nim jako ofiarę, a nie sprawczynię ataku na konkurentkę z tafli Nancy Kerrigan. Całą winą za najsłynniejszy skandal w historii łyżwiarstwa w filmie obarczono męża i ochroniarza łyżwiarki. Kerrigan stwierdziła: „Nie mam czasu na oglądanie filmu, mam własne życie". A my będziemy mieli igrzyska.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL