Sporty zimowe

Tajner: Uczciwi wobec siebie

YouTube
Prezes Polskiego Związku Narciarskiego o nowinkach technicznych w skokach i aklimatyzacji w Korei.

Rzeczposoplita: Skoczkowie mają w zanadrzu coś specjalnego?

Apoloniusz Tajner: Kiedy zadałem to samo pytanie sztabowi kadry, dostałem informacje na temat dwóch rzeczy, ale trzeciej nikt nie chciał zdradzić. Usłyszałem tylko, że mi „oko zbieleje", więc sam jestem ciekaw, co to może być. Wojenka między sztabami trwa cały czas.

Simon Ammann jest mistrzem takich zagrywek. Ma rzekomo nowe buty, które chowa przed rywalami.

Na Szwajcara nikt nie zwraca uwagi. Realną przewagę zyskał podczas konkursów olimpijskich w Vancouver w 2010 r., gdzie przywiózł wiązania z przygiętymi bolcami, umożliwiającymi bardziej płaskie prowadzenie nart. Nad tym elementem pracują wszyscy skoczkowie. Maciek Kot ma pewien problem, bo jemu narty bardzo mocno uciekają na boki, przez co traci powierzchnię nośną. Powietrze ślizga mu się po nartach, zamiast je podpierać. Ammann już niczym nie zaskoczy, bo poziom znacznie się podniósł. Teraz punktem odniesienia są: Kamil Stoch, Richard Freitag, Peter Prevc czy Norwegowie. Zawsze groźny może być Stefan Kraft, który ostatnio zrobił sobie przerwę.

Jak czuje się Kamil Stoch po sukcesach w tym sezonie? Czy nie jest zmęczony?

To samo przechodziłem z Adamem Małyszem. Po wielkiej imprezie, odniesieniu sukcesu byliśmy tak wyczerpani, że ciężko było ruszyć ręką. Kamil po Turnieju Czterech Skoczni wyglądał nawet „za dobrze" jak na tamten moment.

Można wtedy poluzować reżim treningowy?

Stefan Horngacher już jakiś czas temu wyłączył mocne treningi i bardzo dużo uwagi poświęca regeneracji. Skoczkowie mają ściśle rozpisane, jak długo w ciągu dnia muszą leżeć i odpoczywać bez biegania po mieście i załatwiania prywatnych spraw albo rozmawiania przez telefon. Trener pilnuje tego z żelazną konsekwencją, ale sami zawodnicy też przestrzegają jego zaleceń. Wydawałoby się, że można ominąć zakaz rozmawiania przez telefony, bo skąd niby trener miałby się dowiedzieć, ale wiem, że nasi kadrowicze są uczciwi wobec siebie i trenera. Sam tego doświadczyłem, gdy kilka razy próbowałem się do nich dodzwonić i nie odbierali, bo akurat była pora ciszy.

Jakie są wrażenia po aklimatyzacji skoczków w Pjongczangu?

Od 20 lat jeździmy w tamte rejony na zawody Pucharu Świata czy Letnie Grand Prix. Raz nawet mieliśmy 12-dniowe tournée po świecie, czyli Salt Lake City w USA, Japonię i powrót do Frankfurtu. Wiemy, jak zawodnicy reagują na zmiany stref czasowych, a sami skoczkowie wiedzą, jak mają się zachowywać w samolocie. Dodam, że lecą do Korei klasą biznes, co zdarza się wyjątkowo, bo później bardzo szybko rozpocznie się konkurs olimpijski i muszą być wypoczęci. Nic nie zagraża ich dyspozycji, jeśli chodzi o efekty aklimatyzacji. Nawet jeśli dwa, trzy dni po konkursie spadnie minimalnie ich forma, to ten dołek przetrwają i na drugi konkurs indywidualny oraz zawody drużynowe będą w pełnej dyspozycji. Powiem więcej, okres przed wylotem był tak samo precyzyjnie zaplanowany. Trener powiedział mi, że szczyt formy przygotowuje na igrzyska olimpijskie. Oczywiście, tak mówią wszyscy, ale jemu plany się sprawdzają. Rozmawialiśmy na ten temat w Zakopanem i rzeczywiście nasi zawodnicy byli w takiej dyspozycji, jaką zakładał trener. Forma w Pjongczangu będzie najlepsza.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL