fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty zimowe

Skoki narciarskie w Niżnym Tagile: Polacy jadą, bo muszą

Kamil Stoch nie ukrywa, że z Niżnego Tagiłu nie ma dobrych wspomnień
Andrzej Iwanczuk/REPORTER
Czas na zauralski Puchar Świata w Niżnym Tagile, gdzie od lat dymią kominy hut i stalowni, a Rosjanie mieli fantazję, by zbudować tam centrum skoków.

Miejsce jest na swój sposób wyjątkowe. Niżny Tagił leży 1800 km na wschód od Moskwy, jakieś 25 km za wyznaczoną przez linię Uralu umowną granicą Europy i Azji. Najbliższe lotnisko jest w Jekaterynburgu, stamtąd trzeba jeszcze jechać 140 km drogą państwową P352 na północ do ośrodka Aist (czyli Bocian), jak nazwano niżnotagilskie centrum skoków narciarskich.

Dojechać trudno, ale na miejscu, po zachodniej stronie miasta, czekają na skoczków hotele Bocian i Metalurg oraz duża skocznia (Tramplin Aist), a właściwie zespół czterech skoczni w różnych rozmiarach. Na największej (HS-134) odbędą się w ten weekend po raz piąty zawody PŚ.

Historia skoków narciarskich w Niżnym Tagile zaczyna się w 1970 roku, gdy postawiono tam aż pięć skoczni (od K10 do K110) z myślą o szkoleniu radzieckich następców Nikołaja Kamieńskiego, Koby Cakadzego, Władimira Biełousowa i Gariego Napałkowa.

Z tych planów niewiele wyszło, lecz Rosjanie nie rezygnowali, tym bardziej że Międzynarodowa Federacja Narciarska (FIS) chciała widzieć Rosję w programie zawodów Pucharu Świata. Niesiony tą wizją dyrektor ds. skoków Walter Hofer osobiście jeździł na początku XXI wieku do Moskwy, by rozmawiać z ważnymi rosyjskimi działaczami o konkursach, nawet w Moskwie, na Worobiowych Wzgórzach, przy Łużnikach.

Jednak dopiero perspektywa organizacji igrzysk w Soczi dała sprawie napęd. Znalazły się pieniądze na budowę skoczni w Czajkowskim (Śnieżynka), postawienie obiektu olimpijskiego w Krasnej Polanie (Ruskie Gorki) oraz radykalną przebudowę ośrodka w Niżnym Tagile za cenę około 50 mln euro. Po pewnych perturbacjach finansowo-organizacyjnych otwarcie Bociana nastąpiło w 2012 roku, pierwsze zawody PŚ odbyły się w grudniu 2014 roku.

Skocznia jest nowoczesna, działacze FIS byli w miarę zadowoleni, choć większości skoczków nowy przystanek jednak się nie spodobał. Pierwszą przyczyną była i jest długa podróż. Samolotów do Jekaterynburga nie lata wiele, rejsy są złożone, przyloty nie zawsze regularne, a zapewniana przez organizatorów podróż autobusem przez obwód świerdłowski też bywa nieprzyjemna.

Drugim powodem są warunki: w Niżnym Tagile nawet jak jest śnieg, to niemal zawsze mocno wieje, rok temu trzeba było odwołać jeden z konkursów. Kolejnym, może dla niektórych najważniejszym, powodem niechęci jest smętne otoczenie skoczni i samo miasto. Powiedzieć, że brak mu uroku, to mało. Na horyzoncie widać głównie postkomunistyczne bloki, dymiące kominy hut stali i miedzi oraz zakładów przetwórstwa metali.

Niżny Tagił powstał pod koniec XVIII wieku w celu przetworzenia naturalnych bogactw Uralu. Miasto stało się jednym z największych ośrodków produkcji metalurgicznej. Żelazo z tego regionu już w XIX wieku było wysoko cenione w fabrykach Europy Zachodniej, tak samo jak miedź, złoto i platyna, choć opowieści, że miedziane blachy z hut Niżnego Tagiłu pokryły Statuę Wolności w Nowym Jorku, są mocno przesadzone.

Legendę miasta zbudowała II wojna światowa, zwłaszcza fakt, że wobec niemieckiej ofensywy w 1941 roku m.in. do Niżnego Tagiłu przeniesiono z Charkowa fabrykę sławnych czołgów T-34, dołączono ją do istniejącego do dziś Uralwagonzawodu i tak powstała Uralska Fabryka Czołgów nr 183. Wyprodukowano w niej 25 266 czołgów T-34 – połowy użyto podczas wojny. Robiono kadłuby do „latających czołgów Stalina”, czyli samolotów szturmowych Ił-2, wytwarzano także bomby lotnicze i pociski artyleryjskie.

Główną turystyczną atrakcją 360-tysięcznego miasta jest więc dziś Muzeum Broni Czołgowej, w którym stoją rzędem stalowe pojazdy na gąsienicach. Do niektórych można wejść i pokręcić przyrządami, dla dzieci świetna zabawa. Portret Josifa Wissarionowicza też się znajdzie. Tradycja nie ginie również dlatego, że od dwóch dekad w Niżnym Tagile organizowana jest międzynarodowa wystawa broni, amunicji i sprzętu wojskowego Russian Expo Arms.

Jest tam jeszcze kilka kolorowych cerkwi, inne muzea (np. opowiadające o industrializacji Uralu od czasów carskich) i filharmonia. Tylko dla miłośników malarstwa jest powód do przyjazdu: w Muzeum Sztuk Pięknych wisi słynny obraz „Święta rodzina” (albo „Madonna z Popolo”) autorstwa Rafaela – ze sławnej kolekcji rodziny Demidowów, można też obejrzeć sztychy Albrechta Dürera.

Dla skoczków te atrakcje to jednak może być za mało, by chodzić po mieście, tym bardziej że przestępczość w okolicy jest wysoka i poza hotelem bywa niebezpiecznie. Także FIS miała do Rosjan zastrzeżenia i w 2016 roku odwołała konkursy na Bocianie z powodu braku obiecanych siatek chroniących przed podmuchami oraz kilkumiesięcznej zwłoki w wypłacie premii dla sportowców.

Siatki zawisły (czy dobrze chronią, to inna sprawa), pieniądze w końcu się znalazły, Niżny Tagił wrócił do kalendarza, ale popularności nie zyskał. Polacy w siedmioosobowym składzie z Wisły i Ruki (Stoch, Kubacki, Żyła, Wolny, Kot, Hula i Murańka) także jadą tam, bo muszą.

Na skoczni Aist czekają nas w piątek kwalifikacje, w sobotę i niedzielę konkursy indywidualne. Początek zawodów każdego dnia o 15.30 czasu polskiego, na azjatyckiej skoczni będzie wtedy 19.30 (transmisje w TVP 1 i Eurosporcie 1).

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA