Sporty zimowe

Katarina Witt - najpiękniejsza twarz socjalizmu

Bundesarchiv, Bild 183-1987-0411-004 / CC-BY-SA 3.0 [CC BY-SA 3.0 de (https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en)], via Wikimedia Commons
W Pjongczangu trwa rywalizacja o medale w łyżwiarstwie figurowym. Przypominamy sylwetkę jednej z największych gwiazd - Niemki Katariny Witt

Była jedną z największych gwiazd łyżwiarstwa figurowego w latach osiemdziesiątych. Dwukrotna mistrzyni olimpijska (jedyna oprócz Norweżki Sonii Henie, która zdobyła ten tytuł więcej niż raz), czterokrotna mistrzyni świata, sześciokrotna mistrzyni Europy.  Ale nie tylko tytuły świadczą o fenomenie łyżwiarki.

Słynny występ na igrzyskach w Calgary (1988), gdzie wcieliła się w rolę „Carmen” z opery Bizeta jest niezapomniany. Ta piękność z NRD urzekała publiczność wysublimowanym połączeniem atletyzmu i kobiecego seksapilu. Złośliwi twierdzili nawet, że sławę zawdzięczała urodzie a jej kariera zakończyła się wraz z zakazem noszenia na lodowisku zbyt krótkich spódniczek. Dzięki swoim sportowym sukcesom rozpieszczana była przez władze NRD a zdjęcie jej pocałunku z Erichem Honeckerem obiegło cały świat. Po upadku muru berlińskiego oskarżana była nawet o współpracę ze STASI, na co odpowiadała: „Byłam inwigilowana”. Świetnie odnalazła się również w kapitalizmie. Za oceanem przez lata występowała w słynnej rewii „Holiday On Ice”. Była komentatorką, producentką telewizyjną i muzyczną. Wydanie amerykańskiego „Playboya” z jej zdjęciem na okładce wyprzedano w pełnym nakładzie. Taką popularnością cieszył się niegdyś tylko egzemplarz z Marylin Monroe. W swojej autobiografii mówi o sobie: „Jestem szczęściarą. Co to znaczy wieść normalne życie? Każdy definiuje je wedle siebie. Dla mnie normalnym życiem było łyżwiarstwo, sama je sobie wybrałam.”

Pierwsze kroki

Witt urodziła się 3 grudnia 1965 roku w miasteczku Staaken we wschodniej części podzielonego wówczas Berlina. Wychowała się w dzisiejszym Chemnitz (wówczas Karl Marx Stadt) a w jej rodzinie nikt nie parał się sportem. Mama pracowała jako pielęgniarka w szpitalu, zaś Katarina uczęszczała do pobliskiego przedszkola. Nieopodal niego było lodowisko. Malutka Katarina przez półtora roku błagała rodziców, aby pozwolili jej spróbować jazdy na łyżwach. Pierwszy raz poszła tam z mamą, która bała się że dziecko się przewróci i wróci do domu w przemoczonych ubraniach. Kazała więc córce wjechać na sam środek lodowej tafli, gdzie na lodzie było najmniej wody. W przeciwieństwie do niemal setki rówieśników 6 –letnia dziewczynka, zamiast kurczowo trzymać się bandy stanęła od razu na samym środku lodowiska. Szybko okazało się, że ma wielki potencjał. Po trzech latach była jedyną, która kontynuowała łyżwiarskie treningi.

Jako jedenastolatka, na zawodach w Dreznie, wpadła w oko najbardziej doświadczonej wówczas trenerce łyżwiarstwa figurowego w byłej NRD, Juttcie Muller. Znana z wręcz katorżniczego reżimu treningowego,  wyszkoliła aż 57 medalistów mistrzostw Europy, świata i igrzysk olimpijskich. Kiedy do treningów w swojej grupie wybrała właśnie Katarinę, ta wybuchła płaczem. Wiedziała, że kończy się dla niej zabawa w łyżwiarstwo a zaczyna zupełnie nowy rozdział w życiu, którego celem jest osiągnięcie mistrzostwa. Sroga trenerka budziła w niej strach. Bała się nawet spojrzeć jej w oczy, zrobiła to dopiero będąc już dorosłą kobietą. Jednak do dzisiaj nie zwraca się do leciwej już kobiety po imieniu, ale po prostu „Frau Muller”. Zawsze jednak darzyła ją wielkim szacunkiem: „W sporcie 80 procent sukcesu to twój własny wysiłek, zaś pozostałe 20 to ból i tortury. Podobnie jak w innych dziedzinach życia, potrzebujesz kogoś kto zmusi cię do przekraczania granic własnych możliwości” - wspomina w swojej autobiograficznej książce „Only with Passion”.

A treningi rzeczywiście były mordercze. Jak wszystkie utalentowane sportowo dzieci w byłej NRD Katarina uczęszczała do szkoły sportowej. Później nawet i na to nie było czasu. Naukę pobierała w domu u prywatnych nauczycieli. Nie było też mowy o zabawie lalkami czy kontaktach z rówieśnikami, z którymi do czynienia miała jednie na zgrupowaniach. Dziewczyna żyła pod kloszem, odizolowana od zwyczajnego świata. O godzinie 7 rano była już na lodowisku. Wcześniej ojciec przygotowywał dla niej duży stek, który był jej podstawowym posiłkiem. Każdego dnia miała cztery sesje treningowe na lodzie: dwie jazdy dowolnej i dwie figur obowiązkowych. Oprócz tego zajęcia baletowe i trening ogólnorozwojowy. Prawdziwą zmorą Katariny były figury obowiązkowe. Polegały one na kreśleniu na lodzie ściśle wymaganego rysunku jaki pozostawia ślad płozy. Dziewczynę zawsze bardziej pociągał artystyczny aspekt łyżwiarstwa. Uwielbiała taniec na lodzie, choreografię i grę aktorską. Z łatwością potrafiła wcielać się w odgrywane na tafli postacie. Młodziutka Katarina trenowała z łyżwiarkami o kilka lat starszymi od siebie m.in. z mistrzynią olimpijską Anette Potzch, która widziała w młodziutkiej nastolatce duże zagrożenie. Ta jednak nigdy nie narzekała:  „ Uwielbiałam kiedy ludzie klaszczą – przyznaje – byłam chyba bardzo próżnym dzieckiem”.  Wrodzony upór pozwolił jej wznieść się na wyżyny. Katarina kochała wygrywać. Nawet grając w piłkę nożną z chłopcami, chciała być najlepsza. Dopiero jako nastolatka zaczęła się buntować wobec treningowego reżimu. A to za sprawą miłości do perkusisty rockowego. Młodzieńcza fascynacja szybko jednak przegrała z łyżwiarską karierą.  

Narodziny mistrzyni

Choć wcześniej zdobywała już medale na mistrzostwach świata i Europy, przełomowym w jej życiu okazał się występ na igrzyskach olimpijskich w Sarajewie w 1984 roku. Tam faworytką była mistrzyni świata Amerykanka Rosalynn Sumners, ale to Katarina zdobyła złoty medal wygrywając o jedną dziesiątą punktu. Już wtedy urzekała tanecznością, wrażeniem artystycznym i niezwykłą urodą. Dla wielbicieli łyżwiarstwa było jasne, że na ich oczach rodzi się legenda. 

W kolejnych latach jej wielką rywalką była inna Amerykanka, czarnoskóra Debi Thomas. Do najbardziej zaciekłej walki między konkurentkami doszło w 1987 roku na mistrzostwach świata w Cincinatti. Thomas – ulubienica gospodarzy pojechała program swojego życia w decydującym o zwycięstwie programie dowolnym. Bezpośrednio po niej na taflę wyjechała Katarina, która musiała czekać na rozpoczęcie swojego występu ze względu na reklamę emitowaną właśnie w transmitującej mistrzostwa na żywo amerykańskiej stacji CBS.  Owacja jaką rodzimi wielbiciele zgotowali Debi Thomas, nie onieśmieliła Katariny. Właśnie w Cinncinati Witt zaprezentowała program swoich marzeń. Jedyny raz w karierze czysto wykonała potrójnego rittbergera, co na ówczesne czasy było sporym wyczynem. Sędziowie nie mieli żadnych wątpliwości. Wszyscy ocenili ją na pierwszym miejscu. Ku niezadowoleniu rywalki podbiła również serca Amerykanów genialnym występem do muzyki z „West Side Story”.

Igrzyska w Calgary

Rywalizacja między Witt i Thomas nabierała jednak innego wymiaru. Wielkimi krokami zbliżały się  bowiem igrzyska olimpijskie w Calgary. Tam miało dojść do decydującego starcia między mistrzyniami. Aby dodać smaczku olimpijskim zmaganiom zarówno Katarina jak i Debi zdecydowały o wyborze tej samej muzyki do swoich programów dowolnych.  „Carmen” z opery Bizeta stała się tłem dla ich dramatycznej walki. Ta wykonywana przez Niemkę  – uwodzicielska, pełna ekspresji i kobiecego seksapilu. Celem Witt było wcielenie się w rolę bohaterki i opowiedzenie na lodzie jej historii. Wybrała też inny fragment opery niż rywalka. Bardziej spokojną muzykę z najbardziej dramatycznej sceny, kiedy to Carmen zostaje śmiertelnie ugodzona nożem przez zazdrosnego kochanka. Thomas postawiła z kolei na bardziej dynamiczny fragment, który miał podkreślać siłę i moc bohaterki. Media umiejętnie podsycały rywalizację między łyżwiarkami. Podkreślano kontrasty pomiędzy zawodniczkami stawiając z jednej strony czarnoskórą Amerykankę o naukowych aspiracjach ( Thomas studiowała medycynę na Uniwersytecie Stanforda), naprzeciw kusicielskiej piękności zza żelaznej kurtyny. Sam Erich Honecker, przywódca NRD, zerwał się w środku nocy, by oglądać na żywo występ swojej największej gwiazdy. 

Ekspresyjny występ Witt zrobił wielkie wrażenie. Ale w warstwie technicznej pozostawiła cień szansy dla Amerykanki. Thomas nie wytrzymała jednak presji, popełniając wiele błędów w swoim programie. Witt oglądająca z trybun występ rywalki wiedziała, że po raz drugi została mistrzynią olimpijską. Miała też świadomość, że jest wolna. Władze byłej NRD nie dopuszczały myśli, że piękna Katarina mogłaby polec w tej rywalizacji. Gdyby w Calgary przegrała, czekała na nią posada trenerki. Musiałaby też porzucić myśli o wyjeździe na Zachód, który wreszcie stał przed nią otworem.

Swoje pierwsze kroki skierowała do Stanów Zjednoczonych, gdzie występowała w rewii „Holiday On Ice”. Chociaż początkowo na Zachodzie przyjmowana była z rezerwą, szybko przełamała stereotyp „komunistki z NRD”. Znakomicie odnalazła się w kapitalizmie. Wraz z mistrzem olimpijskim wśród solistów Brianem Boitano zagrała w filmie „Carmen” realizowanym na lodowisku. Wystąpiła też w sesji zdjęciowej dla amerykańskiego „Playboya” . Jego nakład sprzedał się całkowicie. Zgodnie z życiowym mottem: „Do życia potrzeba mi pracy i zdrowia”, wykorzystywała każdy swój talent. Urodziła się z żyłką do biznesu zaś dochody jej firmy „ With Witt” sięgały 10 mln dolarów rocznie. Występowała w niezliczonych reklamach. „ Dwie najlepsze rzeczy na lodzie to coca cola i Kati Witt” –  zapewniała spoglądając z uwodzicielskim uśmiechem z reklamowych billboardów.  Udzielała  też niezliczonych wywiadów i występowała w talk - show. U boku takich gwiazd filmowych jak Robert De Niro i Tom Cruise próbowała sił aktorskich. Chociaż rólki były epizodyczne, zawsze było o niej głośno. Ciekawość budziło też życie prywatne niemieckiej piękności. Plotkarskie magazyny wciąż kojarzyły ją z innymi gwiazdorami. „ Zimna jak lód” – mówił o niej Alberto Tomba dopingujący ją w Calgary. Chociaż słynęła z wielu romansów,  50 – letnia obecnie łyżwiarka nigdy nie założyła rodziny. Nie ukrywa, że potrafi kochać kilku mężczyzn jednocześnie. „Wszystkim w życiu szybko się nudzę. Wszystkim oprócz łyżwiarstwa”- twierdzi.   

Igrzyska w Norwegii

Choć wydawało się, że Witt zajmować będą już tylko występy rewiowe i celebryckie życie, w 1994 roku wystąpiła na kolejnych igrzyskach. Międzynarodowa Unia Łyżwiarska (ISU) pozwoliła wówczas na start łyżwiarzom zawodowym. W Lillehammer triumfowała zaledwie 16 – letnia Ukrainka Oksana Baiul, ale konkurencja kobiet toczyła się pod znakiem brutalnego ataku na srebrną medalistkę Amerykankę Nancy Kerrigan. Katarina Witt chociaż wywalczyła awans do reprezentacji zjednoczonych już Niemiec, na igrzyskach sukcesu nie odniosła. W ciągu tych lat kiedy występowała w rewiach, poziom techniczny wśród solistek uległ ogromnej ewolucji. Ówczesne konkurentki Katariny wykonywały skoki, które były poza jej zasięgiem. Dla Witt igrzyska w Lillehammer były jednak wyjątkowe. Wiedziała, że nie ma szans powalczyć o medal. Ważny był sam udział i hołd jaki swoim programem dowolnym do muzyki z piosenki Marleny Dietrich” Gdzie są chłopcy z tamtych lat” złożyła ofiarom wojny w Sarajewie. Po raz pierwszy na widowni zasiedli wówczas jej rodzice, którzy dotąd oglądali występy córki tylko na ekranie telewizora. Przez lata NRD- owskie władze odmawiały im prawa do opuszczenia kraju z obawy przed ucieczką całej rodziny.

Kobiecość

Od zawsze dużym problemem Katariny była waga. Dziewczyna lubiła sobie pofolgować i nie odmawiała słodkości. Nieraz dochodziło na tym tle do konfliktów między jej rodzicami a pilnującą żelaznej diety trenerką.  Witt jako nastolatka trenowała po siedem godzin dziennie o ryżu i wodzie. Na deser dostawała kilka plasterków jabłka. Frau Miller z wielkim niepokojem spoglądała na zarysowujące się kobiece kształty swojej wychowanki zaś rodzice zarzucali jej głodzenie córki. Mając siedemnaście lat musiała zadecydować czy chce zostać mistrzynią. W łyżwiarstwie figurowym bycie szczupłym jest jednym z podstawowych wymogów. Pomaga to przy wykonywaniu skomplikowanych ewolucji w powietrzu. Codzienne ważenie było więc odwiecznym rytuałem łyżwiarki. Chociaż przez wielbicieli na całym świecie Katarina Witt uważana była za symbol seksu, sama miała problemy z akceptacją swojej kobiecej sylwetki. W pełni zaakceptowała kobiece krągłości dopiero pod wpływem kanadyjskiej choreografki Sandy Bazic, która chwaliła, że wreszcie w łyżwiarstwie jest prawdziwa kobieta.

Gwiazda zza żelaznej kurtyny

Katarina Witt była nie tylko sportową gwiazdą, ale osobowością mocno uwikłaną w ówczesną zimnowojenną politykę. Od najmłodszych lat uczono ją dyplomacji. Na konferencji prasowej podczas igrzysk olimpijskich w Calgary padło pytanie o to czy w NRD należycie przestrzegane są prawa człowieka. Wyraźnie speszona łyżwiarka odparła, że wydaje jej się, że tak. Jąkając się tłumaczyła, iż każdy ma prawo do pracy, do mieszkania ani nikt nie chodzi głodny. Nigdy jednoznacznie nie skrytykowała socjalizmu. Mówiła, że to system, który ją wychował. Dzięki, któremu mogła zostać mistrzynią. Nawet kiedy po upadku muru berlińskiego obrzucano ją jajkami i nazywano „ komunistyczną sługuską”, nie powiedziała złego słowa na NRD, choć nieznani sprawcy podpalili letniskowy domek, który dostała od państwa. Kiedy upadał mur berliński przebywała w Hiszpanii, gdzie kręcono główne sceny do „Carmen On Ice”. Mówiła wtedy, że chciałaby być w tym momencie w Berlinie. Ale jednocześnie sceptycznie odnosiła się do zjednoczenia Niemiec. 

W 1992 roku Witt zostaje oskarżona o współpracę ze STASI. Media ujawniły  dokumenty, z których wynikało że łyżwiarka była nagradzana drogimi prezentami  za posłuszeństwo wobec władzy. Ta w  odpowiedzi złożyła wniosek o prawo wglądu we własne akta (ponad 1300 stron). Opublikowała autobiografię, którą otwierają zapisane w aktach szczegóły z jej życia intymnego. Twierdzi, że od 11 roku życia (czyli od momentu pierwszych zapisów w aktach bezpieki) była inwigilowana. „Obserwowano mnie, podsłuchiwano w pokoju hotelowym i podczas rozmów telefonicznych, a opisywany stosunek płciowy w rzeczywistości nigdy nie miał miejsca”  – pisze w we wspomnianej już autobiografii. Zaprzeczyła jakoby kiedykolwiek dobrowolnie zgodziła się na współpracę i podpisała jakiekolwiek papiery. Ale wątpliwości nie rozwiała ze względu na fakt regularnych spotkań w jej domu z oficerem bezpieki.

Przed dwoma laty, z okazji  50 – tych urodzin Katarina Witt we współpracy z telewizją RDF przygotowała wzruszający film- dokument o swoim życiu.  Powraca w nim do miejsc w których się wychowywała i trenowała. Z okazji okrągłego jubileuszu opublikowała również książkę „Tak wiele miłości”.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL