fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Lewis Hamilton: Dogonić Schumachera

Lewis Hamilton od dziecka podziwia Ayrtona Sennę, ale nie zaprząta sobie głowy rekordami
AFP
Więcej tytułów od Lewisa Hamiltona ma już tylko Michael Schumacher.

Przez całą pierwszą część sezonu walka Hamiltona z Sebastianem Vettelem była niezwykle zacięta i po raz pierwszy w epoce hybrydowych silników to Ferrari zdawało się mieć przewagę nad dominującym od sezonu 2014 Mercedesem. Jednak zamiast zapędzić rywali do narożnika i wymierzać potężne ciosy, ekipa z Maranello potykała się o własne nogi.

Wpadki strategiczne, błędy kierowców i nieskuteczność przygotowanych na drugą część sezonu poprawek – przez które czerwone samochody straciły oddech – ułatwiły zadanie Hamiltonowi i Mercedesowi. Obrońcy tytułu wykorzystali wszystkie potknięcia rywali, a gdy im zdarzały się słabsze dni, to z reguły spadali na cztery łapy.

Tymczasem Scuderia potrafiła marnować stuprocentowe sytuacje, jak w Niemczech, gdzie jadący na prowadzeniu Vettel wypadł z toru, a zwyciężył Hamilton – mimo że startował dopiero z 14. miejsca. Anglik wykazał się spokojnym i dojrzałym podejściem, którego nabrał po sezonie 2016, przegranym z zespołowym partnerem Nico Rosbergiem. Niemiec, uważany za mniej utalentowanego kierowcę, pokonał go wtedy dzięki chłodnemu umysłowi i drobnym gierkom psychologicznym. Do tego wykorzystywał każdy słabszy dzień Hamiltona – a tego zabrakło Vettelowi w tym sezonie.

Hamilton od dziecka podziwia Ayrtona Sennę, ale nie zaprząta sobie głowy szczegółami i rekordami. Z kolei Vettel uwielbia historię swojego sportu, w której część najbardziej imponujących osiągnięć wciąż należy do jego idola i mentora Michaela Schumachera. Łatwo sobie wyobrazić, że czuje dodatkową motywację, by samemu je pobić bądź przeszkodzić w tym rywalowi, ale to Hamilton pod każdym względem ma bliżej do rekordów wszech czasów, nie tylko jeśli chodzi o tytuły.

W zestawieniu wygranych Grand Prix do wynoszącego 91 zwycięstw rekordu brakuje mu 20 triumfów, a Vettelowi aż 39. Teoretycznie już za dwa lata Hamilton (pięć tytułów mistrza świata) może dorównać Schumacherowi (siedem) – ale czy wytrzyma tyle czasu w F1?

Nie jest tajemnicą, że najbardziej utytułowany współczesny kierowca F1 ma liczne pasje. Nawet między wyścigami nie odpoczywa od otoczenia gwiazd. Gdy Vettel ucieka w domowe pielesze, do żony i dwóch córek – starannie ukrywanych przed światem – Hamilton rzuca się w wir muzyki, mody i sportowych wydarzeń z innych dyscyplin. Krąży po świecie, wszędzie go pełno – i sam nie ukrywa, że chciałby spróbować w życiu jeszcze wielu rzeczy.

W Formule 1 prędzej niż wizja kolejnych rekordów zatrzymać go może szykowana na sezon 2021 rewolucja w przepisach. Władze sportu zorientowały się, że muszą walczyć o kolejne generacje fanów, a obecna F1 może być mało atrakcyjna dla młodzieży. Gdy nieco przypadkiem wyciekły wstępne projekty nowych aut, o znacznie bardziej futurystycznym wyglądzie, Hamilton od razu dał wyraz swojemu zachwytowi.

Seria pomniejszych zmian aerodynamicznych – mających ułatwić wyprzedzanie i zadowolić młode pokolenie fanów większymi emocjami na torze – nastąpi już w przyszłym roku, a rewolucja – w sezonie 2021. Nie wiadomo, który konstruktor najlepiej odnajdzie się w nowej rzeczywistości i jakie decyzje co do swoich karier podejmować będą nie tylko Hamilton czy Vettel, ale też przedstawiciele kolejnego pokolenia gwiazd – mający już pięć zwycięstw na koncie 21-letni Max Verstappen z Red Bulla czy jego rówieśnik Charles Leclerc, który po ledwie jednym sezonie startów będzie w przyszłym roku zespołowym partnerem Vettela w Ferrari.

Na brak talentu w kokpitach Formuła 1 narzekać nie może, ale do wyścigowej generacji Hamiltona, Rosberga i Vettela należy jeszcze jeden kierowca, przez wielu uważany za jednego z najmocniejszych w swoim pokoleniu.

Robert Kubica wciąż nie porzuca marzeń o pełnym powrocie i startach w Grand Prix, ale nie zamierza czekać zbyt długo na decyzje Williamsa. Już w połowie września podkreślał to w rozmowie z „Rz" i dodał, że ekipa może mieć inne priorytety. Chodzi oczywiście o wsparcie finansowe i swoistą licytację, jaka miała miejsce już w zeszłym roku.

Wówczas obecność Polaka w grze pomogła wyciągnąć większe wsparcie od sponsorów Siergieja Sirotkina, teraz Kubica nie chce uczestniczyć w takiej rozgrywce. Albo Williams zdecyduje się na niego i stojące za nim wsparcie, albo Polak znajdzie sobie inne zajęcie.

Propozycje pracy w innej ekipie – ale nie kierowcy wyścigowego – miał już rok temu, ale wówczas był niemal pewny startów w Williamsie i ją odrzucił. Teraz mówi się o zainteresowaniu ze strony Ferrari: ekipy, która poza rolą kierowcy pracującego w symulatorze może też zaoferować starty w innej serii oraz ewentualne kontakty ze swoimi satelickimi zespołami, Haasem czy Sauberem. Decyzja, jakakolwiek by była, ma zapaść w najbliższych tygodniach.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA