fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Żużlowe Grand Prix: Na szczęście jest Polska

Podium zeszłorocznego Grand Prix w Warszawie - Tai Woffinden przed Maciejem Janowskim i Fredrikiem Lindgrenem. Janowski z powodu kontuzji tym razem nie wystąpi
PGE Narodowy/ Konrad Falęcki
W sobotę na Stadionie Narodowym rusza cykl Grand Prix, czyli mistrzostwa świata. Tytułu broni Brytyjczyk Tai Woffinden.

„Jeśli nikt nie chce zorganizować Grand Prix Australii, zbiorę ekipę i załatwimy to na Pinjar Park" – napisał na Twitterze mistrz świata Tai Woffinden na wieść o tym, że MŚ znów będą się składać tylko z dziesięciu turniejów w Europie. Ostatni raz na Antypodach jeżdżono w 2017 roku. Fakt, że drugi rok z rzędu nie udaje się tam wrócić, odbierany jest jako klęska firmy BSI, oficjalnie promotora cyklu, a w praktyce głównego organizatora.

Tor Pinjar Park znajduje się w Perth, gdzie od czwartego roku życia mieszkał Woffinden, ale przeprowadzka z 40-tysięcznego Etihad Stadium w Melbourne byłaby dobrą ilustracją tego, w jaki dołek wpadł cykl Grand Prix. Już w 2014 roku w Danii porzucono stadion Parken w Kopenhadze na rzecz kameralnej CASA Areny w Horsens. Ale to i tak było za dużo – w tym roku, po pięciu latach przerwy, uczestnicy Grand Prix znów pojadą w Vojens, miasteczku zasłużonym dla żużla, ale liczącym mniej mieszkańców, niż w Horsens jest krzesełek na trybunach.

Szwedzi, którzy organizują dwa turnieje, też nie zapraszają już na sztokholmską Friends Arenę, tylko na typowo żużlowe obiekty – w malutkim Hallstavik i jeszcze mniejszej Malilli.

Grand Prix Niemiec gościło kiedyś w Berlinie czy Gelsenkirchen. Od trzech lat jeździ się w Teterow, którego nazwę znają tylko fani żużla.

Ale na szczęście jest Polska. Gdyby zorganizować tu wszystkie dziesięć turniejów Grand Prix, na każdym byłby komplet. Regulamin pozwala jednak tylko na trzy imprezy w jednym kraju, co prowadzi do licytacji między polskimi miastami, kto zapłaci więcej za licencję firmie BSI. Pieniądze zarobione u nas pozwalają jej pokryć koszty turniejów w innych krajach.

W cyklu pozostały tylko dwa wielkie stadiony – Cardiff i Warszawa. Walijskie miasto w Wielkiej Brytanii nie ma konkurencji, Grand Prix gości już od 19 lat, choć frekwencja spada. Warszawa – wizytówka MŚ – organizuje turniej po raz piąty i co roku na trybunach melduje się komplet 55 tys. widzów. Tak będzie również w sobotę.

BSI i Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) kuszą opowieściami o organizacji w 2020 roku jednej z rund w Azji (Azerbejdżan lub Kazachstan). Na razie te opowieści można jednak traktować z przymrużeniem oka.

Organizatorzy starają się natomiast uatrakcyjnić zawody. Od tego roku, wzorem Formuły 1, turnieje poprzedzać będą rozgrywane dzień wcześniej kwalifikacje, ale pomysł wcale nie został przyjęty z entuzjazmem.

Dotychczas piątkowe treningi nie cieszyły się zainteresowaniem zawodników. Teraz nagrodą za najlepszy czas okrążenia w czasie kwalifikacji (rozgrywanych indywidualnie) ma być możliwość wyboru numeru startowego. I tu zaczynają się schody. W F1 zdobywca pole position po prostu rusza do wyścigu z pierwszej linii. W żużlu to, który numer startowy jest najlepszy, wcale nie jest oczywiste, tor w czasie piątkowych kwalifikacji może znacznie różnić się od sobotniego, np. przez deszcz.

Na dodatek organizatorzy tę nowinkę wprowadzili w momencie, gdy po latach przepychanek udało się wypracować kalendarz dla krajowych lig. Zakłada on, że w poniedziałki i czwartki odbywają się mecze brytyjskiej Premiership, wtorek to dzień dla szwedzkiej Elitserien, w środy jeździ duńska Superliga, a na polską Ekstraligę zarezerwowano piątki i niedziele.

To oznacza, że w kwalifikacjach na Narodowym nie wystąpią Tai Woffinden, Bartosz Zmarzlik i Maciej Janowski, czyli czołówka zeszłorocznych MŚ. Pojadą oni w piątek w zaległym meczu ligowym w Gorzowie, a na sobotę dostaną najgorsze numery startowe. Sytuacja będzie się powtarzać, bo kolejki ligowe zaplanowano także w weekendy Grand Prix w Krsko i we Wrocławiu.

W sobotnich zawodach zobaczymy co najmniej czterech Polaków – wicemistrza świata Bartosza Zmarzlika, wicemistrza z 2017 roku Patryka Dudka, wracającego po ośmiu latach do cyklu Janusza Kołodzieja oraz startującego z dziką kartą Bartosza Smektałę. Z występu zrezygnował Maciej Janowski, który na początku maja odniósł kontuzję. O udział w zawodach walczył do ostatniej chwili, ale w czwartek wieczorem przekazał na Facebooku, że nie zdąży dojść do pełnej dyspozycji.

Do tej pory w Warszawie nie wygrał żaden z Polaków.

Piątek: kwalifikacje (19.00), transmisja w Canal+ Sport i nSport+; Sobota: turniej główny (19.00), transmisja w Canal+

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA