fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Przypadki Williamsa

Szefowa i jej kierowcy: Claire Williams w towarzystwie George’a Russella oraz Roberta Kubicy
AFP
Pod względem sukcesów przed Williamsem plasuje się tylko Ferrari, ale triumfy brytyjskiej ekipy pokryła gruba warstwa kurzu. Jak wyjść z kryzysu?

Oficjalna historia zespołu Williamsa jest liczona od 1977 roku, ale jego założyciel już wcześniej próbował swoich sił w Formule 1. Pod koniec lat 60. i 70. samochody obsługiwane przez małą ekipę Franka Williamsa błąkały się w ogonie stawki, budząc raczej politowanie wśród rywali. W wyścigowy biznes pompowany był każdy grosz, także pieniądze ze sprzedaży mieszkania jego przyszłej żony Virginii. Tych groszy czasami brakowało, a gdy w biurze odcinano telefony, niezrażony Williams prowadził interesy z pobliskiej budki telefonicznej. Kolejni sponsorzy i partnerzy okazywali się niegodni zaufania, aż ostatni z nich – kanadyjski milioner austriacko-słoweńskiego pochodzenia Walter Wolf – w praktyce zmusił Williamsa do odejścia z własnej ekipy.

Williams wkrótce założył kolejną wraz ze swoim zaufanym inżynierem Patrickiem Headem. Podczas gdy Wolf po początkowych sukcesach szybko zamknął swój interes, nowe przedsięwzięcie Williamsa nabrało rozpędu. Po dwóch latach wygrywali już wyścigi, a po trzech zdobyli pierwszy mistrzowski tytuł – w 1980 roku z Alanem Jonesem za kierownicą.

Stajnia mistrzów

Lata 80. i 90. przyniosły mnóstwo sukcesów, ale i wielkie tragedie. Mistrzowskie tytuły Keke Rosberga i Nelsona Piqueta przedzielił wypadek drogowy w 1986 roku, z którego Frank Williams cudem uszedł z życiem – ale sparaliżowany od szyi w dół, został przykuty na resztę życia do wózka. Nie poddał się i stał na czele zespołu aż do początku sezonu 2012, kiedy to przekazał bieżące kierowanie ekipą swojej córce Claire Williams. Oficjalnie wciąż pozostaje szefem, chociaż stan zdrowia i 76 wiosen na karku uniemożliwiają mu kierowanie dziełem swojego życia.

Inna tragedia dotknęła zespołu w 1994 roku: w samochodzie tej ekipy zginął Ayrton Senna. Legendarny Brazylijczyk swój pierwszy test w Formule 1 zaliczył właśnie z ekipą Williamsa, ale jej barwy zaczął reprezentować dopiero dekadę później – na swoją zgubę, bo już w trzecim wyścigu uległ śmiertelnemu wypadkowi.

Mistrzowskie laury w barwach Williamsa zdobywali jeszcze w latach 90. Nigel Mansell, Alain Prost, Damon Hill i Jacques Villeneuve. Bilans triumfów wśród konstruktorów wynosi dziewięć tytułów – z przodu jest tylko Ferrari.

Tyle że od sezonu 2004 zawodnik Williamsa tylko raz stał na najwyższym stopniu podium – zwycięstwo numer 114. (więcej mają tylko Ferrari i McLaren) odniósł w 2012 roku Pastor Maldonado. Wenezuelczyk jeździł głównie dzięki hojnemu wsparciu rodzimych sponsorów, którzy do budżetu ekipy dorzucali po 30 milionów funtów rocznie. To już nie te czasy, w których dumny Frank Williams machnął ręką na propozycję Hondy, która na sezon 1988 w zamian za swoje znakomite jednostki napędowe zażądała wyścigowego fotela dla swojego protegowanego Satoru Nakajimy. Williams przemęczył się jeden rok ze słabymi silnikami, po czym nawiązał współpracę z Renault i zdobył z nowym partnerem kolejne mistrzowskie tytuły.

Początek hybrydowej ery – czyli sezony 2014 i 2015 – przyniósł jeszcze sukcesy w postaci 13 miejsc na podium. Była to jednak zasługa jednostek napędowych Mercedesa, które na początku obowiązywania nowych przepisów miały wyraźną przewagę nad konkurencją. W tych latach Williams dwukrotnie zajął trzecie miejsce w mistrzostwach konstruktorów, ale szybko stoczył się z powrotem w otchłań stawki. Zeszłoroczne zmagania zakończył na ostatnim, dziesiątym, miejscu.

Dyplomatyczny urlop

Receptą na przełamanie zastoju technicznego miało być ściągnięcie z mistrzowskiego Mercedesa nowego dyrektora technicznego Paddy'ego Lowe'a. Brytyjczyk rozpoczął pracę w sezonie 2017, więc pierwszym samochodem zbudowanym pod jego egidą była zeszłoroczna konstrukcja: najgorsza w stawce, której na domiar złego nie udało się w trakcie sezonu poprawić. W tym roku spóźniono się z przygotowaniem samochodu na zimowe testy, później zabrakło części zapasowych.

W trakcie zeszłego sezonu szeregi Williamsa opuściło wielu doświadczonych i cennych pracowników na różnych szczeblach. We współczesnej F1 nad samochodem pracuje sztab ludzi, więc nie da się obarczyć całą odpowiedzialnością jednej osoby, ale całym pionem technicznym dowodzi właśnie jeden człowiek. Już po testach, a jeszcze przed startem sezonu, dyrektor techniczny Williamsa Paddy Lowe odszedł na „urlop z powodów osobistych" – jak ujął to zespół w oficjalnym komunikacie.

Krucho z pieniędzmi

Czy Williams zdoła się wykaraskać z głębokiego kryzysu? Przede wszystkim zespół nie odnajduje się we współczesnej rzeczywistości F1, w której mniejsze ekipy nawiązują coraz ściślejszą współpracę z bogatymi gigantami. Sauber i Haas korzystają z technologii Ferrari, Toro Rosso zacieśnia istniejące od zawsze bliskie związki z Red Bullem, a Racing Point współpracuje z Mercedesem.

Dwie pozostałe ekipy, Renault i McLaren, mają znacznie większe zaplecze finansowe od Williamsa. Celem wydaje się przetrwanie do sezonu 2021, w którym wejść w życie mają nowe zasady: nie tylko techniczne i sportowe, ale także finansowe. Może to być ostatnia szansa, by w F1 pozostało miejsce dla prywatnych ekip z prawdziwego zdarzenia – dumnych konstruktorów, jak rodzinny biznes Franka Williamsa.

Pierwsza runda sezonu 2019, rozgrywana w ten weekend Grand Prix Australii, będzie dla zespołu i jego kierowców – Roberta Kubicy i George'a Russella – raczej kolejnym etapem testów niż pierwszą rundą zmagań. Kwalifikacje zostaną rozegrane o godz. 7 w sobotni poranek, a wyścig startuje w niedzielę o 6.10. Transmisje w Eleven Sports.

Autor jest komentatorem telewizji Eleven Sports.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA