fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Żużel: Wielka szansa Bartosza Zmarzlika

Shutterstock
Bartosz Zmarzlik może w sobotę zostać trzecim w historii polskim Indywidualnym Mistrzem Świata na żużlu. Przed ostatnim turniejem Grand Prix w Toruniu prowadzi w klasyfikacji generalnej.

- Siedem punktów to dużo, czy mało? To wy jesteście specjalistami, ja jestem od jazdy – żartował z dziennikarzami dwa tygodnie temu Zmarzlik, na konferencji po Grand Prix w Cardiff, gdzie zajął trzecie miejsce. Siedem punktów to jego przewaga nad drugim w klasyfikacji Emilem Sajfutdinowem. Kolejne dwa punkty mniej od Rosjanina ma trzeci Duńczyk Leon Madsen. Jeszcze nigdy w czołówce mistrzostw świata przed ostatnią rundą nie było tak ciasno.

Ale statystyki przemawiają na korzyść Polaka. Tylko trzykrotnie w historii zawodnik, który prowadził przed ostatnim turniejem Grand Prix, na koniec nie zdobył złota. I tylko raz miał on przewagę porównywalną ze Zmarzlikiem – w 1996 roku Billy Hamill niespodziewanie odrobił aż dziewięć punktów straty do Hansa Nielsena. Były to jednak zupełnie inne czasy i inne było liczenie punktów do klasyfikacji.

Zmarzlik musi uzbierać w Toruniu 15 punktów, by być pewnym mistrzostwa – wówczas Sajfutdinowowi nie będzie wystarczyć nawet komplet 21 punktów. Każda strata Rosjanina to obniżenie poprzeczki dla Polaka. - Chcę gonić Zmarzlika, aż go dogonię i złapię. To jest mój cel – zapewnia Sajfutdinow, ale co najmniej tak samo, jak na ściganiu reprezentanta Polski, będzie się musiał koncentrować nad czającym się tuż za nim rewelacyjnym Madsenem. - W Toruniu zrobię wszystko, co w mojej mocy, by walczyć. Nieważne, na którym miejscu skończę ten sezon, dla mnie on i tak będzie udany – zapowiada Duńczyk, który w tym sezonie dopiero debiutuje w regularnej obsadzie cyklu. Madsen o miejsce na podium może być spokojny – od czwartego w klasyfikacji Fredrika Lindgrena dzieli go już cała przepaść - 11 punktów.

Polacy regularnie w ostatnich latach zdobywają medale żużlowych Indywidualnych Mistrzostw Świata, ale ten najcenniejszy udało się zdobyć tylko dwukrotnie w historii. W 1973 roku niespodziewanie słynnego Ivana Maugera w jednodniowym finale w Chorzowie zdystansował Jerzy Szczakiel. Na powtórkę przyszło czekać aż 37 lat, gdy po dwóch srebrnych medalach i czterech brązowych, po złoto udało się wreszcie sięgnąć Tomaszowi Gollobowi. Rosjanie mają jednak jeszcze większe apetyty, bo dotąd nigdy ich reprezentantowi nie udało się stanąć na najwyższym stopniu podium. Największym sukcesem są dwa srebra Igora Plechanowa... w latach 1964-1965, oczywiście pod flagą ZSRR.

W sobotę na Motoarenie w Toruniu zobaczymy także czterech innych Polaków. Adrian Miedziński dostał na te zawody „dziką kartę”, z kolei dla Janusza Kołodzieja będzie to pożegnalny występ w Grand Prix – jest najsłabszym zawodnikiem regularnej obsady, mimo że po drodze wygrał turniej w czeskiej Pradze. O zakwalifikowanie się do przyszłorocznej edycji, czyli o miejsce w pierwszej ósemce, walczą natomiast Maciej Janowski i Patryk Dudek. Zajmują obecnie 6 i 7. miejsce w klasyfikacji, ale ich przewaga nad grupą pościgową nie jest duża. Choć więc największe emocje towarzyszyć będą biegom z udziałem Zmarzlika, to zapowiadany na sobotę nadkomplet publiczności (oficjalna pojemność stadionu to 15,5 tys. kibiców) nie będzie się nudził w czasie pozostałych wyścigów.

Grand Prix Polski w Toruniu
sobota 5 października, godz. 19.00
transmisja w Canal+

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA