fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Rajdy: Rafał Sonik bezkonkurencyjny

mat.pras.
Polski quadowiec wygrał kolejny odcinek specjalny Silk Way Rally i na półmetku rywalizacji powiększył jeszcze przewagę nad Rosjaninem Aleksandrem Maksimowem.

W czwartek odbyła się druga część maratonu. – Myślę, że po wymianie oleju i filtra powietrza oraz drobnym serwisie mógłbym jechać spokojnie kolejny dzień maratonu. To tylko pokazuje, jak dobrze mam przygotowany quad – chwali swój zespół lider Silk Way Rally.

W drugiej części 337-kilometrowego oesu wolniejsze motocykle i quady musiały znów ustępować drogi ciężarówkom i samochodom, wzniecającym tumany kurzu. – Po wczorajszym dniu byliśmy na to już lepiej przygotowani, ale dziś pojawiły się jeszcze dwa dodatkowe czynniki: mocne słońce i wiatr. Mam doświadczenie, zwłaszcza ze ścigania na Sardynii, że kiedy rośnie temperatura i wieje, to z jednej strony robi się przyjemniej, ale jednocześnie „wywiewa mózg z głowy” – opowiadał krakowianin. – To znaczy, że przestaje się trzeźwo myśleć i popełnia proste błędy. Dziś na przykład ruszyłem z kopyta po tankowaniu i dopiero po chwili zorientowałem się, że mam jeszcze 300 m strefy ograniczonej prędkości. Prawdopodobnie dostanę karę, która zniweluje moją dzisiejszą przewagę nad Maksimowem, ale na szczęście mam jeszcze zapas z poprzednich dni.

Po czterech godzinach jazdy pośród stepów usłanych licznymi głazami oraz kępami wysokich, zasypanych piaskiem krzewów, zawodnicy musieli poświęcić dłuższy czas, by schłodzić organizmy. – Zaczyna się robić gorąco, a to dopiero przedsmak testu, który czeka nas za dwa dni na Gobi – podkreśla Polak.

Na trasę piątego etapu nie mógł wyjechać Arkadiusz Lindner, którego quad dzień wcześniej zabrała z trasy specjalna ciężarówka, ochrzczona przez rajdowców wdzięczną nazwą „trupiarka”. Samego zawodnika przetransportował na biwak śmigłowiec organizatora.

– Zanim jeszcze zabrał mnie helikopter, organizator nadał komunikat, żebyśmy nie opuszczali ciężarówki do odwołania, ponieważ w pobliżu kręci się wataha wilków. Można więc powiedzieć, że uśmiechnął się do mnie los – relacjonował Lindner. - Piąty etap musiałem odpuścić i przyjąć wielogodzinną karę. Musimy doprowadzić do porządku quad, zająć się kłopotliwymi felgami i niewyjaśnionym krztuszeniem się quada. Będziemy nad nim pracować jeszcze w Mandalgovi i stamtąd ruszymy w piątek na ostatni etap w Mongolii. Chcę wgryźć się jeszcze w piasek Gobi i dotrzeć do mety w Dunhuang.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA