fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sporty motorowe

Hubert Ptaszek będzie walczył w WRC - 2

materiały
Hubert Ptaszek, polski kierowca rajdowy w roku 2017 będzie walczył w WRC - 2

Nowy sezon, nowe barwy: w sezonie 2017 startuje pan w Rajdowych Mistrzostwach Świata w barwach Orlen Team. Nadal w WRC-2, nadal z Maćkiem Szczepaniakiem w roli pilota. To chyba dobre wiadomości?

Nie mogłem się doczekać, aż będzie można ujawnić wieści na temat 2017 roku, jestem naładowany energią na następny sezon. Dwie naprawdę istotne rzeczy dla mojej rajdowej kariery to duży partner w postaci Orlenu i przedłużenie współpracy z Maćkiem Szczepaniakiem – przy moim braku doświadczenia w mistrzostwach świata jest to niesamowicie ważne, bo jego osobie doświadczenie wskakuje mi na pokład. Cieszę się, bo było dużo znaków zapytania, ale jak widać wszystko naprawdę dobrze się ułożyło. Nic, tylko się cieszyć i kontynuować realizację planów. Jestem dalej głodny sukcesów, w poprzednim sezonie trzy razy stanęliśmy na podium w WRC-2, więc nie możemy zwalniać.

Co będzie dla pana sukcesem w sezonie 2017?

Przede wszystkim chcę jeździć równo, bez skoków formy. Może pozycja nie będzie tego oddawać, ale chodzi przede wszystkim o to, żeby mieć równą stratę do lidera albo po prostu być przed nim. Nie może być tak, żeby w jednym rajdzie tracić dwie sekundy na kilometrze, w następnym jedną. Przyjeżdżając na rajd chcemy wiedzieć, na co nas stać i realizować cele, małymi kroczkami zbliżając się do tego upragnionego, jakim jest tytuł.

Jak wygląda plan startów? Kalendarz liczy trzynaście rund, a w WRC-2 liczy się sześć wyników z siedmiu rajdów.

Chcemy pojechać dwa dalekie rajdy, poza Europą, pozostałe pięć w Europie. W tym roku jest nowość, bo trzy są obowiązkowe dla uczestników WRC-2: Portugalia, Niemcy i Wielka Brytania. Oczywiście do tego Polska, planujemy też pojechać Hiszpanię.

Odpowiadają panu te narzucone, obowiązkowe rajdy?

Portugalia jak najbardziej mi leży, Wielka Brytania też, bo dobrze pojechaliśmy w tym roku. Jedynym znakiem zapytania są Niemcy, bo cały czas brakuje mi doświadczenia na asfalcie. Zakładaliśmy, że w sezonie 2016 nauczę się więcej, ale trudno jest uczyć się na takim poziomie, na jakim startujemy. Jedziesz na taką Korsykę i już powinieneś coś wiedzieć, posiadać jakąś wiedzę, a nie dopiero ją zdobywać. Teraz planujemy cztery-pięć startów w mniejszych rajdach, żeby zdobyć więcej doświadczenia. Nie da się wsiąść bez przygotowania i pojechać spektakularnie rajdu na asfalcie, trzeba pod tym kątem mocno popracować.

W 2016 roku startował pan trzema różnymi samochodami: Skodą Fabią, Peugeotem 208 i Fordem Fiestą. Podczas prezentacji zespołu widzieliśmy Forda, czy to właśnie wybór na nowy sezon?

Chcę startować w WRC-2 jednym samochodem, nie chcę skakać. Prowadzimy zaawansowane rozmowy właśnie z M-Sportem [firma budująca i obsługująca fabryczne Fordy], ale ostatecznej decyzji jeszcze nie ma. Nie wiem też, czym pojadę te małe, treningowe rajdy, czy będzie to Ford czy Skoda, ale na pewno w cyklu WRC-2 chcę siedzieć w jednym aucie. To bardzo ułatwia sytuację. Ważne jest, żeby czuć się jak we własnym łóżku, nie skakać między samochodami.

W sezonie 2016 wystartował pan praktycznie w pełnym cyklu mistrzostw, nie ograniczając się do siedmiu rajdów. Czy to był ciężki rok?

Nie lubię tego słowa, chociaż sam je często powtarzam. Wszyscy wiedzą, że jest ciężko – to są mistrzostwa świata, to jak ma być? Gdyby było łatwo, to każdy by tam jeździł i wygrywał. Tak się nie da, to jest bardzo złożony sport. Czynników jest bardzo dużo: dobry zespół, dobry pilot, dobry kierowca. Udaje nam się to wszystko jakoś połączyć i myślę, że sezon 2016 wyglądał dobrze i obiecująco. Tak się ułożyło, że udało się stanąć trzy razy na podium i to cieszy, bo finisz w pierwszej trójce w mistrzostwach świata nie jest czymś na porządku dziennym. Cały czas czekam na ten najwyższy stopień i na tę okazję zostawiam sobie wchodzenie na dach samochodu i radość z całego serca. Miło mieć te podia, ale cały czas skupiam się na tym, co jeszcze mamy do zrobienia. Jest tego dużo, ale jestem młody i gotowy na wyzwania.

Jednak pozycja na mecie nie zawsze odzwierciedla tempo i trzeba przede wszystkim patrzeć na stratę na kilometrze...

Tak, i to wszystko jest też zależne od obsady rajdu, od liczby rywali. Możesz tracić sekundę na kilometrze do lidera i w jednym starcie jesteś trzeci, a w innym ósmy. Patrząc na same wyniki, nie wygląda to dobrze, ale w rzeczywistości jedziesz równym tempem, a to, ilu zawodników startuje w rajdzie, nie zależy przecież od ciebie. My to sobie cały czas liczymy po swojemu.

Odnotowaliście postępy w trakcie sezonu 2016?

Nawet nie chcę patrzeć na Monte Carlo z początku sezonu 2016! Tam traciliśmy chyba z dziesięć sekund na kilometrze. Teraz sensownie przejechaliśmy Australię, tracąc około 1-1,2 sekundy przez cały rajd. O to właśnie mi chodzi, żeby jechać równo. Co z tego, że pojadę szybko jeden odcinek i go wygram? Nie chcę wygrać jednego odcinka, tylko przejechać dobrym tempem cały rajd i móc równać się z rywalami. Walka daje niesamowity zastrzyk adrenaliny i czekam już na to, żeby bić się z chłopakami na sekundki. To jest naprawdę niesamowite wyzwanie i satysfakcja.

Wspomniał już pan o doświadczeniu Maćka Szczepaniaka. W jaki sposób pilot może pomóc młodemu kierowcy?

Na pewno nie nauczył mnie jeździć. Po prostu pokazał mi, co potrafię. To bardzo istotne, bo sam chyba nie wiedziałem, że tyle umiem. Odblokował jakieś trybiki, które miałem zablokowane w głowie i bardzo się z tego cieszę, bo jedziemy coraz szybciej. Może czasami tego nie widać, ale to tempo w samochodzie jest imponujące i mam nadzieję, że jeszcze wespniemy się o parę szczebli na tej drabince, żeby toczyć otwartą walkę z chłopakami w czołówce.

Co było dla pana szczególnie trudne w tym długim sezonie 2016?

Wszystko było w sumie nowe dla mnie, też sam plan startów: wystartowaliśmy w jedenastu rajdach plus wykonaliśmy zapoznanie na Sardynii i w Hiszpanii. To dużo pracy, w domu nie spędziłem chyba nawet jednej trzeciej roku. Nawet kiedy byłem w Polsce, to też rzadko u siebie: cały czas w drodze, jakieś spotkania i rozmowy. Wrocław, Warszawa, mojego Torunia mało mi było, ale na szczęście rodzina i najbliżsi są wyrozumiali. Tak to musi wyglądać. Jeśli się w coś angażujesz, to trzeba robić to na sto procent. Jest wiele rzeczy, o których się nie mówi, jak przygotowanie fizyczne czy psychiczne. Mnóstwo trybików musi działać. Śmieję się, że to jest jak budowa domu. Bez fundamentów się nie da i trzeba każdą cegiełkę dołożyć, żeby ta budowla w końcu stanęła. Tak samo jest ze sportem. Nie ukrywam, że kręci mnie to: rozmawiamy o następnym sezonie, a ja już przebieram nogami, żeby wsiąść do samochodu i jeździć. Od ósmego roku życia siedzę w motorsporcie i cały czas skupiam się tylko na jednym.

Rozmawiał: Mikołaj Sokół

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA

WIDEO KOMENTARZ

REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA