fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Mirosław Żukowski o aferze dopingowej w Rosji

Mirosław Żukowski
Fotorzepa, Waldemar Kompała
To największy kryzys olimpijskiego sportu od czasu bojkotów igrzysk w Moskwie (1980) i Los Angeles (1984).

Rosja wypaczyła igrzyska w Londynie i Soczi, z zimną krwią i bezczelnością, która wydawała się niemożliwa po demontażu komunizmu. Mieliśmy prawo sądzić, że po upadku dwubiegunowego świata, końcu NRD i ZSRR, doping będzie już tylko sprawą spragnionych zysku laboratoriów, nieuczciwych lekarzy, amoralnych sportowców i ich trenerów. Niestety, obecny skandal pokazuje, że w putinowskiej Rosji tej hydrze odrósł państwowy łeb.

MKOl, czyli właściciel olimpijskiego spektaklu, zaczyna chyba mieć poważne obawy. Zimowych igrzysk już nikt nie chce, letnie kosztują zbyt drogo i boss olimpizmu Thomas Bach wspomina, że być może podczas wyborów gospodarza letnich igrzysk w roku 2024 przegrany dostanie automatycznie prawo organizacji kolejnych – w roku 2028. Trudno to potraktować inaczej niż jako próbę zabezpieczenia przyszłości w niepewnych czasach.

Ale najpierw Bach i spółka muszą rozbroić rosyjską bombę. Jeśli zapowiedziane już ponowne badanie wszystkich próbek pobranych od sportowców Rosji w Londynie i Soczi da porażające wyniki, sytuacja MKOl stanie się arcytrudna.

Nie można jednak od sportowego koncernu wymagać za wiele, gdy pamiętamy, że jednomyślności i ostrych sankcji Zachodu wobec Rosji nie było ani po aneksji Krymu, ani po wybuchu wojny na pograniczu rosyjsko-ukraińskim.

Bach jest Niemcem, a to nie jest dobra pozycja wyjściowa do antyputinowskiej krucjaty. Przed Rio były już sygnały, że wzorem dla niego jest raczej były kanclerz Gerhard Schroeder robiący interesy z Rosjanami (Bach też je w przeszłości robił) niż ci, którzy domagali się ostrej reakcji. Wykluczenia Rosji z igrzysk nie było, odpowiedzialność zrzucono na międzynarodowe federacje, a tu jednomyślności nie osiągnie się nigdy.

Rosyjski doping zatruł atmosferę przed Rio i podczas samych igrzysk, potem Rosjanie starali się wykazać, że Zachód też nie jest dopingowo bezgrzeszny. Ich propagandowa machina to potęga, przede wszystkim na rynku wewnętrznym, wróciła więc sportowa zimna wojna, a druga część raportu profesora McLarena tylko ją zaostrzy.

Ci, którym marzy się odebranie Rosjanom mundialu 2018, to niepoprawni idealiści. FIFA, która ten mundial przyznała, nie czuje się częścią dopingowego sporu, powtarza, że ma pełne zaufanie do organizatorów, więc niby kto miałby mundial odbierać? Sportowe Narody Zjednoczone? Trudno sobie nawet wyobrazić jakiś bojkot, bo nikt go nie chce, poza sierotami po fair play i baronie de Coubertinie.

Jedno można przewidzieć: nacisk zachodnich mediów, by Rosji nie darować, będzie rósł, igrzyska w Pjongczang – z Rosją czy bez – zostaną zatrute, podobnie jak te w Rio. MKOl staje przed wyzwaniem bez precedensu, rośnie strach, że możliwy jest kryzys podkopujący olimpizm sportowo i biznesowo.

Klucz do wyjścia ma Kreml. I to jest problem, bo Rosja nie wydaje się gotowa do uznania własnych błędów. Nigdy nie była, wiemy to lepiej niż Zachód i może dlatego nadziei we mnie mniej.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA