fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Szczepłek: Łączą tylko tragedie

Stefan Szczepłek
Fotorzepa, Waldemar Kompała
Idę na stadion po emocje sportowe, ale czasami wzrusza mnie zupełnie co innego.

W powszechnej pogoni za zwycięstwem, często z pominięciem zasad fair play, postawy zwyczajne stają się wyjątkowymi. Doszło do tego, że piłkarzy i kibiców łączą już tylko tragedie. Tym razem na całym świecie na tysiącach stadionów uczczono pamięć zawodników Chapecoense oraz dziennikarzy, którzy zginęli w katastrofie lotniczej w Kolumbii.

Podczas przedmeczowej minuty ciszy Camp Nou i stadion w Niecieczy niczym się od siebie nie różniły. U nas doszła do tego tragedia w kopalni Rudna. I nieważne, czy górnicy, którzy stracili tam życie, byli kibicami Zagłębia Lubin czy nie. W takich dramatycznych okolicznościach stadiony stają się miejscem solidarności. Szkoda tylko, że kiedy sędzia rozpoczyna mecz, zwykle wraca wrogość, a nierzadko nienawiść.

Większość sędziów ligowych w Polsce osiągnęła już taki poziom, że nie rzucają się w oczy. I o to chodzi. Im rzadziej pisze się o sędziach, tym lepiej dla nich. Pomyłki się zdarzają, ale to normalne.

Być może także w tej branży jest coś takiego jak u piłkarzy, czyli spadek formy. Jeśli tak, to Paweł Gil tkwi w dołku od wielu miesięcy.

Od dziesięciu sezonów prowadzi mecze w ekstraklasie, kiedyś wydawało się, że będzie najlepszy w Polsce. Ma dopiero 40 lat, więc teoretycznie powinien być coraz lepszy. Jest akurat odwrotnie. W meczu Śląska z Pogonią podyktował dwa rzuty karne, po silnych strzałach z bliska, gdy zawodnicy broniący nie mieli najmniejszych szans na jakiekolwiek umyślne zagranie piłki ręką. Sędzia uznał inaczej, być może przepisy go bronią, ale jest jeszcze coś takiego jak duch gry. Nie wiem, czy Paweł Gil ma jakieś boiskowe doświadczenie, poza sędziowaniem, bo zachował się, jakby grał głównie w FIFA 15.

Mecz we Wrocławiu (600 tysięcy ludzi) na 40-tysięcznym stadionie oglądało 4 tysiące kibiców (tydzień temu, na przegranym 0:4 spotkaniu z Legią, było 22 tys.). Może dlatego, że Śląsk nie gra jak Barcelona, a już na pewno pora roku nie zachęca do pójścia na stadion.

Widać to było wszędzie, poza Warszawą. Legia jest jednak w stanie rozgrzać kibica zawsze, nawet wtedy, kiedy traci dwubramkową przewagę. W meczu z Wisłą Płock straciła, w środę stanie przed szansą awansu do Ligi Europejskiej, jeśli wygra ze Sportingiem.

Wszystko jest możliwe, chociaż nie zawsze zrozumiałe. W ciągu dwóch tygodni, już po odejściu Dariusza Wdowczyka, Wisła Kraków straciła sześć bramek w Szczecinie, wbiła pięć Arce w Krakowie, następnie, też na swoim stadionie, straciła cztery w spotkaniu o Puchar Polski z Lechem, a w sobotę pokonała 3:0 Lechię. Gdańszczanie są liderem i czują się już niemal jak mistrz Polski. Wisła ogłosiła wśród kibiców zrzutkę, bo jej się budżet nie spina. Taka jest ekstraklasa.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA