fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Igrzyska Europejskie to droga zabawa, która mało kogo interesuje

Jacek Sasin
Wicepremier Jacek Sasin - to on ma nam dać te igrzyska
Fotorzepa, Robert Gardziński
Dwie pierwsze edycje zorganizowali dyktatorzy Azerbejdżanu i Białorusi. W roku 2023 przyjdzie czas na Polskę i Kraków. Nikt inny się nie zgłosił, bo to impreza droga, ale bez sportowego prestiżu.

Imprezę wymyślił Europejski Komitet Olimpijski (EOC), ale wielu chętnych do goszczenia zawodów od początku nie było. Pierwszą edycję zorganizował Ilham Alijew, drugą Aleksander Łukaszenko. Sport posłużył legitymizacji autorytaryzmów, a igrzyska porwały głównie organizatorów i uczestników, którzy dobrze się bawili.

5898 sportowców z 50 państw rywalizowało w Baku w tym samym czasie, kiedy świat przez kraty oglądali przeciwnicy prezydenta Alijewa. Przedstawiciele Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka chcieli opowiedzieć o tym na Pikniku Olimpijskim w Warszawie, ale Polski Komitet Olimpijski (PKOl) zabronił, bo jest apolityczny.

Amnesty International dzień przed ceremonią zamknięcia imprezy apelowała o zwolnienie więźniów politycznych. Wcześniej władze Azerbejdżanu zakazały przedstawicielom tej organizacji wstępu do kraju. To samo spotkało dziennikarzy brytyjskiego „Guardiana", niemieckiej stacji telewizyjnej ARD i francuskiego publicznego radia RFI.

Putin i Łukaszenko

Nie było w tym nic nadzwyczajnego, Międzynarodowa Federacja Piłki Nożnej (FIFA) powierzyła mistrzostwa świata 2022 Katarczykom, którym stadiony wznosili ginący na placach budowy robotnicy z krajów Trzeciego Świata, a bonzowie Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl) bawili się podczas igrzysk w Soczi i Pekinie.

Baku było tylko kolejnym rozdziałem, a nie wstępem do księgi wstydu. Alijew sięgnął głęboko do kieszeni. Oficjalnie impreza kosztowała 1,2 mld dol., ale to liczby, którym trudno dać wiarę. Postawienie samego stadionu olimpijskiego pochłonęło połowę budżetu, a przecież przy okazji igrzysk urosło więcej obiektów. Gospodarze pokryli też koszty przelotu i zakwaterowania wszystkich ekip. Powtarzali slogany o „młodej demokracji" oraz „dynamicznie rozwijającym się kraju", choć Azerbejdżan to państwo bez wolnych mediów i niezawisłego sądownictwa.

Podróży do Baku odmówili czołowi zachodni liderzy, Alijewowi w loży honorowej towarzyszyli Władimir Putin, Recep Erdogan oraz Łukaszenko. Ten ostatni uratował kolejną edycję imprezy po rezygnacji Holendrów, których zniechęcił rachunek zysków i strat. Łukaszenko podobno igrzyska zorganizował tanio – Białorusini mówili o 50 mln dol., choć wiadomo, że zapłacili więcej.

Dwie pierwsze edycje udowodniły, że Igrzyska Europejskie to droga zabawa, która mało kogo interesuje, także w Polsce. Transmisje z Baku, które pokazywał Polsat Sport, śledziło średnio 92 tys. widzów, a wynik podbiły mecze siatkówki.

Furory nie zrobiła nawet ceremonia otwarcia, choć utwór „Imagine" brawurowo wykonała Lady Gaga. Krajowe związki w wielu dyscyplinach wysyłały sportowców drugiego szeregu, chyba że rywalizację łączono z kwalifikacjami olimpijskimi lub zorganizowano jako mistrzostwa kontynentu (w Mińsku były to ME dla judoków i bokserów).

Polskę rok temu na Białorusi reprezentowali czołowi kajakarze, kolarze torowi, strzelcy i zapaśnicy, ale już w lekkoatletyce przyjęto pokraczną formę rywalizacji drużynowej w systemie pucharowym, z biegiem pościgowym decydującym o medalach. W tej sytuacji władze Polskiego Związku Lekkiej Atletyki (PZLA) sięgnęły do głębokich rezerw. Nasi reprezentanci w obu edycjach igrzysk zdobyli 34 medale. Klasyfikację medalową wygrywali Rosjanie, a drugie lokaty zajmowali gospodarze.

W Krakowie sportowcy mają rywalizować w 24 dyscyplinach, będą m.in. biegi górskie, plażowa piłka ręczna i skoki narciarskie na igielicie. Kraków dostał organizację imprezy niejako przez aklamację, bo innych chętnych nie było. Pomysł urodził się podobno w Urzędzie Marszałkowskim, poparli go ważni politycy Prawa i Sprawiedliwości. PKOl kandydaturę zgłosił jakby po cichu, bez medialnej oprawy, zgodnie z zasadą: nie chcę, ale muszę (sponsor strategiczny PKOl to państwowy Orlen).

Prezydent Krakowa Jacek Majchrowski zapowiada, że miasto zorganizuje imprezę, ale za nią nie zapłaci. Rząd obiecał dofinansowanie kilku inwestycji, ale kluczem do sukcesu ma być wykorzystanie istniejących obiektów.

To ma być impreza całej Małopolski. Skoczków narciarskich ugości Zakopane, biegi górskie i podnoszenie ciężarów odbędą się w Krynicy, areną rywalizacji badmintonistów ma być Tarnów, a pingpongiści wybiorą się do Bochni.

Trwają starania, aby podnieść rangę imprezy, łącząc ją z mistrzostwami Europy w jak największej liczbie dyscyplin. Kilka tygodni temu, jeszcze przed likwidacją Ministerstwa Sportu, obiecywała to ówczesna szefowa resortu Danuta Dmowska-Andrzejuk.

Droga wizytówka

– To wspaniała okazja do olbrzymiej promocji i bodziec istotnie wzmacniający rozwój Małopolski – zapewniał prezes PKOl Andrzej Kraśnicki. Nie przekona to chyba mieszkańców Krakowa, którzy sześć lat temu w referendum zdecydowanie odrzucili pomysł walki o organizację prawdziwych zimowych igrzysk, a teraz nikt o zdanie ich nie pytał.

– Czekamy na liczby i po cichu liczymy, że rząd sam wycofa się z pomysłu przeprowadzenia tej imprezy. Jeśli zaś presja na organizację będzie mocna, pomyślimy o referendum – nie kryje Tomasz Leśniak, który był liderem inicjatywy „Kraków Przeciw Igrzyskom".

– Potrzebujemy konkretów. Niewykluczone, że takie wydarzenie może być dla regionu dobrym impulsem po pandemii koronawirusa. Najpierw musimy jednak policzyć, czy igrzyska będą się naszym mieszkańcom opłacać – mówi opozycyjny radny Dominik Jaśkowiec.

– Miasta uczestniczące w projekcie będą musiały partycypować w kosztach organizacji, przy wsparciu państwa – mówi pełnomocnik prezydenta Krakowa ds. rozwoju kultury fizycznej Janusz Kozioł i podkreśla, że korzyści mogą wielokrotnie przewyższyć wkład. Rząd obiecuje dofinansowanie m.in. modernizacji stadionów Wisły i Wawelu oraz obiektów AWF, a także budowę basenu olimpijskiego, toru kajakarskiego i strzelnicy. Obietnice są na razie ustne, miasto chce je mieć na papierze.

Nie wiadomo, ile będzie kosztować impreza, bo Europejski Komitet Olimpijski wciąż negocjuje z federacjami. Ministerstwo Aktywów Państwowych informuje, że o finansach będzie można rozmawiać dopiero po ostatecznym uzgodnieniu programu sportowego. Janusz Kozioł wyjaśnia z kolei, że wstępnie koszt samej organizacji został oszacowany na ok. 186 mln zł. – Do tego dochodzą inwestycje sportowe wsparte z budżetu centralnego – mówi „Rzeczpospolitej".

Miasto prowadzi z rządem korespondencję, która zawiera dwie listy inwestycji: sportowych i pozasportowych. Dopiero po otrzymaniu gwarancji prezydent Majchrowski podpisze umowę na organizację imprezy.

Ale igrzyska tak naprawdę ma nam dać wicepremier Jacek Sasin, czyli człowiek do zadań specjalnych, któremu niestraszna była nawet organizacja niedoszłych wyborów korespondencyjnych za 68 mln zł. Igrzyska Europejskie to dla niego nie wydatek, tylko inwestycja. „Powrót do normalności będzie wymagać gospodarczych impulsów" – pisał na Twitterze, a później oznajmił na antenie Radia Maryja, że będzie to nie tylko wydarzenie sportowe, ale także „znakomita wizytówka Polski jako kraju, który bardzo szybko się rozwija".

Nie dodał, że wizytówka droga i słabo widoczna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA