fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

O reprezentacji mówić mi nie wypada

Waldemar Fornalik: Kluby często znajdują się pod presją wywieraną przez agentów piłkarzy i nie tylko ich. Joel Valencia był zbyt dobry, żeby można go było zatrzymać. Nie mieliśmy wpływu ani na jego odejście, ani na termin, w którym do tego doszło
shutterstock
Trener Piasta Gliwice Waldemar Fornalik: dla polskich klubów mecze w Europie są obciążeniem, a nie nagrodą.

W czterech ostatnich meczach Piast odniósł trzy zwycięstwa, raz zremisował. Patrząc na spotkanie z Wisłą, miałem wrażenie, że to znowu jest drużyna, która zdobyła mistrzostwo Polski.

To był ciężki mecz, bo w Krakowie nigdy nie jest łatwo, bez względu na to, w jakiej formie jest Wisła. Ale graliśmy tak, jak sobie zakładaliśmy, więc jesteśmy zadowoleni. Tak samo było wcześniej w Gliwicach, kiedy wygrywaliśmy z Legią. Takie zwycięstwa dodają wiary i przekonują, że to, co robimy, jest słuszne.

A dlaczego dopiero teraz Piast wszedł na właściwe tory?

Wspominałem o tym na pomeczowej konferencji w Krakowie. Kiedy zdobywasz mistrzostwo Polski lub miejsce dające prawo gry o europejskie puchary, najpierw poddajesz się euforii. To nagroda za dobre występy w sezonie. Jednak w przypadku polskich klubów mecze w Europie stanowią obciążenie, za które płaci się wynikami w ekstraklasie. Mistrz Polski rozpoczyna sezon nie od ligi, ale od spotkań pucharowych. Piast rozegrał osiem meczów w ciągu dwudziestu pięciu dni. Każdy trener wie, co to znaczy. Wróciliśmy do żywych dopiero po odpadnięciu z rozgrywek pucharowych.

To co można zrobić?

Zastanowić się nad zmianą terminarza. Powinno być więcej czasu na przygotowania do sezonu. Nasz pierwszy mecz pucharowy z BATE w Borysowie rozegraliśmy po czterotygodniowych przygotowaniach i po dobrej grze zremisowaliśmy 1:1, mimo że mało kto dawał nam szanse. Ale przed rewanżem za tydzień musieliśmy jeszcze rozegrać Superpuchar Polski z Lechią, w związku z tym musiałem przeprowadzić zmiany w składzie.

Taki mecz chyba mało kogo interesuje. Zwłaszcza podczas wakacji.

Nie, on jest bardzo potrzebny, powinien się odbyć, ale nie w terminie, który jest przynajmniej dla jednej drużyny niekorzystny. Powinny być równe szanse. Lechia przystępowała do niego w innej sytuacji niż Piast, ponieważ zaczynała udział w Lidze Europy od drugiej rundy. Nic nie stało na przeszkodzie, żeby zagrać kiedy indziej. Może mając tydzień na przygotowania do rewanżu w Borysowie, zagralibyśmy skuteczniej.

Nagrodą pocieszenia miał być spacerek z FC Riga w Lidze Europy. Ale jeśli Piast dzień przed rewanżem sprzedał najlepszego w ekstraklasie Joela Valencię, to sam zmniejszył swoje szanse. Miał pan na to wpływ?

Musi pan wiedzieć, że często kluby znajdują się pod presją wywieraną przez agentów piłkarzy i nie tylko ich. Joel Valencia był zbyt dobry, żeby można go było zatrzymać. Nie mieliśmy wpływu ani na jego odejście, ani na termin, w którym do tego doszło. Z tym że ja nie robię tragedii z takich sytuacji. Transfery są normalnym elementem pracy trenera i polityki klubu. W przypadku Piasta odbywa się to wzorowo.

Nie narzeka pan dlatego, że klub zarobił na Valencii dwa miliony euro?

Pieniądze są istotne, ale sam pan wspomniał o dobrym wrażeniu, jakie zrobił na panu Piast w spotkaniu z Wisłą. A przecież w porównaniu z poprzednim sezonem nie mamy już nie tylko Valencii, ale również czołowego środkowego obrońcy ekstraklasy Aleksandara Sedlara i pomocnika Patryka Dziczka. W każdej formacji brakuje gracza wyjątkowego jak na polskie warunki, a mimo to nadal jesteśmy w czołówce. Polega to na tym, że zawodnik przychodzący do Piasta ma poczucie, że może być lepszy od tego, którego zastępuje. Dbają o to trenerzy i władze klubu decyzjami pozaboiskowymi. Odejście dobrego piłkarza czy przypadki losowe, jak kontuzja Jakuba Czerwińskiego, nie powodują alarmu. Na transfery jesteśmy przygotowani i wcześniej się zabezpieczamy. Po kilku innych naszych zawodników też już ustawia się kolejka chętnych.

We wrześniu minęły dwa lata, od kiedy podjął pan pracę w Gliwicach. To długo jak na polskie obyczaje.

Bo to jest klub dobrze zorganizowany, w którym nie podejmuje się decyzji pod wpływem emocji. Tytuł mistrza Polski jest tego świadectwem. Niedawno przedstawiciel Piasta Grzegorz Jaworski został przewodniczącym rady nadzorczej Ekstraklasy SA.

A propos ekstraklasy. Wszystko wskazuje, że zmieni się liczba drużyn i system rozgrywek. Podoba się panu taka zmiana?

Jestem zdecydowanym zwolennikiem rozgrywek z udziałem osiemnastu, a nie szesnastu, drużyn, bez dodatkowej serii siedmiu spotkań.

Akurat to powinno się panu podobać. W ostatnim sezonie Piast wygrał sześć z tych siedmiu meczów, dzięki czemu został mistrzem kraju.

Wolę system, który od dziesięcioleci sprawdza się w najlepszych ligach świata. Tam nikt nie eksperymentuje, dlatego Premier League, Bundesliga, La Liga czy Serie A są takie mocne, co przekłada się na zdobywane puchary klubowe i na wyniki reprezentacji tych krajów.

A reprezentacja Polski? Co były selekcjoner powie o dzisiejszej kadrze?

Nic nie powiem, bo mi nie wypada. Wiem, jak ciężka i odpowiedzialna jest to praca, kibicuję z całego serca polskiej reprezentacji i Jurkowi Brzęczkowi. Są świetnym teamem. A krytykom polecam lód na rozgrzane głowy.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA