fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Plan legł w gruzach przez kibica

Sebastian Vettel
AFP
W nocnym wyścigu na ulicach Singapuru faworyci ponieśli dotkliwą porażkę, trzeci raz w tym sezonie zwyciężył Sebastian Vettel.

Trzynasta runda MŚ okazała się pechowa dla najlepszego zespołu w stawce. Przez cały weekend Lewis Hamilton i Nico Rosberg nie mogli znaleźć recepty na rywali. Ich „Srebrne Strzały" wyraźnie ustępowały samochodom Ferrari i Red Bulla.

Ekipa Mercedesa nie potrafiła odpowiedzieć, dlaczego ich konstrukcja, która w tym sezonie była najszybsza w każdej sesji kwalifikacyjnej, a dwa tygodnie temu na włoskiej Monzy miała dwie dziesiąte sekundy przewagi na okrążeniu, tym razem była wolniejsza aż o ponad półtorej sekundy.

Po sromotnej porażce w sobotnich kwalifikacjach pierwszy i drugi kierowca klasyfikacji MŚ ustawili swoje samochody dopiero w trzecim rzędzie, mając przed sobą dwa bolidy Ferrari i dwa Red Bulla.

Mercedes nie spodziewał się cudów w wyścigu: wszystko, na co stać było Rosberga, to czwarta lokata. Z Hamiltonem było jeszcze gorzej, bo mistrz świata pierwszy raz w tym sezonie nie dojechał do mety. Jeszcze przed półmetkiem pojawiły się problemy z ciśnieniem turbosprężarki i po kilku okrążeniach pokonanych w ślimaczym tempie lider MŚ zaparkował w garażu.

Wyścig toczył się pod dyktando Vettela. Kierowca Ferrari na pierwszych okrążeniach odskoczył od Daniela Ricciardo, ale Red Bull Australijczyka łagodniej obchodził się z oponami. Nic jednak nie wyszło ze strategicznego pojedynku dwóch byłych partnerów z zespołu, bo obie serie wymiany ogumienia odbyły się w czasie neutralizacji. Najpierw Nico Hulkenberg zderzył się z wyjeżdżającym z alei serwisowej Felipe Massą, wylądował w barierze i reszta stawki jak jeden mąż zjechała na zmianę opon. Ricciardo liczył jeszcze na drugą rundę pit stopów, bo gdyby trzymał się blisko lidera, mógłby spróbować go przechytrzyć i po zjeździe o jedno okrążenie wcześniej przeskoczyć przed niego na świeżych oponach.

Plan legł w gruzach, bo przed drugą rundą zjazdów na tor wtargnął kibic. – Nie wierzyłem własnym oczom. Chyba chciał zrobić sobie ze mną zdjęcie – mówił Vettel, który pierwszy napotkał spacerującego wzdłuż bariery człowieka. Zarządzono drugą neutralizację i znów wszyscy zmienili opony. Do tego kierowca Ferrari wyciągnął wnioski z pierwszej części wyścigu, kiedy szybkie tempo spowodowało większe zużycie ogumienia. Po zmianie kontrolował rytm jazdy, a kręty tor ułatwił mu zadanie. Kolejność nie zmieniła się już do mety, a na najniższym stopniu podium stanął drugi kierowca Ferrari Kimi Raikkonen.

Wyścigowy porządek stanął w Singapurze na głowie, ale miało to związek z charakterystyką ulicznego toru i trudnościami Mercedesa w dobraniu takich ustawień, by najbardziej miękkie opony Pirelli dobrze spełniały swoje zadania. Za tydzień, na szybkim japońskim torze Suzuka, wszystko powinno wrócić do normy.

Grand Prix Singapuru

1. S. Vettel (Niemcy, Ferrari) 2:01.22,118; 2. D. Ricciardo (Australia, Red Bull Renault) strata 1,478 sekundy; 3. K. Raikkonen (Finlandia, Ferrari) strata 17,154 sekundy

Klasyfikacja kierowców

1. L. Hamilton (Wielka Brytania, Mercedes) 252 pkt; 2. N. Rosberg (Niemcy, Mercedes) 211 pkt; 3. Vettel 203 pkt.

Klasyfikacja konstruktorów

1. Mercedes 463 pkt; 2. Ferrari 310 pkt; 3. Williams Mercedes 198 pkt.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA