fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Michael Phelps ma 19. złoty medal igrzysk

Michael Phelps startuje po 19. olimpijskie złoto. Zapewne nie ostatnie
PAP/EPA
Michael Phelps ma 19. złoty medal igrzysk. Zdobył go w sztafecie 4x100 m stylem dowolnym.

Korespondencja z Rio de Janeiro

Niedzielna noc przyniosła to, czego świat się spodziewał. Michael Phelps popłynął na drugiej zmianie w finale kraulowej sztafety 4x100 m, po 3 minutach i 10 sekundach już wiedział, że z pomocą kolegów poprawił medalowy rekord nie do pobicia przez innego sportowca. Publiczność znów zobaczyła zwycięską rundę mistrza wokół basenu, kto patrzył uważnie, dostrzegł łzę spływającą po policzku.

– Kiedy stanąłem na słupku, naprawdę pomyślałem, że serce wyskoczy mi z piersi, tak byłem pobudzony. Dobrze było poczuć ostatni raz emocje sztafetowe i zobaczyć ten krążek na szyi – mówił po dekoracji.

Wie, co mówi, minione cztery lata nie były czasem spokojnym: drugi areszt za jazdę pod wpływem alkoholu, sześć tygodni terapii, porzucenie nałogu, oczyszczenie się ze słabości do butelki.

Potem było już znacznie lepiej. Zaręczyny z Nicole. Pogodzenie się z ojcem Fredem, którego odrzucił po gorzkim rozwodzie rodziców. Własne pierwsze ojcostwo – na świat przyszedł trzy miesiące temu syn Boomer, którego wziął do Rio, by nie tracić niczego z uroków wychowania dziecka. Wreszcie powrót na pływalnię, by pożegnać się godnie z dyscypliną, w której został legendą.

W Rio widać innego Phelpsa niż na czterech poprzednich występach na igrzyskach. Kiedy przez lata kolekcjonował złote krążki, był trochę odczłowieczony. Robot w pływackich okularkach, wydawało się, że na igrzyskach najwięcej mocy czerpie z psychologicznego odgrodzenia się od świata. Zawsze w słuchawkach, czapce, odległy, mrukliwy, niedostępny.

Nowy dom

Teraz jest wreszcie uśmiechnięty, dziennikarze amerykańscy twierdzą, że zmiana jest ogromna, że zrzucił słuchawki z uszu, stał się otwarty i rozmowny. Dodają, że oprócz uporządkowania życia rodzinnego powód jest jeszcze jeden – Phelps wreszcie poczuł, że ma pełny szacunek i miejsce w historii sportu.

Może pomogła też przeprowadzka z rodzinnego Baltimore do nowego domu na przedmieściach Phoenix. Tam do pokus ma znacznie dalej, chyba nie będzie powtórek z alkoholowych rajdów i nocy spędzanych w kasynach. Na pustyni w Arizonie chodzi podobno grzecznie spać o 22. Dziennikarze nie mogą już o nim pisać „Pocisk z Baltimore".

Zapewne nie poznamy wszystkich przyczyn, dla których wielki mistrz tak efektownie wrócił z krótkiej emerytury. Ale chciałoby się wierzyć, że słowa o potrzebie olimpijskich przeżyć, o odświeżeniu spojrzenia na życie są prawdziwe.

Miło słyszeć, jak najbardziej utytułowany olimpijczyk w historii mówi, że chce być potrącany w wiosce przez innych sportowców, że cieszą go nawet przypadkowe spotkania z innymi gwiazdami, np. z Novakiem Djokoviciem, jednym z tych, których szczerze podziwia. Kiedyś pewnie by się minęli bez słowa, dziś było wspólne zdjęcie, parę ciepłych słów i życzenia dobrego startu.

Są nawet tacy, którzy twierdzą, że kurtyna nie zapadnie, że Phelps po Rio nie będzie mógł żyć bez adrenaliny i zwycięstw. Tak mówi Ryan Lochte, kiedyś jeden z największych rywali. – Zatęskni zaraz po odejściu. Mówię wam, że znów wróci – zapewnia.

Po niedzielnej nocy Phelps ma 23 medale igrzysk, z tego 19 złotych. To oznacza już ponad dwa razy więcej złota, niż zdobywały inne wielkie sławy sprzed lat: Carl Lewis, Mark Spitz, Paavo Nurmi i Larisa Łatynina. Oczywiście dyscyplina, którą wybrał Phelps, trochę pomogła. Usain Bolt, jedyny sportowiec, który w Rio może mu dorównać popularnością, ma trzy szanse na złoto w jednych igrzyskach. Inne sporty nie dają nawet tyle.

Olimpijskie nadzieje i obietnice wielu znakomitości pływania, takich jak Lochte lub Missy Franklin, były weryfikowane dość surowo. Wyczyn Phelpsa z Pekinu: osiem razy złoto na osiem szans, pozostanie na wieki osiągnięciem zapierającym dech.

Ograniczony apetyt

W Rio Amerykanin ogranicza swój złoty apetyt do pięciu konkurencji. Prawdę mówiąc, po tym, co zrobił z kolegami w pierwszej, już wiele więcej nie musi. Ale zachwyt i złota gorączka publiczności pewnie byłyby jeszcze większe, gdyby wygrywał z Chadem Le Closem z RPA, Węgrem Laszlo Csehem czy młodą gwiazdą sprintu na 100 m Josephem Schoolingiem z Singapuru.

Dziennikarze policzyli: gdyby Michael Phelps był krajem, to na olimpijskiej liście medalowej wszech czasów zajmowałby dziś 40. miejsce. Wyprzedzałby m.in. Austrię, Argentynę, Jamajkę, Czechy, Meksyk i Białoruś. W zasięgu Phelpsa są Etiopia, RPA i Brazylia. Polska z 64 złotymi medalami jest bezpieczna.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA