fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Poradnik: Jak zachować higienę podczas igrzysk w Rio

Śmieci na plaży Sao Bento w zatoce Guanabara. To na tych wodach będą rozgrywane olimpijskie regaty żeglarskie.
AFP
A jeśli już wypadłeś, trzymaj usta zamknięte, żeby nie opić się wody. Takie są dwie pierwsze zasady higieny opracowane przez doradców australijskiej ekipy olimpijskiej.

Są też kolejne zalecenia dla zawodników sportów wodnych: natychmiast po opuszczeniu akwenu należy wziąć prysznic. Trzeba jak najczęściej myć ręce. Nie powinno się dotykać lin i kadłubów łodzi gołymi rękami. Vademecum opublikowała gazeta „Sydney Morning Herald".

Te środki ostrożności spowodowane są fatalnym wynikami badań epidemiologicznych wody w akwenach, na których będą się odbywać zawody wioślarskie i żaglarskie. Według ogłoszonych w marcu wyników w 90 proc. próbek wody znaleziono adenowirusy, które mogą wywołać choroby układu pokarmowego lub oddechowego, infekcje oka albo nawet zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych. Jednak nie sama obecność groźnych zarazków jest przyczyną obaw, ale ich stężenie, niespotykane w Unii Europejskiej lub Stanach Zjednoczonych. W lagunie Rodrigo de Freitas, gdzie mają się odbywać zawody wioślarskie, w litrze wody wykrywano przeciętnie 1,73 mld wirusów. Wielkość ta – jak pisze „Science Alert" – przekracza normy obowiązujące w USA 1,7 mln razy. Wypicie nawet niewielkiej ilości tak brudnej wody to murowana infekcja.

Ścieki wprost do zatoki

Po opublikowaniu tych wyników lokalne władze ogłosiły, że zdwoją wysiłki, bo doprowadzić do oczyszczenia olimpijskich akwenów. Rzeczywiście, przyniosło to pewne rezultaty. Stężenie adenowirusów w lagunie Rodrigo de Freitas zmniejszyło się i w czerwcu wynosiło 248 mln na litr. Normy przekroczone są więc 250 tys. razy. W tym samym czasie w Marina da Gloria – porcie, z którego łodzie żaglowe wyruszać będą na regaty po zatoce Guanabara – nagromadzenie adenowirusów wzrosło. W marcu wynosiło 26 mln na litr, w czerwcu 37 mln.

Nie tylko wirusy, ale też bakterie dryfują w olimpijskich wodach, i to te najgroźniejsze, bo odporne na antybiotyki. 90 proc. przebadanych próbek wody z plaży Flamengo w zatoce Guanabara, gdzie mają się odbywać zawody windsurfingowe i żeglarskie, zawierało tego rodzaju mikroby.

Źródłem tych zanieczyszczeń są domy i szpitale. 70 proc. ścieków w Rio de Janeiro trafia do zatoki Guanabara zupełnie nieoczyszczonych. Miejskie przedsiębiorstwo komunalne Cedae twierdzi, że wina w żadnym razie nie leży po jego stronie. Oskarża mieszkańców i pracowników szpitali, że to oni samowolnie odprowadzają swoje ścieki do kanalizacji deszczowej (choć racjonalnie rzecz ujmując, gdyby mieli do dyspozycji sprawną kanalizację ściekową, raczej by tego nie robili).

Brudna woda i Czysta Wyspa

Główną obietnicą, jaką złożyły władze Rio de Janeiro, ubiegając się o igrzyska, było rozwiązanie problemu ściekowego. Pod tym właśnie warunkiem miasto otrzymało od Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego prawo organizacji imprezy. Problem ściekowy w Rio pokazuje rzeczywiste oblicze współczesnej Brazylii: z coraz głębszym rozwarstwieniem społecznym, nędzą zamkniętą w gorszych dzielnicach miast, wszechobecną korupcją. 60 proc. Brazylijczyków uważa, że ich kraj więcej straci, niż zyska na organizacji igrzysk. Zyskają nieliczni, choćby biznesmeni, którzy podpisali kontrakty na przejęcie świetnie położonych terenów. Na miejscu wioski olimpijskiej deweloper Carvalho Hosken już zapowiedział budowę osiedla Ilha Pura – czyli Czysta Wyspa.

Wracając do zagrożeń zdrowotnych: choć ryzyko zarażenia się wskutek wypicia brudnej wody jest niemałe, żaden sportowiec dotąd nie zrezygnował z tego powodu z występu w igrzyskach. Nawet pływacy długodystansowi i triatloniści nie obawiają się adenowirusów i odpornych na antybiotyki bakterii. Jak pisze cytowany już „Sydney Morning Herald", sportowcy uprawiający te dyscypliny otwarcie przyznają, że podczas rozmaitych zawodów pływali już w wodach brudniejszych niż ocean przy Copacabanie i zarazki im niestraszne.

Z udziału w igrzyskach wycofało się za to wielu czołowych golfistów i tenisistów. Wszyscy oni stwierdzili, że nie wystąpią w Brazylii, ponieważ boją się wirusa Zika. Czy mają się czego obawiać? Najnowszy raport przygotowany przez naukowców z amerykańskiej Szkoły Zdrowia Publicznego Yale stwierdza, że ryzyko, by któryś z zawodników lub kibiców przywlókł wirusa do ojczyzny i wywołał w niej epidemię, jest niewielkie.

Nie chcą ryzykować

W najgorszym razie wirus zainfekuje 30 osób odwiedzających Brazylię z okazji igrzysk – obliczyli naukowcy z Yale dzięki opracowanym przez siebie modelom matematycznym. W większości będą to mieszkańcy krajów bogatych i jeśli nawet wirus do nich zawędruje, to i tak się nie utrzyma – twierdzą epidemiolodzy. Mikrob przenoszony jest przez komara egipskiego (Aedes aegypti) i z tego powodu jego występowanie ograniczone jest do krajów gorących.

Co innego jednak zagrożenie epidemiologiczne, a co innego narażanie siebie i swojej rodziny. Jak to ujął kolarz Tejay van Garderen: – Wiem, że zagrożenie związane z wirusem Zika jest minimalne, ale moja żona jest w ciąży i nie chcę ryzykować, że przywlokę coś, co mogłoby mieć złe skutki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA