Piłka nożna

Luka Modrić i piłkarze niewolnicy z Chorwacji

Luka Modrić – na boisku wszystko wygrywa, przed sądem wszystko traci
AFP
Gdy po finale Złotą Piłkę dla najlepszego gracza mundialu dostał Luka Modrić, widzowie bili brawo, gdyż Chorwat uwiódł wszystkich elegancką i inteligentną grą. Mało kto w tym momencie pamiętał, że chorwacki futbol to mieszanka polityki, korupcji, nacjonalizmu i mafijnych struktur.
10 lat trwała dominacja Leo Messiego i Cristiano Ronaldo we wszelkich możliwych plebiscytach, galach, konkursach nagród indywidualnych. Argentyńczyk i Portugalczyk przez dekadę byli dla reszty piłkarzy nieosiągalnym punktem odniesienia. Aż w poniedziałkowy wieczór „Złotą piłkę” zdobył Luka Modrić. Środkowy pomocnik Realu Madryt w lipcu został już uznany za najlepszego zawodnika mistrzostw świata. Opowieść o Modriciu to jednocześnie jednak opowieść o mafijnej strukturze chorwackiego futbolu, ciemnych interesach i przenikaniu polityki do tego świata. Modrić jeszcze kilka miesięcy temu był w ojczyźnie znienawidzony, gdyż będąc ofiarą tego systemu jednocześnie go bronił, o czym obszernie pisaliśmy w lipcu w Plusie Minusie. Przypominamy ten tekst.

Zachwycał się nim Jorge Valdano, argentyński mistrz świata z 1986 roku i były dyrektor generalny Realu Madryt, który w trakcie mundialu pisał felietony dla „Guardiana". W jednym z nich próbował ubrać w słowa to, jak genialny Chorwat wpływa na drużynę i na widowisko: „Modrić, w przeciwieństwie chociażby do Diego Maradony, nie robi na boisku rzeczy niemożliwych. Gdy ma piłkę przy nodze, sprawia wrażenie, jakby futbol był najprostszą grą pod słońcem. Na tych mistrzostwach wydaje się, że przestrzeń w piłce nożnej przestała istnieć – co jest dziwne, biorąc pod uwagę, że wymiary boiska się nie zmieniły i wciąż wynoszą 100 metrów na 70 – a każdy, kto ma piłkę przy nodze, się spieszy. Modrić daje futbolowi oddech. Nagle orientujemy się, że przestrzeń i czas wciąż w piłce nożnej istnieją. Potrzeba tylko kogoś z takim talentem jak on, by je nam przywrócił, by sprawił, że znów staną się tym, czym zawsze były".

Modrić nie tylko czarował wizją oraz nienaganną techniką, ale także imponował poświęceniem. Furorę robił w internecie urywek meczu z Rosją, gdy w 116. minucie, w dogrywce, tracił piłkę w środku pola, po czym ruszał sprintem ją odebrać, jakby mecz dopiero się rozpoczął. Zachwycał od pierwszego meczu turnieju, gdy poprowadził kolegów do zwycięstwa 2:0 nad Nigerią, a sam wykorzystał rzut karny. Pięć dni później Chorwacja rozbiła Argentynę, Modrić ponownie zdobył gola, a światowe media rozpływały się nad tym, w jaki sposób dyrygował drużyną, jak pociągał za wszystkie sznurki.

I gdy publiczność zaczęła się orientować, że Chorwacja może być czarnym koniem mistrzostw, a rozgrywający Realu Madryt poprowadzić kolegów do porównywalnego sukcesu, jaki jego poprzednicy osiągnęli w 1998 roku, gdy zajęli trzecie miejsce na świecie, zaczęto zdawać sobie sprawę, że Modrić jest, owszem, kochany i podziwiany wszędzie – poza ojczyzną. W Zagrzebiu, Splicie czy Osijeku ludzie nie zapomnieli, jakie są realia chorwackiej piłki.

Najbardziej znienawidzoną postacią jest Zdravko Mamić – przez wiele lat jednocześnie szef najpotężniejszego klubu, właściwie monopolisty w lidze, czyli Dinama Zagrzeb, i menedżer piłkarski. Dinamo formalnie jest stowarzyszeniem utrzymującym się ze składek członków. To właśnie okazało się decydujące, by Mamić w końcu trafił za kratki, a raczej by usłyszał wyrok, bo nie zapowiada się, że zacznie odbywać karę. Dzień przed ogłoszeniem wyroku skazującego (6,5 roku więzienia) uciekł do Bośni, a ponieważ ma także bośniackie obywatelstwo, nie podlega prawu o ekstradycji. To właśnie Mamić przez lata był opiekunem najlepszego piłkarza mundialu 2018.

Umie uderzyć

Kartotekę ma bogatą – wyzywanie dziennikarzy i grożenie im, pobicia, zazwyczaj nie własnymi rękoma, tylko na zlecenie. Co nie znaczy, że sam nie potrafi uderzyć. Gdy policjant kazał mu przeparkować jaguara, zaczął okładać go pięściami. Później na rozprawie policjant zarzekał się, że nie pamięta, by do takiej sytuacji doszło. Dziennikarze również stawali się ofiarami furii największego skandalisty chorwackiej piłki. I kibice też. W 2007 roku po powrocie z meczu z Ajaxem Amsterdam rzucił się na lotnisku na fanów swojego klubu, a następnie się rozebrał i zaczął tańczyć. W Azerbejdżanie został oskarżony o molestowanie jednej z tancerek w nocnym klubie. Kulami, o których się poruszał po operacji, okładał naczelnego architekta Zagrzebia, który nie wydał mu zgody na budowę wieżowca, wyzywał ministrów chorwackiego rządu (dwukrotnie), wykonywał ustaszowskie, nacjonalistyczne i rasistowskie gesty.

Doigrał się, gdy chorwacki urząd antykorupcyjny postanowił wziąć pod lupę podejrzane kontrakty, które podpisywał z piłkarzami, oraz prześwietlić kilka transferów. Okazało się, że znaczna część z 21 milionów euro, jakie Tottenham zapłacił, kupując Modricia w 2008 roku, została przywłaszczona przez Mamicia. Podobnie rzecz się miała przy okazji transferu innego reprezentanta Dejana Lovrena, który w styczniu 2010 roku za 8 milionów euro zamienił Dinamo Zagrzeb na Olympique Lyon.

Mamić podpisywał niewolnicze, bezprawne, kontrakty z zawodnikami. Zmowę milczenia jako pierwszy przerwał obecny napastnik Legii Eduardo Da Silva. Trafił on w 1999 roku do Chorwacji z Brazylii jako nastolatek, na początku mieszkał nawet na stadionie Dinama w jednym z pomieszczeń gospodarczych. Mamić nigdy nie był licencjonowanym przez FIFA agentem, a jednak podpisywał z zawodnikami umowy i prowadził w ich imieniu negocjacje transferowe. W umowie z Eduardo znalazł się zapis, że piłkarz przez całą karierę będzie oddawać część pensji Mamiciowi. Miał się z nim dzielić także wpływami z reklam.

W 2007 roku Eduardo trafił za 13,5 mln euro do Arsenalu. Gdy opuścił Zagrzeb i przeprowadził się do Londynu, a pensja zaczęła wpływać na konto w funtach, a nie w kunach, zaczął się orientować, że coś jest nie tak, i przestał odprowadzać haracz, a w mediach opowiadał, że „czasy niewolnictwa się skończyły". Mamić, uznając, że prawo jest po jego stronie – wszak miał na to dokumenty – zaczął ciągać piłkarza po sądach.

Sąd jednak przyznał rację piłkarzowi. Orzeczono, że nieletni Eduardo, podpisując umowę z Mamiciem, nie znał dostatecznie dobrze języka i prawa, został celowo wprowadzony w błąd, a także nie poinformowano go o wszystkich niuansach. Innymi słowy, sędzia uznał, że naturalizowany Chorwat miał prawo od kontraktu z Mamiciem odstąpić.

Szybko się okazało, że podobne umowy mieli inni piłkarze, z Lovrenem oraz Modriciem na czele. Obaj jednak zamiast dzielić się z Mamiciem pensją czy wszystkimi dochodami, zobowiązywali się do jednorazowej, ale bardzo wysokiej, premii dla patrona.

Modrić musiał się podzielić swoją częścią po transferze do Tottenhamu. Dziwnym trafem miał tak skonstruowaną umowę z Dinamem (reprezentowanym przez prezesa, niejakiego Zdravko Mamicia), że suma transferowa była dzielona po połowie – dla piłkarza i dla klubu. W trakcie procesu wyszło na jaw, że ten aneks do umowy został podpisany ze wsteczną datą, gdy było już pewne, iż Modrić zostanie zawodnikiem klubu z Londynu.

W pierwszym procesie piłkarz zeznał ze szczegółami, jak to wyglądało. Z obstawą złożoną z ludzi Mamicia musiał jeździć do banku, ilekroć Tottenham robił przelew z kolejną ratą. Modrić wyciągał pieniądze i wręczał je umyślnym. Na konto wówczas 22-letniego zawodnika wpłynęło w sumie 10,5 mln euro. Mamić zabrał prawie wszystko – pozostawił Modriciowi tylko 14,5 mln kun, czyli około 1,9 mln euro. Tak przynajmniej wynikało z opowieści piłkarza przed sądem.

Nagła zmiana zeznań

Problem w tym, że na kolejnej rozprawie maestro środka pola stracił pamięć. Posiedzenie sądu rozpoczęło się od prośby piłkarza, by przeczytano mu jego poprzednie zeznania. Gdy to robiono, Modrić zaczął się łapać za głowę, cmokać z niezadowoleniem i wydawać inne dźwięki, ewidentnie pokazujące dezaprobatę wobec tego, co słyszy. Wyparł się wszystkiego, co zeznał pod przysięgą wcześniej. Mówił, że nie pamięta, kiedy podpisał aneks z Mamiciem – prezesem Dinama, mówiący o tym, że należy mu się 50 procent z sumy transferowej, tak by mógł się podzielić z Mamiciem – menedżerem. Na wszelkie pytania zaczął odpowiadać: „nie pamiętam". Była to kpina w żywe oczy z wymiaru sprawiedliwości.

Dziś srebrny medalista mundialu jest oskarżony o krzywoprzysięstwo i grozi mu pięć lat więzienia. Wiedział, jakie mogą być konsekwencje, a jednak zdecydował się na tę niebezpieczną grę. Zapewne nie bez powodu – albo został zastraszony, albo coś mu obiecano. Jeszcze tego samego dnia Modrić stał się wrogiem publicznym numer jeden.

On i jego rodzice w trakcie wojny domowej stracili dach nad głową i zostali ulokowani w jednym z hoteli w Zadarze. Do niedawna przed wejściem do tego hotelu widniał ogromny mural przedstawiający Modricia w koszulce reprezentacji. Jeszcze w dniu transmitowanego przez telewizję procesu pojawiły się na nim napisy: „Luka, któregoś dnia tego pożałujesz", a także bardziej dosadne. Zdanie: „Modricu, kurvo mamiceva", zaczęło się pojawiać na murach wielu chorwackich miast.

Dlaczego fakt, że rozgrywający Realu zmienił zeznania, wywołał aż taką falę nienawiści? Można by pomyśleć, że to sprawa Modricia i jego prywatnego syndromu sztokholmskiego. Skoro uznał, że za wszelką cenę chce bronić swojego prześladowcy, człowieka, który go okradł, to widocznie ma taką potrzebę. Problem w tym, że Mamić jest symbolem wszystkiego co złe nie tylko w chorwackim futbolu, ale w ogóle w chorwackim życiu publicznym – bezkarności elit, korupcji zżerającej państwo, bliskich relacji oligarchów i polityków.

Jako pierwsi odwrócili się od Mamicia kibice Dinama. Dla nich człowiek, który pełnił przez ostatnie lata przeróżne funkcje w klubie – od prezesa przez doradcę zarządu, wiceprezesa po dyrektora, w zależności od tego, jak bardzo musiał balansować miedzy odpowiedzialnością a przywilejami – stał się persona non grata. Podobnie jak jego prawa ręka – brat Zoran, który również stanowisko w Dinamie otrzymywał w zależności od potrzeby chwili. Gdy bracia zostali aresztowani, młodszy z nich pełnił funkcję trenera klubu. Zoran to były piłkarz, wychowanek Dinama, który zrobił nawet niezłą karierę w Bundeslidze – występował w VfL Bochum, a także w Bayerze Leverkusen. W reprezentacji Chorwacji rozegrał sześć spotkań w latach 1996–1998, pojechał nawet na mundial w 1998 roku, gdzie Chorwacja odniosła swój do niedawna największy sukces, zdobywając brąz, ale w trakcie mistrzostw nawet na minutę nie wszedł na boisko. Zoran został skazany na 4 lata i 11 miesięcy więzienia.

Ultrasi zorganizowani jako Bad Blue Boys przez lata bojkotowali mecze swojego klubu. Gdy okazjonalnie bojkot zawieszali, skandowali hasła przeciwko Mamiciowi, wywieszali transparenty piętnujące korupcję związku piłkarskiego, bo Mamić przez lata był także wiceprezesem federacji, czyli HNS.

Protest kibiców

W końcu transfery Modricia i Lovrena trafiły na wokandę, wcześniej sprawiedliwości dochodził Eduardo, ale codzienność w klubie rządzonym przez Mamicia była od lat niezmienna. Wszechmocny watażka podpisywał umowy z wyróżniającymi się młodymi zawodnikami, a jeśli nie chcieli tego zrobić – jak chociażby Andrej Kramarić – musieli się liczyć z tym, że w chorwackiej piłce będą mieli zamknięte wszystkie drzwi. Mamić bowiem był tak naprawdę szarą eminencją całego futbolu w szachownicę. Miał wpływ na polityków, sędziów (jego proces musiał zostać przeniesiony z Zagrzebia do Osijeku), tajemnicą poliszynela jest, że to on obsadził Davora Sukera w roli prezesa federacji.

Dinamo ma jedną z najlepszych akademii piłkarskich w Europie – szkoli fantastycznych zawodników, którzy później za niezłe pieniądze są sprzedawani na Zachód. Każdy zdolny dzieciak w Chorwacji wiedział, że tylko z Dinama może trafić do reprezentacji juniorskiej, dlatego do Zagrzebia przyjeżdżały nastolatki z całego kraju, a najzdolniejsi podpisywali umowy z Mamiciem. W 2015 roku na mistrzostwach świata do lat 17 w 19-osobowej kadrze Chorwacji znalazło się 13 piłkarzy Dinama, jeden z Lokomotivy, czyli klubu filialnego Dinama, do którego wypożyczani byli zawodnicy, a także dwóch piłkarzy z zagranicy, z Parmy i Udinese – obaj mieli jednak za sobą pobyt w najsłynniejszej akademii Bałkanów. Spośród trzech zawodników, którzy nie mieli nic wspólnego z Mamiciem, a zostali powołani na turniej, jeden (Neven Đurasek) po mistrzostwach trafił do Dinama.

Kibice próbowali już wcześniej zwrócić uwagę na to, że chorwacka piłka stała się prywatnym folwarkiem Mamicia i jego świty. Podczas Euro 2016 przerwali mecz, wrzucając race na boisko, ale większość mediów zobaczyła w tym wyłącznie chuligański wybryk.

Tommy Gun

Po przegranym finale z Francją Modrić długo stał w strugach rzęsistego deszczu obejmowany przez prezydent Chorwacji Kolindę Grabar-Kitarović, która szeptała mu coś do ucha. W tej scenie było coś niemal intymnego – Grabar-Kitarović w przemoczonej koszulce w szachownicę pochylała się czule nad piłkarzem. Trochę matczynie, trochę zalotnie. A jednak obrazek był też niepokojący.

Grabar-Kitarović jest spadkobierczynią Franjo Tudjmana, a przynajmniej za takową lubi uchodzić. Ma słabość do armii i wszystkiego co militarne, nigdy nie przepuści okazji, by się pokazać w mundurze albo z karabinem. Nie stroni także od meczów piłkarskich i lubi śpiewać. Najchętniej utwory piosenkarza o pseudonimie Thompson. Artystyczne imię zawdzięcza on karabinowi maszynowemu, pieszczotliwie zwanemu Tommy Gun, którym posługiwał się w trakcie bałkańskiej wojny domowej. Piosenki Thompsona to mieszanka dumy narodowej, nacjonalizmu i nienawiści do Serbów. Jeden z jego hitów każe Serbów tylko wyganiać, inny już jednak zabijać. Pierwszy utwór, dzięki któremu zasłynął, był hymnem pochwalnym dla ustaszy.

Pani prezydent w trakcie kampanii śpiewała razem z Thompsonem utwór sławiący piękno Chorwacji, w którym jedną z wychwalanych krain jest Hercegowina. Jak wiadomo, Hercegowina jest dziś częścią niezależnego państwa – Bośni i Hercegowiny. Niespecjalnie to dziwi, gdy uświadomimy sobie, że Grabar-Kitarović pozowała wcześniej, całkowicie świadomie, do zdjęć z flagą ustaszy. Thompson jest ulubionym piosenkarzem nie tylko pani prezydent, która na Łużnikach zapewniła sobie prawdopodobnie drugą kadencję, ale także piłkarzy. W tym Modricia; to ponoć na specjalne zaproszenie pomocnika Realu Madryt artysta pojawił się w autobusie, którym srebrni medaliści jechali dzień po finale na fetę w Zagrzebiu, a później wykonał ze sceny kilka utworów – między innymi ten o Hercegowinie.

Sukces wiele zmienia

Scena, gdy urzędująca prezydent obejmowała oskarżanego o krzywoprzysięstwo zawodnika, nie była jednak niepokojąca przez wzgląd na gust muzyczny obojga, ale właśnie przez tę bliskość czy nawet czułość osoby reprezentującej prawo i człowieka, który z tego prawa zakpił.

Pani Grabar-Kitarović jest przyjaciółką Zdravko Mamicia. Na tyle bliską, że były prezes Dinama był organizatorem jej przyjęć urodzinowych. Mamić był także jednym z gości w siedzibie partii HDZ podczas wieczoru wyborczego, gdy Grabar-Kitarović została ogłoszona prezydentem. Wspierał jej kampanię finansowo. Pieniędzmi, które zarobił, oszukując klub, piłkarzy, a także państwo, bo oczywiście Mamić żadnych podatków nie płacił i był to jeden z wątków jego procesu.

Pani prezydent już wcześniej na mundialu dała się sfotografować z innym człowiekiem oskarżonym w tym samym procesie co Mamić. Spotkanie w ćwierćfinale z Rosją oglądała w towarzystwie premiera tego kraju Dmitrija Miedwiediewa, prezesa chorwackiej federacji Davora Sukera oraz Damira Vrbanovicia, obecnego dyrektora wykonawczego związku, który wcześniej taką samą funkcję sprawował w Dinamie, w czasach, gdy Mamić sprzedawał Modricia do Anglii i Lovrena do Francji.

Vrbanović został skazany na trzy lata więzienia. Mimo to w Rosji zasiadał w loży honorowej – jego wyrok jeszcze nie jest prawomocny, gdyż Vrbanović złożył odwołanie do wyższej instancji. Tak też tłumaczyła się FIFA, gdy oficjalnie zapytano, dlaczego człowiek skazany w procesie korupcyjnym został z honorami ugoszczony w loży dla najwyższej kategorii VIP-ów. Pani prezydent nie uznała, że warto tę sytuację jakkolwiek skomentować.

Sukces sportowy jednak wiele zmienia. Dla większości Chorwatów srebro mundialu wystarczyło, by Modricia uznać za w pełni zrehabilitowanego. Wulgarne napisy wciąż straszą na murach w Zagrzebiu, Splicie i innych miastach, ale większość rodaków znów widzi w nim przede wszystkim genialnego piłkarza, jakim bez wątpienia jest. Pierwszym gestem dobrej woli była zgoda sądu na przeniesienie procesu z Osijeka z powrotem do Zagrzebia. Uznano że piłkarzowi na co dzień mieszkającemu w Madrycie łatwiej będzie przylatywać do stolicy. Widocznie stwierdzono, że bliska znajomość Mamicia z sędziami nie zaszkodzi Modriciowi. Może to tę informację przekazywała piłkarzowi do ucha pani Grabar-Kitarović na murawie w Moskwie.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL