fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Formuła 1: Lewis Hamilton bez zwycięstwa

123RF
Po trzech wyścigach sezonu obrońca tytułu Lewis Hamilton nie ma na koncie ani jednego zwycięstwa.

To jego partner z Mercedesa Nico Rosberg, który w zeszłym roku grał drugie skrzypce w zespole i doszedł do głosu dopiero gdy Hamilton zapewnił już sobie mistrzostwo świata, w tegorocznej rywalizacji nie schodzi z najwyższego stopnia podium.

Niemiec perfekcyjnie wykorzystuje okazję do zbudowania przewagi nad Hamiltonem i chociaż na razie wszystko idzie po jego myśli, przyznaje, że nie w głowie mu jeszcze myśl o triumfie w całych mistrzostwach.

– To dopiero początek najdłuższego sezonu w historii – mówi Rosberg, który po trzech zwycięstwach ma już na koncie 17 wygranych Grand Prix w karierze – najwięcej wśród kierowców, którzy nigdy nie zdobyli tytułu.

Powrót Grand Prix Niemiec i pierwsza wizyta w Azerbejdżanie, gdzie w czerwcu odbędą się zawody o Grand Prix Europy, sprawiają, że w sumie będzie aż 21 wyścigów i Hamilton będzie miał jeszcze wiele okazji, by odrobić straty.

Urzędujący mistrz nie zapomniał, jak się jeździ. W dwóch pierwszych rundach to on wygrywał kwalifikacje, ale tracił inicjatywę już na samym starcie wyścigów.

Tylko jedna łopatka

Od tego roku wprowadzono przepisy utrudniające kierowcom ruszanie z miejsca. Zawodnik może korzystać tylko z jednej łopatki sprzęgła (zamiast dwóch), a do tego inżynier nie może przekazywać mu żadnych radiowych instrukcji na temat przygotowania samochodu do startu.

W Australii obaj kierowcy Mercedesa już na pierwszych metrach dali się ograć rywalom z Ferrari i tylko lepszy dobór opon w trakcie chaotycznego, przerwanego czerwoną flagą wyścigu dał im podwójne zwycięstwo.

W Bahrajnie znacznie lepiej wystartował Rosberg, a Hamilton znowu źle ruszył, na pierwszym zakręcie zderzył się z Valtterim Bottasem z Williamsa i resztę wyścigu przejechał mocno pokiereszowanym samochodem. Na mecie był trzeci, za Rosbergiem i Kimim Raikkonenem z Ferrari.

Jeszcze gorzej poszło mistrzowi w miniony weekend w Chinach. Awaria jednostki napędowej w kwalifikacjach oznaczała start z szarego końca stawki i chociaż w przeszłości zdarzało się już Hamiltonowi dojeżdżać w takich warunkach na podium, tym razem skończyło się dopiero siódmą lokatą.

Tymczasem Rosberg spokojnie zgarnął kolejną wygraną, w czym pomogli mu kierowcy Ferrari, tym razem zderzając się ze sobą na pierwszym zakręcie. Obaj co prawda zdobyli punkty (Sebastian Vettel dojechał do mety jako drugi, a Raikkonen piąty), ale nie byli w stanie powalczyć ze zwycięzcą.

Mistrzowie świata z Mercedsa liczą się z zagrożeniem ze strony Scuderii. – Nie widzieliśmy jeszcze prawdziwego oblicza Ferrari. Musimy uważać, bo ostro nas gonią – ostrzega Rosberg. Trzeba też pamiętać o innej wracającej do formy potędze: Red Bull zgarnął w Chinach drugie pole startowe (Daniel Ricciardo) i trzecią pozycję na mecie (Daniił Kwiat). Te dwie ekipy zaczynają coraz śmielej myśleć o regularnym podgryzaniu Mercedesa, przyzwyczajonego do niepodzielnych rządów.

Ciesz się chwilą

Tegoroczna rywalizacja zapowiada się interesująco, mimo że Mercedes wygrał wszystkie wyścigi, a zwycięska passa Nico Rosberga trwa już sześć rund, wliczając trzy wygrane wyścigi w końcówce poprzednich mistrzostw.

Debiutujący w tym roku amerykański zespół Haas ma już na koncie szóstą i piątą lokatę w dwóch pierwszych startach, a w walce o solidne zdobycze punktowe liczą się także Williams, Toro Rosso czy Force India. Nie ma też etatowej czerwonej latarni: na ostatnich pozycjach toczy się równie zażarta walka między Sauberem, Manorem i wracającym do F1 w roli konstruktora zespołem Renault.

Rywalizacja między Rosbergiem i Hamiltonem też powinna być coraz ostrzejsza. Brytyjczyk już w kolejnej rundzie – 1 maja w Soczi – zrobi wszystko, by przejąć inicjatywę. Ostrzega już Rosberga: – W poprzednich trzech wyścigach miał łatwe zadanie. Dobrze dla niego i niech się cieszy chwilą, bo nigdy nie wiadomo, jak długo ona potrwa.

Trzeba jednak pamiętać, że jeszcze nigdy w historii F1 nie zdarzyło się, by triumfator pierwszych trzech rund nie został później mistrzem świata, a już dziewięć razy zmagania rozpoczynały się od równie imponującej passy późniejszego czempiona.

– Ale tamci triumfatorzy nie mieli Lewisa Hamiltona jako zespołowego partnera – zauważa Rosberg. – Dla mnie to w ogóle nie jest dobry omen. Wszystko może się jeszcze zdarzyć.

Jeśli do pojedynku dwóch kierowców Mercedesa wmieszają się jeszcze rywale z innych ekip, to czeka nas nie tylko najdłuższy sezon w historii, ale też najbardziej emocjonujący od ładnych kilku lat.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA