fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Francja: Jedenastka gotowa do meczu

To były piękne dni: rok 1998, Francja mistrzem świata. Od lewej: Laurent Blanc, Jacques Chirac, Didier Deschamps i Michel Platini.
AFP
W niedzielę pierwsza tura wyborów prezydenckich. Sportowcy mają powody, by się nimi interesować.

Jeżeli wygrałby kandydat lewicy, najbogatsi musieliby płacić 90-procentowy podatek. Na szczęście jego szanse nie są oceniane najwyżej, a kandydatów jest tylu, ilu liczy drużyna piłkarska – 11. Jak zauważył w dzienniku „L'Equipe" specjalista od zarządzania sportem Arnaud Saurois z Uniwersytetu w Poitiers, grają systemem 5-3-3.

Pięciu z nich kompletnie nie interesuje się sportem, troje dosyć pobieżnie, a trzech w miarę. Do tej ostatniej grupy należą dwaj kandydaci z wielkimi szansami na starcie w drugiej turze – François Fillon i Emmanuel Macron. Być może wzięli lekcję od poprzedników, dla których sport (szczególnie piłka nożna), był ważnym elementem politycznej strategii.

Kulturystyka mózgu

W 1998 roku, kiedy Francuzi zdobywali u siebie mistrzostwo świata w piłce nożnej, ówczesny prezydent Jacques Chirac był obecny prawie na każdym meczu. Ubrany w reprezentacyjną koszulkę z numerem 23 po rozstrzygających spotkaniach wchodził do szatni drużyny, gratulując kolejnych zwycięstw. Słynna jest scena, w której Chirac całuje w łysą głowę bramkarza Fabiena Bartheza, tak jak to po spektakularnych interwencjach czynił obrońca Laurent Blanc.

Chirac nie robił tego wyłącznie z politycznego wyrachowania. Interesował się sportem i futbolem, w przeszłości chciał zostać prezesem Paris Saint-Germain. Szybko dostrzegł, że na zainteresowaniu futbolem może dużo zyskać. O ile przed mundialem w sondażach otrzymywał 49 procent poparcia, o tyle w lipcu, kiedy kończyły się mistrzostwa, wskaźnik ten wzrósł do 59 procent, a miesiąc później, kiedy Francja wciąż znajdowała się w euforii, osiągnął rekordowe 62 procent.

Następca Chiraka Nicolas Sarkozy po fatalnych dla Francuzów mistrzostwach świata w 2010 roku zakończonych skandalem, aby wyjaśnić sprawę strajku w drużynie, wezwał do Pałacu Elizejskiego kapitana drużyny Thierry'ego Henry.

François Hollande skrytykował reprezentację po Euro 2012 roku, zarzucając jej piłkarzom gwiazdorstwo, brak wykształcenia, obnoszenie się z bogactwem. Niedawno wielkie poruszenie i dyskusję wywołało jego stwierdzenie użyte w książce „Prezydent nie powinien tego mówić", że piłkarze powinni odbyć... „kulturystykę mózgu".

Sarkozy, który przegrał batalię o start w obecnych wyborach z Alainem Juppe (kibicem Bordeaux) i Fillonem, to zapalony kibic PSG. Lobbował za przyjściem Katarczyków do Paryża. W przerwie rewanżowego meczu z Barceloną w 1/8 finału Ligi Mistrzów po bramce Edinsona Cavaniego ochroniarze na Camp Nou musieli go wyprowadzić, bo zbyt ekspresyjnie wyrażał swoją radość.

Hollande nawet w czasie prezydentury chodził na mecze trzecioligowego, a dziś drugoligowego Red Star Paris, klubu, który założył Jules Rimet, twórca piłkarskich mistrzostw świata.

Fillon grał z McQueenem

W życiu i programach obecnych kandydatów sport nie jest tak wszechobecny jak u Hollande'a, Sarkozy'ego czy Chiraca. Większość – poza dwójką z radykalnej lewicy – opowiada się za kandydaturą Paryża do organizacji igrzysk olimpijskich w 2024 roku i akceptuje poparcie państwa dla tej mocno lansowanej we Francji inicjatywy.

Związki ze sportem polityków, którzy ubiegają się o najważniejszy urząd we Francji, są incydentalne. Najwięcej ma ich François Fillon, który lubi przede wszystkim dyscypliny motorowe. Kiedy był premierem za kadencji Sarkozy'ego, pracował nad tym, by wznowić wyścigi Formuły 1 o Grand Prix Francji w Magny-Cours. Wielokrotnie oglądał wyścigi 24-godzinne w Le Mans, a w 1971 roku był statystą w filmie z udziałem Steve'a McQueena „Le Mans". – Nie można mnie zobaczyć, ale uwierzcie mi, byłem tam – opowiadał w „Paris Match". Jego brat jest członkiem automobilklubu, który organizuje tę legendarną imprezę.

Fillon ma duszę kibica, ale działania innych kandydatów na stadionach lub w ich pobliżu wynikają bardziej z chęci przypodobania się wyborcom albo politycznych obowiązków niż prawdziwego zainteresowania.

Żółta koszulka Macrona

Emmanuel Macron jako minister w rządzie Manuela Vallsa wziął udział w ceremonii dekoracji po jednym z górskich etapów Tour de France. Akurat wtedy żółtą koszulkę zdobywał Christopher Froome. Teraz nawiązuje do tego zdarzenia: – Założył żółtą koszulkę i już jej nie oddał. Trzeba chronić żółtą koszulkę, kiedy już się ją ma – powiedział niedawno Macron, lider sondaży przedwyborczych.

Marine Le Pen z Frontu Narodowego mniej się angażuje „sportowo" niż podczas wyborów regionalnych. Wtedy bywała na meczach RC Lens, co wprawiło w konsternację kibiców tej drużyny.

Niedawno była na Korsyce. Zapowiedziała, że – jeśli wygra wybory – w dniu 5 maja nie będą się we Francji odbywać mecze piłkarskie w hołdzie ofiarom katastrofy na stadionie Bastii w 1992 roku, w której zginęło 18 osób, a ponad 2 tys. zostało rannych.

W swoim programie wyborczym, jak na nacjonalistkę przystało, Le Pen postuluje, by w małych klubach zatrudniać niemal wyłącznie Francuzów, ale też ściśle przestrzegać zasady laickości i neutralności światopoglądowej. W odróżnieniu od bardziej radykalnego ojca nic nie wspomina o piłkarskiej reprezentacji Francji. Założyciel Frontu Narodowego nie identyfikował się z biało-czarno-śniadą drużyną.

Najbardziej zadziwiają pomysły Jean-Luca Melenchona, socjalisty z partii Niepokornej Francji. Uważa on, że największym złem we współczesnym sporcie są pieniądze. Dlatego chce, by sportowcy, którzy zarabiają ponad 400 tys. euro rocznie, płacili 90-procentowy podatek.

Przebija w tym Hollande'a, który podpisał ustawę nakładającą 75-procentowy podatek na sportowców z milionem euro rocznej pensji. Melenchon chce również, by w reprezentacji grali jedynie ci, którzy płacą podatki we Francji.

Riposta Cantony

Sportowcy nie wypowiadają się gremialnie o zbliżających się wyborach, jak to się działo w 2002 roku, kiedy do drugiej tury przeszedł Jean-Marie Le Pen. Wtedy protestowali m.in. piłkarze Zinedine Zidane, Lilian Thuram, Patrick Vieira, popierając Jacques'a Chiraca.

Eric Cantona, były zawodnik Auxerre, Manchesteru United, wyrzucony kiedyś z reprezentacji Francji, obecnie mający program w Eurosporcie, wykorzystał okazję, by dopiec Fillonowi. Niewyjaśniona sprawa z zatrudnieniem żony boleśnie odciska się na kampanii kandydata republikanów.

Fillon w jej trakcie powiedział, że wypadałoby przerywać mecze, w czasie których wygwizdywana jest Marsylianka. „François Fillon zasugerował, że trzeba anulować mecz, jeśli ludzie nie okazują szacunku dla hymnu. Sugeruję, żebyśmy anulowali wybory, jeśli kandydaci nie respektują zasad moralnych i etycznych" - ripostował Cantona.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA