fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Kolarstwo: Enrico Gasparotto wygrał klasyk Amstel Gold Race

AFP
Włoch Enrico Gasparotto wygrał klasyk Amstel Gold Race. Michał Kwiatkowski wycofał się w końcowej fazie rywalizacji.

W ubiegłym roku polski kolarz wygrał wyścig rozgrywany na krętych i pagórkowatych drogach Limburgii. Było to jego pierwsze zwycięstwo w koszulce mistrza świata w wielkim klasyku i drugie oprócz jazdy na czas w prologu Paryż–Nicea w poprzednim sezonie. Kwiatkowski potwierdził wtedy w Holandii umiejętność mistrzowskiego rozgrywania wyścigów jednodniowych.

Przed tegoroczną edycją był faworytem. Drużyna Sky wyznaczyła mu rolę lidera, a wszystkie lokalne media wymieniały go jako możliwego zwycięzcę jednym tchem z miejscową gwiazdą Tomem Dumoulinem, belgijskim idolem – trzykrotnym zwycięzcą wyścigu – Philippe'em Gilbertem oraz Australijczykami Michaelem Mathewsem i Simonem Gerransem.

W decydującym momencie, kiedy raz za razem trzeba było w morderczym tempie pokonywać kolejne niewielkie, ale wykluczające wszelką słabość organizmu pagórki, 25-letni torunianin zszedł z roweru. To niezwyczajne zachowanie dla tego walecznego zawodnika, ale w tym wypadku zdrowy rozsądek zwyciężył z ambicją.

Za metą Kwiatkowski tłumaczył, że deszcz i zimno w pierwszej fazie wyścigu dały mu się tak mocno we znaki, że bardzo zmarzł na rowerze i dalsza jazda była pozbawiona sensu. Wolał zachować siły na kolejny wielki klasyk Liege–Bastogne–Liege (24 kwietnia), niż trwonić je na ciężką końcówkę Amstel, wiedząc, że nic tym razem w Limburgii nie zdziała.

Nie dali rady także faworyci. Niespodziewanie ograł ich włoski weteran z drugiej ligi (grupa Wanty) Enrico Gasparotto. Na finiszu wyprzedził on młodszego o dziesięć lat Duńczyka Michaela Valgrena. Najlepszy z Polaków Michał Gołaś, który wcześniej pracował dla Kwiatkowskiego, był 72. Kolarze z CCC Polkowice wypadli jeszcze słabiej. Wciąż uczą się kolarstwa na najwyższym poziomie.

W holenderskim wyścigu mimo trudnych warunków atmosferycznych obyło się bez kraks, tak częstych w klasykach rozgrywanych na wąskich drogach. W tym roku doszło już do jednego wypadku śmiertelnego. Antoine Demoite zginął potrącony przez motocykl podczas wyścigu Gent–Wevelgem. Międzynarodowa Federacja Kolarska (UCI) ma z tym wielki problem. Planuje zaostrzyć kryteria doboru motocyklistów jadących w kolumnie wyścigów i ograniczyć akredytacje dla jeżdżących motocyklami dziennikarzy.

Na razie UCI zabroniła stosowania w rowerach hamulców tarczowych. Podczas ostatniej edycji Paryż–Roubaix dwaj uczestniczący w kraksie kolarze, Francisco Ventoso i Nikolas Maes, upadli na rowery zawodników z tego typu hamulcami. Urządzenie zadziałało jak piła tarczowa, rozcinając do kości skórę pechowców.

Ventoso wystosował list do władz UCI, załączając makabryczne zdjęcia z wypadku. „Co by się stało, gdyby hamulec rozciął tętnicę szyjną albo udową?" – pytał retorycznie. Federacja natychmiast podjęła jedyną możliwą w takich okolicznościach decyzję. Hamulce zagrażające zdrowiu i życiu kolarzy zostały zakazane.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA