fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Może być pilotem

Dawid Kubacki – 28 lat, dwa medale mistrzostw świata i olimpijski brąz. Wszystko w drużynie
DPA
Było ośmiu polskich skoczków narciarskich, którzy wygrywali konkursy Pucharu Świata. W niedzielę w Predazzo przybył dziewiąty – Dawid Kubacki.

Chłopak od małego miał skrzydła. I te symboliczne, jakie w sportowych opowieściach zwykle dokleja się skoczkom, i takie z kartonu i sznurka.

Dziś mówi, że obiema pasjami, skokową i modelarską, zaraził się jednocześnie. Można więc najpierw pisać o pierwszych modelach ze styropianu, o pracowni w piwnicy domu w Szaflarach, o tym, jak powoli dochodził do modeli sterowanych radiem, z elektrycznymi lub spalinowymi silnikami. Albo o trzymetrowych szybowcach, które też buduje. Model auta również ma.

Dawid Kubacki każde zajęcie traktuje serio. Kto wie, jak bardzo serio, spyta: – Który byłeś w klasie F3C? Albo F3N? Odpowie, że już raz wygrał. F3 to kategoria modeli sterowanych, klasa F3C to są śmigłowcowe figury statyczne, klasa F3N – jazda freestyle'owa z muzyką. Dawid bywa też sędzią. W Aeroklubie Nowotarskim jest ze swymi helikopterami często, na zawody skokowe czasem bierze srebrną walizeczkę.

Zrobi też licencję pilota szybowcowego. Tylko musi mieć czas. Wiosną ubiegłego roku w Rybniku dzięki stacji TVN poczuł emocje z mistrzem Polski w akrobacji samolotowej Arturem Kielakiem. Trzymał przez chwilę stery. Już wie, że może być pilotem.

Skrzydła skoczka doprawił mu przypadek. W marcu 1996 roku, kilka dni po szóstych urodzinach małego Dawida, Adam Małysz wygrał na wzgórzu Holmenkollen swój pierwszy konkurs PŚ. Tego Kubacki nie pamięta. Pamięta natomiast, że wcześniej oglądał skoki w telewizji i mu się podobały.

Są dwie wersje dalszego ciągu – bardziej popularna, rozpowszechniana przez rodziców, że na domowym ekranie telewizyjnym pofrunął kiedyś Kazuyoshi Funaki i zrobił to tak pięknie, że chłopak zażądał, w trybie bardzo kategorycznym, dowiezienia na skocznię. Przez znajomych udało się dotrzeć do trenera.

Wersja druga mówi, że mały Dawid był na nartach z rodzicami i zbudował na stoku mały próg, by poskakać. Obok stał trener Zbigniew Klimowski, zobaczył, podszedł i wziął pod opiekę.

Mama skłonna jest przyznać, że obie wersje są prawdziwe – junior lubił narty, cała rodzina też trochę jeździła i był pomysł, by syna zapisać do alpejczyków, ale skoro Funaki tak go zachwycił, wyszły skoki.

Zimny autobus

W tamtych czasach kluby gasły. W Nowym Targu też. LKS Kowaniec, z trzema małymi skoczniami, od K25 do K50, właśnie zakończył działalność, więc trzeba było pojechać do Zakopanego, a właściwie do LKS Ząb, tam, gdzie parę miesięcy wcześniej u Klimowskiego pojawił się Kamil Stoch.

Początek jest zawsze taki sam: zjazdy spod progu na nartach skokowych. Dopiero potem na górę, na rozbieg. U Dawida – po tygodniu oswajania zeskoku. Pierwszy skok: z połowy rozbiegu, odległość szacowana: 3 metry.

Ciąg dalszy to mozół znany też z innych życiorysów: zimny autobus, treningi kilka razy w tygodniu pod okiem Stefana Ciapały i Józefa Jarząbka, szkoła. Czasem skromne zawody. Dokumentacja rodzinna mówi, że pierwsze były w 1998 roku. Dawid zajął trzecie miejsce. Normalna droga młodego skoczka w tamtych czasach to Liga Szkolna, cykl pod szyldem McDonalda, mistrzostwa Makroregionu Małopolska, Ogólnopolskie Spotkania Uczniowskich Klubów Sportowych, Minipuchar Beskidów. Pierwszy wyjazd zagraniczny – do Czech. Frekwencja marna. Nagrody: czasem egzotyczny owoc, czasem kalkulator.

W reprezentacji pojawił się w 2005 roku, ale start w Pucharze FIS nie był jakiś wyjątkowy. Jak wiele następnych. Dziś wiadomo, że najważniejsza w karierze Kubackiego była cierpliwość. I odwaga. Nie zniechęcił się nawet w 2007 roku, gdy był przedskoczkiem podczas PŚ w Zakopanem i oglądał z góry fatalny upadek Czecha Jana Mazocha.

Karierę Dawida Kubackiego można dzielić na dwa etapy: przed i przy Stefanie Horngacherze. Najpierw po prostu piął się powoli w górę, do Pucharu Kontynentalnego, Letniej GP, wreszcie Pucharu Świata. Znalazł się w reprezentacji jako solidne wsparcie drużyny (dostał brąz MŚ w Val di Fiemme 2013). Przeżył za Łukasza Kruczka spadek z kadry A do B, co dziś wspomina jako nauczkę.

Od chwili objęcia kadry przez Horngachera rozkwitł. Podczas MŚ w Lahti (2017) był dwa razy ósmy, w złocie drużyny miał wybitny udział. Drużynowy brąz na igrzyskach w Pjongczangu i w MŚ w lotach (2018) to także m.in. jego zasługa. Wcześniej poleciał po zwycięstwo w Letniej Grand Prix (2017), po dziewiąte miejsce w poprzednim PŚ, teraz po czwarte w 67. Turnieju Czterech Skoczni. Wreszcie, po 169 konkursach pucharowych, sięgnął po sukces w Predazzo.

Wychował się w zwykłej rodzinie, mama Małgorzata, tata Edward, młodsza siostra Dagmara. Jak na prawie 29-letniego skoczka raczej opóźnia się założeniem własnej, choć wiadomo, że od lat ma dziewczynę, właściwie już narzeczoną. Nie opowiada o Marcie wiele, lecz media społecznościowe dyskretne nie są.

Instagram streszcza ich historię w paru obrazkach: 5 listopada 2015 roku – para czule spogląda na siebie, 9 lipca 2017 roku są razem na weselu rodzinnym, parę dni później pod skocznią w Wiśle-Malince; 11 lutego 2018 roku trzymają się za ręce pod palmami na Fuerteventurze (zdjęcie czarno-białe), wreszcie 19 sierpnia 2018 roku widać dłoń damską z pierścionkiem na palcu serdecznym na tle samolotowego okna.

„Mustaf"

Samolot leciał z Egiptu, pani Marta napisała: „Miał sprzedać za wielbłąda, ale nie wyszło". Potem tagi: #futurehusband #futurewife #togetherandever. I prawie wszystko wiadomo, tylko informacja o dacie ślubu nie wyciekła.

W kwestii wykształcenia Dawid Kubacki to klasyczna historia: podstawówka i gimnazjum w Nowym Targu, liceum w Zakopanem, uczelnia – AWF w Katowicach. Studia na razie ustępują skokom, ale przyjdzie czas na dyplom.

Koledzy mówią na Kubackiego „Mustaf", co brzmi egzotycznie, choć pochodzenie przezwiska nie ma żadnego mądrego uzasadnienia. Cała historia sprowadza się do tego, że ktoś kiedyś rzucił, ktoś sobie przypomniał i zostało. Były inne propozycje, ale nie przetrwały. „Mustaf", o dziwo, tak.

Dlatego założona w 2016 roku w Szaflarach firma nosi nazwę Dawid Kubacki MUSTAF. Gdy skończy karierę, chce ją rozwinąć, ale to nie będzie szybko.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA