fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Wielka gra o władzę nad sportem

Witold Bańka, szef WADA: Amerykański rząd ma do odegrania ważną rolę w walce o czysty sport i mam nadzieję, że będziemy współpracować
Rzeczpospolita/ Piotr Guzik
Amerykanie żądają reform i grożą rezygnacją ze współfinansowania Światowej Agencji Antydopingowej (WADA). Szykują też przepisy, dzięki którym zostaną żandarmem świata w walce z nielegalnym wspomaganiem.

Prezes Amerykańskiej Agencji Antydopingowej (USADA) Travis Tygart zaatakował polskiego szefa WADA Witolda Bańkę tego samego dnia, kiedy Andrzej Duda uśmiechał się do zdjęć z Donaldem Trumpem.

– Zmiany we władzach agencji to jak wymienianie krzeseł na Titanicu. Widzieliście, ile było pozytywnych kontroli po igrzyskach olimpijskich w Londynie i jak wielu Rosjan zostało uprawnionych do występu w Rio. My za osiem lat organizujemy igrzyska w Los Angeles i nie chcemy, aby były brudne – grzmiał Tygart na łamach francuskiej „L’Equipe”.

Nie atakował na ślepo, dostał do ręki oręż. To raport prezydenckiego biura do spraw krajowej polityki kontroli leków (ONDCP), który otrzymali członkowie amerykańskiego Kongresu.

Jego autorzy sugerują, że Stany Zjednoczone muszą poważnie zastanowić się nad współfinansowaniem WADA. – Podatnicy powinni zobaczyć zwrot swoich pieniędzy w postaci czystego sportu, opartego na fair play, z efektywnie zarządzanym systemem antydopingowym – czytamy w raporcie, do którego dotarli dziennikarze „Washington Post”.

Stawka jest spora, USA tylko w tym roku wpłacą do 37-milionowego budżetu WADA 2,7 mln dolarów. Jeśli spróbują się z ustaleń wycofać, ich zobowiązania spadną na barki innych państw regionu.

Funkcjonowanie WADA kraje członkowskie i Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) finansują w taki sposób, że ten drugi wyrównuje wkład tych pierwszych. Tak wysokiej składki jak Amerykanie nie płaci nikt, choć w liczbach bezwzględnych rok temu hojniejsi byli Kanadyjczycy (2,86 mln), którzy – oprócz przepisowej wpłaty – dołożyli się także do działań dodatkowych.

Walka o wpływy

Amerykanie uważają, że taki model uzależnia agencję od organizacji sportowych, choć zarówno w 12-osobowym Komitecie Wykonawczym, jak i w w 38-osobowej Radzie Założycielskiej miejsca między przedstawicieli rządów i ruchu olimpijskiego podzielono po równo.

Większość federacji ma siedzibę na terenie Szwajcarii, przez co – według ONDCP – ton działalności WADA nadają Europejczycy, choć faktycznie w radzie są w mniejszości (osiemnastu). Amerykanie chcieliby także mocniejszej obecności sportowców we władzach organizacji. Dziś byłych i obecnych zawodników jest w radzie jedenastu.

Problemów twórcy raportu widzą więcej. ONDCP zwraca uwagę, że choć Amerykanie płacą najwyższą składkę, to mają tylko jednego przedstawiciela w radzie i żadnego w komitecie, gdzie region reprezentuje Andrea Sotomayor z Ekwadoru.

WADA odpowiada, że USA we wszystkich ciałach organizacji ma jedenastu przedstawicieli, czyli więcej niż jakikolwiek inny kraj. Amerykanin przez siedem z ostatnich czternastu lat był ponadto w komitecie, a w radzie rodak Tygarta ma miejsce nieprzerwanie od 1999 roku.

Spokój Bańki

Raport krytykuje nie tylko organizację, ale też zarządzanie najgłośniejszymi sprawami dopingowymi ostatnich lat. WADA miała przede wszystkim zbyt delikatnie potraktować Rosjan, którzy zorganizowali państwowy system wspierania dopingu i zostali skazani na czteroletnie wykluczenie z największych imprez sportowych.

– Zobaczcie też, co dzieje się w podnoszeniu ciężarów, gdzie prezes federacji Tamas Ajan sprzeniewierzył 10,5 mln dol. i ukrył 40 spraw dopingowych, a kiedy został złapany, odszedł na emeryturę i teraz pewnie pije koktajl na plaży – irytuje się Tygart. – Raport zawiera przytłaczające, ale sprawiedliwe zarzuty. WADA zawiodła w misji obrony czystego sportu. To ostatni dzwonek dla MKOl i odpowiednich władz – mówi Tygart w „L’Equipe”.

Amerykanie biją w WADA jak w bęben, ale Witold Bańka zachowuje spokój. Agencja opublikowała w piątek 46-stronicowy dokument, w którym odnosi się do zarzutów, wskazuje wprowadzające w błąd informacje i nieścisłości zawarte w raporcie, opisuje system finansowania swojej działalności, reguły obsady stanowisk oraz relacjonuje przebieg postępowania ws. rosyjskich dopingowiczów.

– Amerykański rząd ma do odegrania ważną rolę w walce o czysty sport i liczę, że będziemy w tej kwestii współpracować – nie kryje Bańka.

Osądzić oszustów

Niewykluczone zresztą, że raport ONDCP to nie tyle apel o zmiany, ile raczej polityczna gra i przygotowanie gruntu pod ucieczkę USADA spod skrzydeł światowego systemu dopingowego.

Ma w tym pomóc nowe prawo, tzw. akt Rodczenkowa – swoją nazwę zawdzięcza byłemu dyrektorowi rosyjskiego laboratorium antydopingowego, który uciekł do USA i opowiedział, jak jego kraj przed igrzyskami w Soczi stworzył system dopingowy – które zostało już zaakceptowane przez Izbę Reprezentantów i trafiło do Senatu.

Nowe przepisy rozszerzą jurysdykcję amerykańskich śledczych i pozwolą im ścigać dopingowiczów także poza terenem USA. Wystarczy, aby zawody z udziałem oszusta współfinansował amerykański sponsor lub aby wystąpił w nich sportowiec z USA. Kary są surowe – do miliona dolarów grzywny i dziewięciu lat więzienia.

– Nowe przepisy pozwolą śledczym robić to, z czym WADA nie radzi sobie od dekad – mówi prawnik Rodczenkowa Jim Walden. – Musimy mieć możliwość osądzenia oszustów zawsze, kiedy amerykańscy sportowcy lub sponsorzy mogą być ich ofiarami.

– Zobaczcie na bezkarnego Ajana czy na Grazielę Elenę Vajialę z rumuńskiego laboratorium antydopingowego, która niedawno dostała awans, choć jej organizacja ukrywała pozytywne wyniki kontroli. Właśnie w takich przypadkach ma pomóc akt Rodczenkowa. Wiadomo, że ekstradycja nie zawsze jest możliwa, ale dzięki nowym przepisom będziemy mogli także współpracować z władzami innych krajów i wspólnie zbierać dowody – dodaje Tygart.

WADA i MKOl do projektu podchodzą z rezerwą. Popierają zawarte w nim przepisy ułatwiające wymianę informacji między krajowymi agencjami oraz ochronę sygnalistów, nie akceptują natomiast tak szerokiej jurysdykcji, jaką chcą sobie przypisać Amerykanie.

Jeden wyjątek może spowodować lawinę bliźniaczych ustaw w innych krajach, a cały zastęp samozwańczych żandarmów to ostatnie, czego światowy system antydopingowy dziś potrzebuje – takie wydaje się stanowisko WADA i można śmiało założyć, że zarówno MKOl, jak i wiele krajów amerykańskiej superjurysdykcji nie poprze.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA