fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Siatkówka

Stephane Antiga: Obecny Puchar Świata jest bez sensu

Fotorzepa, Marian Zubrzycki
Francuski trener polskich mistrzów świata z roku 2014 Stephane Antiga o absurdach siatkarskiego kalendarza.

Siatkarze grali w Lidze Narodów, turnieju kwalifikacyjnym do igrzysk, mistrzostwach Europy i dwa dni po nich zaczęli Puchar Świata w Japonii. Ktoś oszalał?

Tak, to absurd, szczególnie teraz, kiedy Puchar Świata nie daje kwalifikacji olimpijskiej, rozgrywanie tego turnieju nie ma sensu. Co cztery lata taki kalendarz powtarza się jak refren w piosence. Miałem tę samą opinię jako zawodnik i teraz jako trener też podkreślam, że tego wszystkiego jest za dużo. Rok przed igrzyskami olimpijskimi, czyli najważniejszym turniejem rozgrywanym raz na cztery lata, zawodnikom funduje się bardzo ciężki sezon.

Puchar Świata: Porażka z Brazylią

Polacy przegrali w Hiroszimie po tie-breaku (25:19, 23:25, 19:25, 25:16, 11:15) i praktycznie stracili szanse na zdobycie trofeum. By stało się inaczej, drużyna Vitala Heynena musiałaby pokonać Kanadę (poniedziałek, 5.30) i Iran (wtorek, 5.30), a Brazylijczycy przegrać z Japonią i Włochami.


– Jestem rozczarowany. Nie naszą grą, ale wynikiem. Uważam, że w tym momencie jesteśmy na tym samym poziomie co Brazylia. To dobra lekcja przed igrzyskami w Tokio – mówił przed kamerami TVP Sport trener Polaków. Jeszcze przed meczem z Brazylią z kolegami z reprezentacji pożegnał się Bartosz Kurek. Wyjazd był zaplanowany. Poleciał do Włoch, by przygotowywać się ze swoim zespołem Vero Volley Monza do nowego sezonu.


Transmisje meczów Polaków w PŚ w TVP Sport i Polsacie Sport

Jak pan wspomina turniej o Puchar Świata jako zawodnik i jako selekcjoner reprezentacji Polski? To bardziej wysiłek fizyczny czy jednak mentalny?

Nie da się tego rozdzielić, po takim turnieju jesteś wyczerpany fizycznie i psychicznie. Cztery lata temu pojechaliśmy z reprezentacją Polski do Japonii też niemal prosto z mistrzostw Europy. Jak można w takiej sytuacji zaprezentować się z dobrej strony? Przecież trzeba przelecieć pół świata, poradzić sobie z różnicą czasu i niemal z marszu wejść na boisko, a nie ma czasu na odpoczynek i regenerację albo treningi. Siatkarze ryzykują kontuzje, sztab kadry też dostaje w kość.

Vital Heynen część kadry wysłał do Japonii wcześniej.

Polacy i tak są w dobrej sytuacji, bo jest wielu zawodników do dyspozycji, których można wymieniać, niemal cały zespół. To olbrzymi plus dla kadry, że tak można robić, bo dodatkowo wielu siatkarzy zbiera doświadczenia, ale z drugiej strony kluby mają z tego powodu trudniej, bo z przygotowań do sezonu wypadają kolejni gracze. Jeśli dodamy do reprezentacji rozgrywki ligowe, to wszystkiego robi się za dużo. Trenerzy też mają problemy. Potrzebujemy wielu godzin analizy, więc śpimy po kilka godzin w czasie tych rozgrywek. To szalone.

To, że Vital Heynen może korzystać z tylu graczy, pokazuje siłę polskiej siatkówki?

Nie jestem zaskoczony, że jest tak wielu świetnych zawodników. Widzimy rozwój ligi, młodych i trochę starszych Polaków, którzy ciągle się pokazują. Gra w silnej lidze, przeciwko świetnych obcokrajowcom, trenowanie pod okiem dobrych fachowców – to wszystko sprzyja rozwojowi.

Sezon zaczyna się w czerwcu, kończy w październiku, by chronić zawodników, trzeba rezygnować z treningów?

Nie da się trenować non stop, dzień po dniu przez tak długi czas. Trzeba pozwalać na odpoczynek, dawać wolne dni, rozdzielać czas spędzony na parkiecie na całą drużynę. Teraz napięcie w czasie Pucharu Świata jest mniejsze, bo nie gra się o bilety do Tokio. To taka zabawa, tyle że w Japonii.

Co pan mówił do zawodników kadry, kiedy do rozegrania było 11 meczów w 15 dni?

Wiedzieliśmy, że trzeba sobie z tym poradzić, pogodzić z warunkami, jakie mamy, przyzwyczaić do porannych treningów i starać się możliwie efektywnie odpoczywać podczas podróży.

Wiele meczów w reprezentacji to też kłopot dla klubów. Jak przygotować zawodnika do wyczerpującego sezonu klubowego po wyczerpującym sezonie reprezentacyjnym?

Po tak długim graniu w kadrze zawodnikom brakuje przygotowania fizycznego, a już za chwilę zaczyna się granie w lidze. Najlepiej, jeśli terminarz ligi jest korzystny, a szeroka kadra w klubie pozwala z reprezentantami popracować. Najpierw jednak trzeba dać im tydzień wolnego, żeby się zregenerowali fizycznie i psychicznie. Przecież reprezentacja to nie tylko mecze, ale też obozy, wiele podróży, rozłąka z rodziną. Dlatego w pierwszej części sezonu trzeba pracować z dużymi obciążeniami, żeby kadrowicze byli gotowi na resztę rozgrywek. W przeciwnym razie przytrafią się kontuzje i słaba forma, to niemal nieuniknione. Jeśli w klubowej kadrze są zmiany, do tego dochodzi jeszcze zgranie się z nowymi kolegami, innym rozgrywającym, poznanie systemu. To wszystko trzeba robić jednocześnie.

W przyszłym roku będą igrzyska w Tokio. Czy przynajmniej tam zawodnicy dostaną szansę, by być w pełni sił i formy?

Z powodu systemu kwalifikacji do igrzysk zawodnicy występujący w reprezentacji są pod dużą presją przez niemal półtora roku. Ryzykujesz kontuzje, jesteś zmęczony, a to ma wielkie znaczenie. Moim marzeniem jako zawodnika reprezentacji Francji było zagranie w turnieju olimpijskim w Atenach w roku 2004. Przepustkę udało się wywalczyć w ostatniej chwili, podczas turnieju w Japonii. Martwiliśmy się, że nam się to nie uda, a zaraz potem zaczęliśmy przygotowania olimpijskie. Byliśmy wyczerpani. Sprawę komplikował jeszcze fakt, że było mniej czasu na treningi niż zazwyczaj, bo mistrzostwa świata lub Europy rozgrywamy we wrześniu, a igrzyska były w sierpniu. Najpierw walczysz o kwalifikację, a potem nie masz czasu, żeby się przygotować. To sytuacja, która powinna jak najszybciej się skończyć.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA