fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Mirosław Żukowski: Czego spodziewać się w sporcie w roku 2017?

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Po karnawale, jakim był w sporcie rok mijający, przyszły wydaje się postem.

Bez igrzysk, bez wielkiej piłki. Główną atrakcją są lekkoatletyczne mistrzostwa świata w Londynie, choć kto wie, czy w tym sporcie nie ciekawsze będzie to, co odkryją francuscy sędziowie śledczy w sprawie korupcji ekipy Lamine Diacka rządzącego lekkoatletyką przez ostatnie lata.

Zapamiętajcie państwo to nazwisko, choć jest trudne: Renaud Van Ruymbeke. Ten człowiek może być w przyszłym roku równie ważny dla sportu, jak był w roku mijającym profesor Richard McLaren, który przygwoździł rosyjski doping. To Van Ruymbeke prowadzi lekkoatletyczne śledztwo i zapowiada jego zakończenie przed mistrzostwami w Londynie. Będziemy więc mieli smutną powtórkę z rozrywki: przed Rio więcej niż o sporcie mówiło się o dopingu, a przed Londynem tematem będzie i doping, i korupcja.

Sport już od dawna nie miał tak wielkiego problemu jak rozliczenie z państwowym rosyjskim dopingiem. Trudno sobie wyobrazić wiarygodną walkę z tą plagą, jeśli Rosja i jej sportowcy, którzy zgodzili się na manipulacje przy swoich próbkach, nie poniosą surowych konsekwencji. Wiara w uczciwość antydopingowej walki zostałaby na długo podkopana, każdy z przyłapanych sportowców i lekarzy mógłby się uważać za nieostrożnego chałupnika w porównaniu z rosyjską przemysłową produkcją oszustów.

Międzynarodowy Komitet Olimpijski (MKOl) i jego szef Thomas Bach stają przed najpoważniejszym wyzwaniem od czasów zimnej wojny i bojkotów igrzysk w Moskwie (1980) i Los Angeles (1984). Przed Rio Bach zrobił unik, zepchnął odpowiedzialność za sankcje wobec Rosjan na międzynarodowe federacje sportowe, teraz już tak się zrobić nie da. Jeśli ponowne badania próbek rosyjskich olimpijczyków dadzą porażające wyniki (a na to się zanosi), trzeba będzie im nie tylko zabrać medale, ale także spojrzeć do przodu, a tu widać ciemność.

Gdy tylko ktoś w Rosji przyznaje się do winy, natychmiast jest uciszany i propagandowa machina wraca w utarte koleiny. Jedno trzeba przyznać: akcja rosyjskich hakerów, która miała zdyskredytować walkę z dopingiem na Zachodzie, rzeczywiście wykazała wiele patologii i absurdów (padł m.in. mit dopingowo nieskazitelnej kolarskiej grupy Sky), choć była to typowa sowiecka taktyka znana nam od dawna pod hasłem „a u was Murzynów biją".

Trudno dziś powiedzieć, czy Rosja wystartuje w igrzyskach zimowych w Pjongjangu, które są za nieco ponad rok. MKOl na razie unika jakichkolwiek deklaracji, badania próbek trwają. Podejrzani narciarze zostali tymczasowo zawieszeni, niektóre międzynarodowe imprezy przewidziane w Rosji zniknęły z kalendarza, ale ci, którzy marzą o ostrych antyrosyjskich sankcjach, z odebraniem piłkarskiego mundialu włącznie, satysfakcji raczej się nie doczekają.

Rosja jest jak potężny bank: za wielka, by upaść. Bez niej karty w sportowym biznesie trzeba by poukładać na nowo, a to poważne ryzyko.

Właśnie dlatego wiele wskazuje, że w przyszłym roku wciąż będziemy grali z oszustami.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA