fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Sport

Piechniczek? Zawsze warto

Stefan Szczepłek
Fotorzepa/ Waldemar Kompała
Dom Antoniego Piechniczka w sercu Chorzowa-Batorego przy ulicy Wrocławskiej pamiętał powstania śląskie. Cały wieczór spędziliśmy na wspomnieniach.

Przyszedł były piłkarz Ruchu Jurek Michajłow, rozmawialiśmy o Zrywie Chorzów, najlepszej drużynie juniorów w Polsce, w której Piechniczek i Michajłow grali z Janem Banasiem i Zygfrydem Szołtysikiem. O ich nauczycielu profesorze Józefie Murgocie. O kwadracie ulic Batorego, gdzie wychowało się wielu reprezentantów Polski. O Gerardzie Cieśliku. O kawiarence na stadionie Ruchu, prowadzonej przez piłkarza Józefa Bona i jego żonę, gdzie czuć było jeszcze ducha czasów Ernesta Wilimowskiego i Gerarda Wodarza. Antoni Piechniczek położył mnie w pokoju mamy, o której mówił „matula”.

Wstaliśmy o 6 rano, bo czekał nas ciężki dzień. Miałem przygotować reportaż o jednym dniu trenera reprezentacji, który w noc stanu wojennego dał radość całej Polsce, zdobywając trzecie miejsce na mundialu. Byliśmy w kopalni Mysłowice, potem w Zawierciu, na spotkaniu z młodzieżą, przygotowanym przez społecznika Witolda Grima, który dziś jest prezydentem tego miasta. Chyba jeszcze w Siemianowicach i w Śląskim OZPN. Wieczorem wróciłem do Warszawy.

I to jest podstawowa różnica między mną a Pawłem Czadą, autorem książki (wspólnie z Beatą Żurek) „Piechniczek. Tego nie wie nikt”. Rodowity Ślązak pisze o innym Ślązaku, czuje wszystko każdym nerwem i całym sercem. A ponieważ zna się i na piłce, i na pisaniu – tworzy fascynującą opowieść o chłopaku z Batorego, który stał się jedną z najpopularniejszych postaci polskiego futbolu i o szczególnych czasach, w jakich przyszło mu żyć.
Dziesiątki moich wyjazdów na Śląsk, setki rozmów, sporo przyjaźni, zażyłość z Antkiem i jego żoną Zytą to jest w porównaniu z wiedzą i doświadczeniami Pawła Czady (a może i Beaty Żurek – nie wiem, jak podzielili swoją pracę) niewiele. Bo ja wracam do Warszawy, a oni tam żyją. Dlatego stworzyli książkę wyjątkową.

Połknąłem ją za jednym zamachem. Niby wszystko wiedziałem, a jednak okazało się, że nie do końca, i nie mogłem się oderwać. To jest kawał historii polskiej piłki z jej najlepszych czasów. Piechniczek jest szczery, wiem, że już kilka osób się na niego obraziło, co tylko potwierdza, że nie jest człowiekiem nijakim, wie, co mówi i robi. Kiedy Polak odnosi sukces, musi się liczyć z nagonką innych Polaków.

Zapamiętałem niektóre wydarzenia inaczej niż Antoni, niektóre interpretuję inaczej niż autorzy, nie ze wszystkim się zgadzam, ale cieszę się, że powstała ta książka. Tym bardziej że pamiętam atmosferę wokół jej bohatera po objęciu funkcji selekcjonera przez Leo Beenhakkera. Zauroczeni Holendrem młodzi dziennikarze przeciwstawiali światłego Beenhakkera anachronicznemu Piechniczkowi, a przecież Piechniczek osiągnął na mundialach więcej niż Beenhakker. A gdyby urodził się w Holandii, być może zrobiłby większą karierę w Europie jako trener klubowy. Ale wtedy może nie zdobyłby z Polską medalu na mistrzostwach świata.

Paweł Czado, Beata Żurek, „Piechniczek. Tego nie wie nikt”. Wydawnictwo „Agora”.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA