fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Spór o Trybunał Konstytucyjny

Tomasz Pietryga: Cień Bismarcka nad Trybunałem

Fotorzepa/Jerzy Dudek
Jak dotąd kryzys związany z Trybunałem Konstytucyjnym można było traktować jako ostre, ale mieszczące się ciągle w normie tarcia w granicach systemu trójpodziału władzy.

Słabsza siostra w tym układzie: władza sądownicza, nagle zaczęła wyrastać w nim na równorzędną władzy ustawodawczej i wykonawczej, ku ich niezadowoleniu. Podnosiły, że trzecia władza nie ma aż tak silnej legitymacji demokratycznej, aby się z nimi równać. Jej mandat nie pochodzi przecież bezpośrednio z wyborów.

Oczywiście spór wywoływał gorące emocje, rodził oskarżenia o zamach na demokrację i państwo prawa. Więcej tu jednak było figur retorycznych rozpalonych komentatorów i polityków. Bo w istocie spór ciągle mieścił się w systemie.

Ostatnie wydarzenia: • niezastosowanie się przez TK do nowego trybu rozpatrywania spraw, który wprowadziła tzw. ustawa naprawcza PiS, i w konsekwencji jej uchylenie; • symetryczna do tego posunięcia reakcja władzy wykonawczej, która nie uznała orzeczenia TK, oświadczając, że nie opublikuje go w Dzienniku Ustaw; • deklaracje, że wyroki TK wydawane w starym trybie będą respektowane przez sądy, podobnie jak ten dotyczący tzw. ustawy naprawczej, mimo że nie zostały opublikowane w Dzienniku Ustaw, a sam TK będzie orzekał na podstawie starej procedury – wszystko to sprawia, że spór się zaostrza, co może być niebezpieczne dla państwa i jego systemu prawnego. Grozi nam narodzenie się i utrwalanie swoistego dualizmu prawnego, w którym wyroki i ich konsekwencje prawne będą uznawane przez część sądów, urzędów i instytucji, a przez inne nie. Chaos prawny, jaki z czasem może się wytworzyć, będzie trudny do opanowania przez całe lata. A dezorientacja prawna obywateli to najgroźniejsza konsekwencja eskalacji sporu, który można sprowadzić do symetrycznego nieuznawania decyzji konstytucyjnych władz.

Aby ta wizja się nie sprawdziła, działania kompromisowe trzeba podjąć szybko, inaczej konsekwencje sporu z łatwością rozleją się na inne obszary państwa.

Dziś konflikt można rozwiązać wyłącznie politycznie, przy zaangażowaniu się samego Trybunału. Problem polega jednak na tym, że nikt takiego kompromisu, w który wkalkulowane są ustępstwa, nie chce.

Prawo i Sprawiedliwość brnie w moim zdaniem utopijną wizję resetu władzy sądowniczej, której bez wyjścia poza system zresetować się nie da. W trakcie prowadzonego frontalnego ataku wykrwawia się, napotykając na swojej drodze bunkry, pułapki i zasieki, coraz bardziej utrudniające dojście do celu. Opinia Komisji Weneckiej jest tylko kolejnym tego przykładem.

Dla PiS jest to sytuacja wysoce niekorzystna. Spalana jest w ten sposób zupełnie nieefektywnie dobra energia nowej władzy i trwoniony polityczny kapitał – poparcie, jakie PiS otrzymał przed kilkoma miesiącami od wyborców. Zupełnie irracjonalnie partia nie zwraca uwagi na tak wysokie koszty.

Kompromisu nie chce również opozycja (PO i Nowoczesna), przyjmując pozę uciśnionych obrońców demokracji. Partie te żerują na konflikcie. W braku realnej alternatywy programowej konflikt związany z TK stał się dla nich jedynym paliwem do zdobywania politycznego kapitału (nie licząc obrony stadnin). Jednak taka strategia może się na dłużej okazać zawodna.

Uwikłany w spór jest w końcu sam Trybunał. Organ, którego ustrojową rolą jest bycie regulatorem w systemie demokratycznym, występujący jako arbiter, rozjemca, z dystansem, nad głowami walczących, zszedł na dół, stając się stroną tego konfliktu.

Napisanie zmian w ustawie o TK i aktywne uczestniczenie w pracach sejmowych nad projektem było niewybaczalnym błędem prof. Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa TK, i innych sędziów. Ten fakt doprowadził do otwarcia tego konfliktu. Brak autorefleksji i dalsze brnięcie w spór przedstawicieli TK jest jak drewno rzucone do już palącego się ogniska.

Nagle się okazało, że TK chce być nie tylko regulatorem, ale niekiedy również stroną, kreatorem wydarzeń na poziomie politycznym. Propozycja rozwiązań kompromisowych złożona dość nieoczekiwanie przez Rzeplińskiego doskonale to potwierdza.

Dziś w tym konflikcie ludziom Trybunału potrzebna jest wstrzemięźliwość. Ochocze i szybkie rozpatrywanie kolejnych skarg konstytucyjnych, które właśnie, wiedziona wyłącznie politycznym interesem, złożyła opozycja (chodzi o ustawy o prokuraturze, policji i mediach), byłoby sporym błędem. Trybunał tylko pogłębiłby silny podział i chaos prawny, którego narodzin jesteśmy świadkami. Nie trzeba mieć wielkiej wyobraźni, aby przewidzieć, co by się stało, gdyby ustawa o prokuraturze nagle została uznana za niekonstytucyjną. Mogłyby powstać dwie prokuratury. Jedna wierna PiS, druga opozycji. To się po prostu nie może wydarzyć.

Za dużo w tym sporze było emocji i ambicji motywowanych wyższymi względami. Czas uderzyć się w piersi i usiąść do stołu, porozmawiać o wyjściu z impasu. Wiem, że to idealistyczna wizja, ale po prostu innej drogi nie ma.

Chyba że chcemy, aby przepowiednia Bismarcka naprawdę się spełniła...

Zapraszam do lektury najnowszej „Rzeczy o Prawie".

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA