fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Za zwierzęta trzeba brać odpowiedzialność

Agata Kokocińska-Kusiak, etolog, zoopsycholog, trener psów z Instytutu Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN.
materiały prasowe
Agata Kokocińska-Kusiak, etolog, zoopsycholog, trener psów z Instytutu Genetyki i Hodowli Zwierząt PAN.

Rz: We Wrocławiu w ostatnich tygodniach ponad 30 kawiarni, restauracji, sklepów, hoteli itd. dołączyło do akcji „Pets Welcome". W tym mieście jest już ok. 300 miejsc przyjaznych zwierzętom.

Agata Kokocińska-Kusiak: Dla mnie, właścicielki psa, pomysł jest rewelacyjny, zwłaszcza że na początku, krótko po zabraniu psa ze schroniska, nie mogłam zostawiać go samego w domu. Gdy na próbę po raz pierwszy zostawiłam go samego na trzy–cztery minuty, po powrocie nie poznałam mieszkania. Zdążył zjeść framugę, rozerwać dwie poduszki i podrapać ścianę. U psów ze schroniska często występuje lęk separacyjny bądź – jak było w przypadku mojego czworonoga – olbrzymia frustracja, że ja wychodzę, a on nie. Dlatego też na początku, gdy chciałam coś załatwić na mieście, a w danym miejscu był zakaz wstępu dla psów, byłam uziemiona.

Jak postrzega pani akcję „Pets Welcome" – jako bardziej prospołeczną czy komercyjną?

Z jednej strony klienci spojrzą na te miejsca przyjaznym okiem, a z drugiej dzięki akcji będzie można połączyć przyjemne z pożytecznym, np. podczas spaceru z psem zrobić zakupy.

Nie powinniśmy jednak nadużywać tego przywileju, spacerując z psem po galerii, tylko traktować to jako rozwiązanie awaryjne. Mam też kilka zastrzeżeń w kwestii zabierania czworonogów do restauracji.

Jakie to zastrzeżenia?

Właściciel zabiera psa w miejsce publiczne na własną odpowiedzialność. Najpierw powinien swojego pupila odpowiednio wychować, aby w takich miejscach zachowywał się spokojnie, nie szczekał, nie denerwował się itd. Psa można tego nauczyć. Najlepiej, gdy mamy do czynienia ze szczenięciem, które nie skończyło 12 tygodni. Zabierając je wówczas w różne miejsca, jeżdżąc z nim tramwajem, autobusem, dbamy o jego socjalizację, szybko oswajając zwierzaka z nowym otoczeniem.

Mój pies również przeszedł przemianę. Obecnie w awaryjnych sytuacjach, gdy bardzo długo ma mnie nie być w domu, zabieram go ze sobą. Na przykład na wykłady. Jest nauczony, że musi być wtedy cicho, grzecznie leży na swoim kocu. Ewentualnie – jeżeli na to pozwolę – podchodzi do moich studentów i się z nimi bawi.

— rozmawiał Łukasz Lubański

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA