Społeczeństwo

Sondaż Ibris dla Rzeczpospolitej: spada poparcie dla PiS

Sobotni protest przed Sejmem przeciw zaostrzaniu przepisów antyaborcyjnych zgromadził według różnych szacunków 3–5 tys. osób. To znacznie mniej, niż przyszło na ostatnią demonstrację KOD.
Fotorzepa, Robert Gardziński
W środku sporu o przerywanie ciąży partia rządząca traci część poparcia. Mocno zyskuje Nowoczesna, konflikt uaktywnia uśpionych wyborców.

To jeszcze nie jest silna tendencja sondażowa. Spadek poparcia o 2 pkt proc. dla partii rządzącej w najnowszym sondażu IBRiS dla „Rzeczpospolitej" może być jednorazowym wypadkiem przy pracy. Ale towarzyszący mu wyraźny wzrost poparcia dla Nowoczesnej (5 pkt proc.) i minimalny dla partii Razem (1 pkt) uzupełniają obraz w sposób, który może niepokoić PiS.

Kto na tym traci

Wynoszący 7 pkt proc. wzrost liczby osób deklarujących udział w wyborach (z 50 do 57 proc.) może wskazywać, że spór o aborcję uaktywnia uśpiony elektorat. – Zmobilizowały się środowiska o poglądach lewicowych i liberalnych – komentuje prezes IBRiS Marcin Duma. Jego zdaniem jest jedno źródło takiej mobilizacji – ustawa zaostrzająca ustawę aborcyjną. – Dotychczas temat elektryzujący dla wąskich środowisk stał się motorem zmian w notowaniach – przekonuje.

PiS będzie trudno sprawę ustawy antyaborcyjnej rozgrywać medialnie: nie da się odbijać piłeczki, mówiąc, że sobotni protest pod Sejmem pod hasłem „Żarty się skończyły" czy zwoływany na poniedziałek strajk kobiet to wymysły Platformy Obywatelskiej. Świadczyć może o tym choćby reakcja manifestantów na przemówienie posłanki PO Joanny Muchy, które w sobotę przerywano okrzykami: „Gdzie byliście osiem lat?" i „Już za późno".

Marcin Duma wskazuje, że wyraźnie widać, kto na próbie zaostrzenia prawa może stracić.

– PO, która miała wykonać zwrot w prawo, ma problem – twierdzi Duma. – Problem ma także PSL, które zgodnie ze swoją tożsamością powinno grać w antyaborcyjnej drużynie PiS. Jeżeli konflikt wokół ustawy aborcyjnej nie zostanie wyciszony, to największymi przegranymi okażą się PO, PSL i PiS.

Jarosław Kaczyński wie o tym doskonale i pewnie dlatego senatorowie PiS przygotowują nowy projekt ustawy antyaborcyjnej, który ma wyeliminować możliwość usunięcia ciąży w przypadku nieodwracalnego uszkodzenia płodu, ale pozostawić taką możliwość, kiedy ciąża jest wynikiem przestępstwa lub zagraża życiu matki. Nie będzie też w projekcie mowy o karaniu kobiet – inaczej niż w przypadku projektu komitetu „Stop aborcji", który Sejm skierował do prac w komisjach.

Mleko się rozlało

Czy to osłabi protesty organizacji lewicowych, które rozlały się nawet poza Polskę i które ciążą na wizerunku partii Kaczyńskiego? Na to jest już raczej za późno. Mobilizacja (także na portalach społecznościowych) przed poniedziałkowym strajkiem kobiet integruje różne środowiska i pozwala na wyrażenie poglądów tym wszystkim, którzy są przeciwni zaostrzaniu prawa dotyczącego aborcji.

Ale elektorat centrowy, dla którego aborcja nie jest najistotniejszym tematem, może mieć inne zdanie. – PiS jest zróżnicowany, społeczeństwo o tym wie – wyjaśnia socjolog prof. Henryk Domański. – Sporo ważnych posłów PiS nie głosowało za odrzuceniem projektu liberalizacji w pierwszym czytaniu. Partia Jarosława Kaczyńskiego próbowała się zachować koniunkturalnie w tej sprawie.

Prof. Domański wskazuje, że posłom partii rządzącej chodziło raczej o to, żeby „zrobić na złość opozycji". – Do tej pory lawirowali w takich sprawach i to się nie zmieni – mówi socjolog. – To jeszcze nie jest porażka PiS. Może nią być dopiero powrót prezesa Kaczyńskiego na fotel premiera.

„Hańba" kontra „polityczna histeria"

Dlaczego w ogóle doszło do sytuacji, w której PiS może być obciążane odpowiedzialnością za to, że do komisji trafił wyłącznie projekt komitetu „Stop aborcji"? Dlatego że wbrew zapowiedziom to głosy posłów PiS zablokowały konkurencyjny, liberalny projekt obywatelski. I tego przeciwnicy zaostrzania ustawy PiS nigdy nie wybaczą.

– To był czarny dzień dla demokracji – mówiła podczas sobotniej manifestacji Barbara Nowacka z Inicjatywy Polskiej. – Zmielone zostało 250 tys. podpisów, które miały nam zapewnić bezpieczeństwo i zdrowie, to skandal i hańba, po trzykroć hańba. PiS na zwyczajnie oszukał.

Jak tłumaczą to posłowie partii rządzącej? – Nikt nie będzie sobie robił problemów z Kościołem we własnym okręgu wyborczym – mówi „Rzeczpospolitej" jeden z polityków partii Kaczyńskiego. – Cała ta histeria jest czysto polityczna, przecież wiadomo, że zakaz aborcji utknie w komisji.

Nie zmieni to jednak faktu, że już w środę w Parlamencie Europejskim odbędzie się następna debata na temat Polski – tym razem o przestrzeganiu w naszym kraju praw kobiet.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL