fbTrack

Społeczeństwo

Marsz w proteście przeciwko budowie linii wysokiego napięcia przejdzie przez Warszawę

Do tej pory protestujący blokowali drogi. Na zdjęciu protest na trasie katowickiej w miejscowości Oddział
PAP, Marcin Obara
Przeciwnicy budowy nad dachami swoich domów linii 400 kV tym razem zablokują stolicę.

Czarny Marsz Milczenia przejdzie w czwartek spod Ministerstwa Energii na warszawskim pl. Trzech Krzyży pod Kancelarię Premiera w Alejach Ujazdowskich. Zgodnie z nazwą protestu uczestnicy będą ubrani na czarno. Przeniosą 11 trumien, z których każda będzie symbolizowała jedną z gmin, nad którą ma przebiegać linia wysokiego napięcia, m.in. Jaktorów, Żabią Wolę i Tarczyn.

Mieszkańcy obawiają się, że kilkudziesięciometrowe słupy zniszczą krajobraz, a pole elektroenergetyczne będzie miało negatywny wpływ na zdrowie.

Linia ma połączyć Elektrownię Kozienice ze stacją elektroenergetyczną w podwarszawskim Ołtarzewie. Przeciw inwestycji mieszkańcy protestowali już kilkakrotnie, m.in. blokując drogi na Mazowszu. Tym razem po raz pierwszy pojawią się wątki polityczne.

– Na czele pochodu umieścimy transparent z niedawnymi słowami prezesa Kaczyńskiego „o wypaleniu gorącym żelazem tych w spółkach, którzy myślą tylko o sobie" – mówi Justyna Małecka ze Społecznej Grupy Koordynacyjnej „Kozienice-Ołtarzew". Jej zdaniem wokół przebiegu linii toczy się bowiem niejasna polityczna gra.

Na czym ma polegać? Przed wyborami do Sejmu w 2015 r. politycy PiS obiecywali mieszkańcom 11 gmin, że po ich zwycięstwie zostanie wybrany inny wariant przebiegu linii. Takie deklaracje składali m.in. obecny szef MSWiA Mariusz Błaszczak i poseł Jacek Sasin, który umieścił je nawet na billboardzie.

I rzeczywiście, kilka miesięcy po wygranej PiS zarząd Polskich Sieci Elektroenergetycznych (PSE) zmienił trasę przebiegu linii tak, by omijała protestujące gminy. Zgodnie z tym wariantem słupy stanęłyby wzdłuż drogi krajowej nr 50 i autostrady A2.

Na początku sierpnia PSE ogłosiły jednak powrót do poprzedniej koncepcji. Powód? Lucyna Roszyk z PSE Inwestycje wyjaśnia, że kierując się względami bezpieczeństwa, uznano, że „linia elektroenergetyczna nie powinna przebiegać wzdłuż dróg". – W sytuacjach ewentualnego zagrożenia miejsca koncentracji infrastruktury krytycznej mogą być szczególnie narażone na ingerencję – dodaje.

Problem w tym, że wcześniej wariant wzdłuż drogi i autostrady został wskazany w analizie specjalnej grupy, którą kierował były minister środowiska prof. Andrzej Kraszewski. Mieszkańcy zagrożonych terenów podejrzewają więc, że o powrocie do wcześniejszego wariantu zdecydowały nie argumenty merytoryczne, lecz polityczne.

Jakie? W czerwcu w Sejmie spotkała się Komisja do Spraw Energii, której szefem jest wpływowy poseł PiS Marek Suski. Mieszka na terenie Grójca, czyli gminy, która bardziej ucierpiałaby, gdyby zrealizowano wariant wzdłuż drogi i autostrady. Uczestnicy posiedzenia przypuścili ostry atak na zarząd PSE z powodu wyboru tego wariantu. – Do Sejmu zaproszono tylko przedstawicieli gmin leżących przy A2 i drodze 50. My nawet nie wiedzieliśmy o posiedzeniu – informuje Justyna Małecka.

Marek Suski mówi „Rzeczpospolitej", że nie naciskał na wybór wariantu korzystniejszego dla jego gminy. – Mieszkańcy terenów dotkniętych drugim wariantem nie zgłaszali chęci udziału w posiedzeniu. Nie jestem w stanie telepatycznie przewidzieć, kto jest zainteresowany – dodaje.

Jego zdaniem przebieg trasy może jeszcze się zmienić, a mieszkańcy 11 gmin nie wykluczają dalszych protestów. W dodatku politycy PiS, którzy wspierali ich przed wyborami, deklarują, że robią to nadal. Gdy poprosiliśmy o komentarz Mariusza Błaszczaka, jego współpracownik wysłał nam zbiór pism, które minister spraw wewnętrznych wystosował do PSE i urzędników odpowiedzialnych za energetykę.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL