fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

O. Narcyz Klimas: Golgota, Grób Pański…Jezus naprawdę tu był

Droga krzyżowa w Jerozolimie. Jej trasa tylko w przybliżeniu odpowiada tej, którą szedł Jezus
AFP
Gdy wyszedłem z grobu, zauważyła mnie jakaś dziewczyna. Podbiegła i pyta, czy dotykałem kamienia i czy myłem ręce. Mówię, że nie myłem. Złapała moje ręce i przyłożyła sobie do głowy. Błogosławiłem ją rękoma, które przed momentem dotykały kamienia, na którym leżał Jezus - mówi ojciec Narcyz Klimas, franciszkanin.

Plus Minus: Święty Jan, który był świadkiem śmierci Jezusa, o Jego pogrzebie napisał tak: „Na miejscu, gdzie Go ukrzyżowano, był ogród, w ogrodzie zaś nowy grób, w którym jeszcze nie złożono nikogo. Tam to więc, ze względu na żydowski dzień Przygotowania, złożono Jezusa, bo grób znajdował się w pobliżu". Dziś, kiedy jesteśmy w Jerozolimie, trudno uwierzyć w to, że ten grób znajdował się poza murami miasta. Skrywa go ogromna bazylika w centrum miasta, wokół tłumy ludzi...

Wielu nie może uwierzyć w to, że to rzeczywiście jest to miejsce, w którym Chrystus został pochowany i gdzie zmartwychwstał. Ale to nic nowego, ciągle bowiem znajduje się ktoś, kto kwestionuje autentyczność tego miejsca. Do dziś w Jerozolimie wskazano 34 możliwe lokalizacje Bożego Grobu. Przyjeżdżał ktoś, oglądał dane miejsce i stwierdzał, że nie, to nie tu. Wskazywał potem swoją lokalizację. Każdy mędrkował na swój sposób. Grób Pański lokalizowano raz z jednej, raz z drugiej strony Jerozolimy. W XIX w. brytyjski generał Charles Gordon znalazł poza obrębem miasta górę, która przypomina kształtem czaszkę. Wokół niej były jakieś groby. Uznał, że to jest miejsce ukrzyżowania i pochówku Chrystusa. Anglikanie i część protestantów przyjęli tę interpretację i tzw. Golgotę Gordona uważają za miejsce autentyczne.

Większość chrześcijan uważa jednak, że miejscem właściwym jest bazylika Grobu Pańskiego. Skąd ta pewność?

Z historii i późniejszych badań. Historia zna takie przypadki, że ktoś, kto usiłuje wymazać jakieś miejsce z pamięci i zatrzeć po nim ślady, przyczynia się do tego, że pamięć się utrwala. Tak było też w przypadku Grobu Pańskiego. W czasie drugiego powstania żydowskiego cesarz Hadrian podbił Jerozolimę i całkowicie odmienił miasto. Zmienił jego nazwę na Colonia Aelia Capitolina – obowiązywała ona do 325 roku. Likwiduje też wszystkie miejsca związane z religią chrześcijańską. W 135 roku na miejscu grobu Chrystusa powstaje pogańska bazylika. Ale wszyscy chrześcijanie, którzy tam mieszkali, doskonale wiedzieli, gdzie ta bazylika powstaje. Wiedzieli, gdzie Jezusa ukrzyżowano i pochowano, i przekazywali tę wiedzę kolejnym pokoleniom. Dlatego, gdy w IV wieku przyjechała tu Helena (późniejsza święta), matka cesarza Konstantyna, ludzie pokazali jej to miejsce. To wszystko było wypełnione potężnym nasypem, na którym stała świątynia pogańska. Zburzono ją, wydobyto ziemię, która zasypała grób i okazało się, że on tam jest. To jest potwierdzenie autentyczności tego miejsca.

Z przekazami ustnymi bywa tak, że z czasem obudowuje się je różnymi legendami. Mogło się zatem okazać, że św. Helenie pokazano niezbyt precyzyjną lokalizację.

Pierwsza bazylika Konstantyna stanęła na ruinach pogańskiej świątyni Hadriana. W znajdującej się w bazylice kaplicy św. Wardana lub Kirkora (Grzegorza po ormiańsku) archeolodzy odnaleźli ścianę (kamień należący do fundamentów bazyliki), która datowana jest na II wiek po Chrystusie. A na jednym z kamieni odkryto bardzo ciekawą rycinę. Jest to wykuta w skale mała łódka z żaglem i pod tym łaciński napis: „Domine ivimus", czyli „Panie, przychodzimy". To był typowy znak pielgrzymów zostawiany przez nich na pamiątkę tego, że byli w tym miejscu. Na przełomie II i III wieku, kiedy to wszystko było zasypane, na kamieniu pogańskiej świątyni wyryto ten napis, bo wiedziano, że tu był pochowany Chrystus. To chyba najbardziej charakterystyczne potwierdzenie, że to miejsce dobrze było utrwalone w pamięci.

Ojciec przyjechał do Jerozolimy w 1988 roku jako kleryk. Od początku był ojciec przekonany o autentyczności tego miejsca?

Raczej tak. Choć pamiętam, że gdy za pierwszym razem stanąłem na Golgocie, zadawałem sobie pytania, czy to na pewno tu. Tam jest szyba pancerna, przez którą widać skałę, w którą wbity był krzyż. Można się schylić, włożyć rękę i jej dotknąć. Zrobiłem to, ale moje pytania pozostawały bez odpowiedzi. Nurtowało mnie, czy to jest to miejsce.

Skąd te pytania? Czyż nie dlatego, że dziś jest to miejsce w centrum miasta?

Może trochę. Chociaż z historii wiedziałem, że w 44 roku Herod Agryppa dobudował nową dzielnicę w tej części miasta i otoczył ją murem. To tzw. drugi mur Jerozolimy. To jest zapisane m.in. u żydowskiego historyka Flawiusza. Mamy pewność, że włączono te tereny do miasta. We mnie była jakaś taka ludzka ciekawość. Pomyślałem, że warto byłoby zebrać wszystkie przekazy historyczne na temat Golgoty, badania archeologiczne itp. Zgłosiłem się z tym pomysłem do znakomitego archeologa ojca Eugenia Alliata – dziś dyrektora Muzeum Archeologicznego Franciszkańskiego Studium Biblijnego w Jerozolimie. Uznał, że to ciekawe. Napisałem więc najpierw pracę magisterską o Golgocie, potem licencjat i doktorat w Rzymie. A potem rozszerzyłem moje badania na Grób Pański.

Wszystkie przekazy historyczne były zgodne, co do tego, że znajdował się w tym miejscu. Ale...

...brakowało ostatecznego potwierdzenia?

Trochę tak. W naszym archiwum w Jerozolimie mamy dokumenty dotyczące tego miejsca od 1335 roku. W 1555 roku odkryto grób Jezusa i od tamtego czasu mówi się, że tam jest ten kamień, bo kustosz franciszkański opisuje to całe wydarzenie. Natomiast przy okazji mnisi greccy oskarżyli franciszkanów o zabranie tego kamienia na relikwie i przewiezienie do Europy. Że to nieprawda, zostało potwierdzone przez muzułmańskiego emira Jerozolimy, który stwierdził naocznie, że kamień nadal się tam znajdował! Ale pogłoska, o której mówił mi kilka razy jeden z moich współbraci – Rosjanin pracujący w archiwum – że kamień został zabrany z grobu, przewieziony do Europy i pocięty na relikwie, krąży wśród prawosławnych. Ta legenda jest w niektórych środowiskach żywa do dziś.

Nie można było tego potwierdzić, bo właściwy kamień przykrywa marmurowa płyta?

Tak. W 2016 roku w kaplicy Grobu Pańskiego rozpoczął się remont. Bazylika jest w fatalnym stanie technicznym. Według obowiązującego tu status quo zarządzają nią trzy wspólnoty: ormiańska, prawosławna grecka i katolicka. Nie można się było dogadać co do remontu. W końcu rząd izraelski zagroził, że zamknie bazylikę, bo jest zbyt duże ryzyko dla pielgrzymów.

Uznano, że przy okazji remontu trzeba będzie ściągnąć marmurową płytę i zobaczyć, co jest pod nią. Prosiliśmy też, by ściągnięto nie tylko płytę górną, ale też tę z frontonu. Są bowiem różne opisy średniowieczne, że w kamieniu były trzy otwory, by można było włożyć rękę i dotknąć grobu. Chcieliśmy to zobaczyć i potwierdzić autentyczność tych opisów. Zgodzono się jednak na zdjęcie płyty wierzchniej.

Był ojciec przy tym?

Oczywiście. Ściągnięto płytę i naszym oczom ukazał się piach zmieszany ze żwirem.

Szok, bo kamienia nie ma?

Osobiście poczułem ogromy zawód, ból. Nie ma kamienia. Rzeczywiście został wykradziony. Ale następnego dnia rankiem do archiwum przybiegł jeden z braci i krzyczał od progu, bym szedł do grobu, bo znaleźli kamień. Natychmiast się zerwałem i ruszyłem do bazyliki.

Niczym apostołowie do pustego grobu.

Zawsze jak wspominam tamten dzień, staje mi przed oczami ta scena z ewangelii. Wchodzę do środka i patrzę: kamień jest. Nikt go nie ukradł. Widać wyraźnie miejsce, gdzie leżała głowa, widać rowki, rowek którymi miały odpływać z ciała płyny. Ściągnąłem medalik z szyi i razem z różańcem tam położyłem. To jest najcenniejsza relikwia, jaką mam. Miałem jeszcze małą kamerkę i to nagrałem. Zdjęcia zrobiłem. Pamiętam jeszcze jedną scenę. W czasie remontu ludzie nie mogli wchodzić do środka. Tylko duchowni. Gdy wyszedłem z grobu, zauważyła mnie jakaś dziewczyna. Podbiegła i pyta, czy dotykałem kamienia i czy myłem ręce. Mówię, że nie myłem. Złapała moje ręce i przyłożyła sobie do głowy. Błogosławiłem ją rękoma, które przed momentem dotykały kamienia, na którym leżał Jezus...

Dlaczego nie zobaczyliście tego kamienia od razu?

Jego obudowa wykonana jest z marmuru. W 1555 roku wierzchnią płytę przerysowano, by nie ukradli jej Turcy. Pustą przestrzeń między właściwym kamieniem a tą marmurową płytą wypełniono żwirem z piachem, by się nie złamała. Stąd tego kamienia nie widzieliśmy.

Ten kamień jest jedynym świadkiem śmierci i zmartwychwstania Jezusa?

Ten i skała na Golgocie.

Pytam, bo na świecie mamy mnóstwo relikwii krzyża i gdyby zebrać je w jedną całość, to dałoby się zbudować żaglowiec.

Albo zasadzić spory las (śmiech). Dlatego trzeba odróżnić autentyczne relikwie od tych, które są jako takie podawane!

Gwoździ, którymi Jezus był przybity do krzyża, jest ponad 30. Mamy całun turyński, chustę z Manopello, chustę z Oviedo, w Rzymie chustę św. Weroniki. Ich autentyczność ciągle jest podważana. Tutaj jest ojciec przekonany, że to autentyk.

Mam absolutną pewność. Chociaż czekam na coś jeszcze. Pewien człowiek, który w 1984 roku brał udział w pracach na Golgocie, gdy instalowano tam pancerną szybę, o której mówiłem, przypadkiem wygadał się przede mną, że pobrano wówczas próbki do badań. Skały, prochu i znalezionych tam śladów krwi. Nie wiem, czy takie same próbki były pobierane z grobu. Ale gdyby tak było, to na pewno przeprowadzano badania zgodności. I byłaby rzecz niesamowita, gdyby się okazało, że te próbki się zgadzają. Nikt o tym oficjalnie na razie nic nie mówi.

Jest jeszcze jedno. W 1555 roku ówczesny kustosz franciszkański zapisał, że gdy zdjęto płytę znad kamienia, zaczął się z niego wydobywać piękny, słodkawy zapach. Na kamieniu leżał kawałek drewna z krzyża. Przy kontakcie z powietrzem płótno się rozpadło. Krzyż pozostał. Umieszczono go w relikwiarzu, który jest dziś przechowywany w Bożym Grobie. Trzy razy w roku jest wyjmowany: w Wielki Piątek, święta znalezienia i Podwyższenia Krzyża Świętego. Zbierając to wszystko razem w jedną całość, nie mam wątpliwości.

Wspomniał ojciec o obowiązującym w bazylice status quo. Jak ono teraz działa?

To jest prawo, które zostało narzucone w 1852 roku. Przez wieki opiekunami miejsc świętych w Ziemi Świętej byli franciszkanie, ale prawo do tego uzurpowali sobie też prawosławni Grecy. Franciszkanów wspierały potęgi europejskie. Ale po rewolucji Francja nie miała w tym wielkiego interesu, Królestwo Włoskie dopiero się jednoczyło, Anglia protestancka, Niemcy rozbite. Prawosławni z pomocą sułtana i przy wsparciu imperium rosyjskiego powoli siłą i pieniędzmi zaczęli wypierać inne wspólnoty chrześcijańskie. W 1852 roku Francja i Anglia wreszcie się sprzeciwiły. Sułtan znalazł się pod naciskiem Rosji oraz Zachodu, postanowił skończyć kłótnie i zdecydował, że na zawsze ma zostać tak jak jest. To prawo nigdzie nie jest zapisane. Jest spamiętane. Niektórymi miejscami opiekujemy się my, innymi Ormianie, innymi prawosławni Grecy. Remonty możemy robić tylko w naszych miejscach, a we wspólnych musimy się dogadać. Stąd też problem z remontem kaplicy Bożego Grobu. To jest najbardziej absurdalne prawo na świecie i najbardziej trwałe. Przeminął sułtan, potem byli Brytyjczycy, jest państwo izraelskie, a nie zmieniło się nic. Nie wolno nic ruszyć.

A sama kaplica grobu?

Jest wspólna, choć większość praw mają prawosławni, ale nie mogą nic zmienić bez zgody pozostałych dwóch wspólnot – Ormian i katolików. W praktyce wygląda to tak, że prawosławni Grecy lub Rosjanie mogą celebrować swoje uroczystości codziennie od godz. 0.30 do 2 w nocy, potem sprawują swoją liturgię Ormianie aż do 4.30. O tej godzinie wchodzimy my, katolicy, i odprawiamy cztery msze co pół godziny. O 8.15 rano przejmują prawosławni na cały dzień, aż do późnego wieczora. Niestety, musimy to akceptować. Teraz na szczęście dogadano się co do remontu.

On cały czas trwa.

To prawda. Teraz jest w planie remont posadzki i kanalizacji, która sprawia nam dużo kłopotów. Jest szansa, że podczas remontu posadzki dojdziemy do grobu od spodu i zobaczymy, czy ów kamień jest cięty, czy jest litą skałą. I być może uda się rozwiać wszelkie wątpliwości.

Zanim Chrystusa ukrzyżowano i złożono w grobie, był proces i Droga Krzyżowa. Ta droga, którą dziś podążają pielgrzymi, to ta sama, którą szedł Jezus?

Nie. Możemy wskazać tylko pewien kierunek. Wiadomo, że miasto było burzone, odbudowywane. Wiemy mniej więcej, gdzie była twierdza Antonia, w której mógł przebywać Piłat, by móc nadzorować bezpośrednio Świątynię Pańską podczas świąt żydowskich, gdyby wybuchła jakaś rebelia. Ale niektórzy badacze twierdzą, że mógł w tym czasie przebywać w pałacu Heroda. A ten znajduje się z drugiej strony miasta. To też jest możliwe, ale twierdza Antonia była zaraz obok świątyni, dzięki czemu Piłat mógł zatem z tarasu obserwować, co dzieje się na placu świątynnym. W pałacu Heroda takiej możliwości nie było.

Ale gdyby proces odbywał się w pałacu Heroda, Jezus miałby do przejścia tylko 350 metrów.

Poza tym szedłby w dół. Bardziej zatem prawdopodobna jest twierdza Antonia, czyli tam, gdzie drogę dziś rozpoczynamy. Poza tym tradycja nabożeństwa drogi krzyżowej powstała w XV wieku. Na początku były tylko cztery stacje, potem dodano kolejne. Jest kręta, między budynkami, dostosowana do warunków, by można było przejść. Siódma stacja może być autentyczna. Tam przeprowadzono badania archeologiczne i okazało się, że była tam brama. Być może tamtędy Chrystus wyszedł poza obręb miasta. Niedaleko Bożego Grobu, w miejscu, gdzie stoi dziś kościół protestancki, są wykopaliska i widać tam dawne mury Jerozolimy. To jest ok. 50 metrów od grobu. A tradycja mówi, że ludzi można było grzebać właśnie w takiej odległości od murów. Zatem znów mamy jakieś potwierdzenie autentyczności pochówku Chrystusa.

W IV wieku do Jerozolimy przyjechała wspomniana już matka Konstantyna, św. Helena, i znalazła schody z pałacu Piłata, które zabrała do Rzymu.

Są w kościele na Lateranie, ale w tym przypadku nie możemy mówić o autentyku. „Scala Santa" rzeczywiście są schodami, które pochodziły z jakiegoś rzymskiego pałacu w Jerozolimie, ale na pewno nie z pałacu Piłata. W czym tkwi problem? Skryba, który przepisywał księgi, pomylił się i przekręcił nazwę. Zamiast „scala palati", czyli „schody pałacowe", zapisał „scala pilati" i wyszły cuda. Uznano je za schody z pałacu Piłata. To tylko tradycja, choć z pewnością schody są swego rodzaju relikwią z Ziemi Świętej.

Teraz w tym rzymskim kościele trwa remont i schody, które podobnie jak kamień z grobu Chrystusa są osłonięte marmurem, będzie można zobaczyć. Wróćmy jednak do Jerozolimy. Wieczernik jest autentyczny?

Sam budynek nie pochodzi z czasów Chrystusa, ale ze średniowiecza. Postawiono go jednak na fundamentach pierwotnego Wieczernika. Są tam napisy z czasów pierwszych chrześcijan, którzy tam przebywali aż do VI wieku do momentu, gdy zostali wyrzuceni przez wojska perskie.

Jerozolima i miejsca święte to całe ojca życie...

Studiowałem tu, prowadzę badania. Swoją pierwszą mszę odprawiłem w grobie Jezusa. Byłem tym tak przejęty, że po odmówieniu modlitwy po komunii zapomniałem o błogosławieństwie, a gdy mi o tym przypomniano, pobłogosławiłem lewą ręką (śmiech). Mam poczucie tego, że codziennie obcuję z miejscem uświęconym krwią Jezusa.

To uczucie towarzyszy ojcu zawsze?

Często tu przychodzę, nawet nie wchodząc do grobu, dotykam tylko muru i odchodzę. To mi wystarcza. Ja wiem, że tu był Chrystus.

O. Narcyz Klimas (ur. 1966) jest franciszkaninem, od 1988 roku pracuje w Kustodii Ziemi Świętej w Jerozolimie. Jest profesorem Studium Biblicum Franciscanum w Jerozolimie, a od 1998 roku także dyrektorem Archiwum Kustodii Ziemi Świętej. Autor książki „Autentyczność Bożego Grobu w Jerozolimie"

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA