fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Zarzuty przemocy seksualnej na UW

Uniwersytet Warszawski
Uniwersytet Warszawski
Shutterstock
Studentka Uniwersytetu Warszawskiego domaga się ukarania doktoranta, którego oskarża o gwałt.

Środowisko studenckie w Warszawie jest wzburzone sprawą zarzutów o przemoc seksualną, które pod adresem doktoranta Uniwersytetu Warszawskiego kierują studentki. Sprawa we wtorek trafiła do prokuratury. Jak poinformowała Prokuratura Okręgowa w Warszawie, zawiadomienie dotyczy przestępstwa z art. 197 § 1 k.k. – czyli gwałtu – i przestępstw narkotykowych.

W zeszłym tygodniu Studencki Komitet Antyfaszystowski (SKA) poinformował na Facebooku o gwałcie, którego miał się dopuścić na jednej ze studentek doktorant Wydziału Artes Liberales UW. Skrzywdzona zgłosiła się do studenckiej organizacji z prośbą o pomoc. „Kobieta dokładnie charakteryzowała brutalność nierespektującego odmowy doktoranta, prosząc, abyśmy nie dopuściły do jego kolejnych kontaktów ze studentkami, a zwłaszcza do prowadzenia przez niego zajęć i uczestnictwa w wyjazdach lub spotkaniach integracyjnych" – czytamy w oświadczeniu SKA.

Doktorant nie przyznaje się do zarzucanych mu czynów. W odpowiedzi na zarzut brutalności pisze: „... i nic mnie to nie obchodzi, co piszecie, bo taka sytuacja nie miała miejsca – wy****iście się na rzekomej brutalności, bo to kpina jest i fikcja literacka". Post wywołał lawinę komentarzy, w tym uczelni oraz serwisu OKO.press, którego wykładowca jest publicystą.

Główna specjalistka ds. równouprawnienia na UW oznajmiła: „Nie trafiło do nas oficjalne zgłoszenie gwałtu". Studentka jednak utrzymuje, że zgłaszała sprawę do władz uczelni już w lutym, czyli przed skontaktowaniem się z SKA. „UW wiedział o przestępstwach seksualnych Marcina K. Kobieta, która się do nas zgłosiła, rozmawiała z konsultantką ds. przemocy seksualnej" – pisze SKA.

Uniwersytet opublikował komunikat: „Sprawa opisywanego aktu przemocy, której miał dopuścić się jeden z doktorantów UW, nie została zgłoszona do władz uczelni, wydziału, rzeczniczki akademickiej (ombudsmana UW) ani głównej specjalistki ds. równouprawnienia na UW". Według studenckiej organizacji, która pozostaje w kontakcie z pokrzywdzoną kobietą, w oświadczeniu tym zawarte są kłamstwa i niedomówienia, które należy wyjaśnić.

Oficjalnie obec doktoranta władze uniwersytetu rozpoczęły jedynie postępowanie dotyczące obrotu „substancjami odurzającymi", którymi miał częstować ofiary. Nie będzie on w przyszłości prowadził zajęć na Wydziale Artes Liberales UW. OKO.press zadeklarowało zawieszenie współpracy do czasu wyjaśnienia sprawy.

Pokrzywdzona studentka skontaktowała się także z feministyczną aktywistką Mają Staśko. W ciągu kilku dni zgłosiły się do niej inne kobiety skrzywdzone przez doktoranta. „Nie mam siły liczyć osób, które piszą do mnie w sprawie Marcina K." – podkreśla Maja Staśko. SKA oskarża uczelnię o bagatelizowanie sprawy. Jednak w poniedziałek także uniwersytet zamieścił na FB komunikat, by wszystkie osoby, które doświadczyły jakiejkolwiek przemocy na uczelni, zgłosiły się osobiście do ombudsman UW.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA