fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Białoruś. Kara dla rodziców, kara dla dzieci

fot. shutterstock
Pod walec trwających od miesięcy represji trafiają niepokorne rodziny. Służby przeprowadzają rewizje i aresztują rodziców na oczach dzieci.

Wolha Załatar mieszka na przedmieściach Mińska w miejscowości Żdanowicze i jest matką pięciorga nieletnich dzieci. Najstarsza córka ma 17 lat, najmłodszy syn ukończył 4 lata. Od czwartku kobieta znajduje się w mińskim areszcie śledczym. Jej męża Siarheja zatrzymano w piątek i skazano na 10 dni aresztu.

Pretekstem była opozycyjna biało-czerwono-biała flaga, która miała wisieć w oknie ich prywatnego domu. Spoza ogrodzonej 2-metrowym płotem posesji nikt jej nie widział. Mimo to w czwartek około dziesięciu funkcjonariuszy MSW wywróciło dom małżeństwa do góry nogami, dzieci znalazły się pod opieką dziadków.

W poniedziałek MSW wydało oświadczenie, że 38-letnia kobieta została aresztowana „za aktywną działalność protestacyjną". Zarzuca się jej, że organizowała wieczorami „picie herbaty" z mieszkańcami osiedla, podczas którego „wywieszano symbole protestów". Obrońcy praw człowieka alarmują zaś, że sprawa jest o wiele poważniejsza i kobieta w poniedziałek została oskarżona o „nawoływanie do działań godzących w bezpieczeństwo narodowe Białorusi", za co grozi nawet pięć lat więzienia. Ale na tym koszmar rodziny się nie kończy.

MSW zarzuca jej, że „wielodzietna matka ostatnio zajmowała się przeważnie polityką". – Kompetentne organy ocenią wykonanie przez małżeństwo obowiązków rodzicielskich – oświadczyła stołeczna milicja.

Niezależne białoruskie media przypominają, że Wolha Załatar była niezależnym obserwatorem podczas sfałszowanych wyborów prezydenckich 9 sierpnia. Potem zgłosiła się jako wolontariuszka i pomagała aresztowanym przebywającym w mińskim areszcie przy ulicy Akreścina, gdzie bito i torturowano uczestników protestów.

Podobny los spotkał wiele rodzin na Białorusi. Na początku stycznia „Rzeczpospolita" opisywała historię rodziny Szarendów z Brześcia. Aresztowano ojca dwójki nieletnich dzieci, w międzyczasie przeprowadzono rewizję i aresztowano ich matkę.

Rodzina od lat jest znana w białoruskim ruchu demokratycznym. Palina Szarenda jest oskarżana o „stawianie oporu" funkcjonariuszom milicji, grozi jej kilka lat łagrów. Parę tygodni temu przymusowo została przewieziona z Brześcia do podmińskiego szpitala psychiatrycznego w Nowinkach „na ekspertyzę psychiatryczną".

– To zemsta służb, presja psychologiczna. Bo nie przyznaje się do winy i nie chce „współpracować ze śledztwem". Co ciekawe, z Brześcia do Mińska (340 kilometrów – red.) wieziono ją aż dziewięć dni. Po drodze była w kilku aresztach śledczych: w Baranowiczach, Żodzinie i Mińsku. A to oznacza, że za każdym razem była rozbierana do naga, przeszukiwano jej rzeczy. Robią to celowo, by upokorzyć człowieka – mówi „Rzeczpospolitej" Andrej Szarenda. Przez swoje poglądy w ostatnich miesiącach kilkakrotnie doświadczył aresztów i zatrzymań, musiał też walczyć o dzieci.

– Wzywał mnie dyrektor szkoły, który wprost groził, że odbiorą nam dzieci. Wiem, że jedynie wykonuje rozkazy służb, a te z kolei naciskają. Powołano nawet specjalną komisję, która sprawdzała naszą sytuację materialną, warunki w naszym mieszkaniu. Sprawdzano nas pod kątem problemów alkoholowych czy narkotykowych, ale oczywiście nic takiego w przeszłości nie miało miejsca. W naszej obronie stanęli nauczyciele, ale i wielu mieszkańców Brześcia – opowiada.

Niemal codziennie na Białorusi zapadają wyroki polityczne, za kratami jest już kilkuset przeciwników reżimu Aleksandra Łukaszenki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
REKLAMA
REKLAMA