fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Chińskie radiowozy na ulicach Australii. "Żart"

AFP
Australijska policja prowadzi śledztwo w sprawie pojawienia się fałszywych chińskich radiowozów na ulicach Adelajdy i Perth, w czasie, gdy w Australii odbywały się wiece poparcia dla protestujących przeciwko chińskim władzom mieszkańców Honkongu. Właściciel jednego z tych "radiowozów" twierdzi, że jego pojawienie się na ulicy było "żartem".

Zdjęcia wykonane na terenie Australii Południowej pokazują wyglądający na policyjny samochód, na którym znajdują się napisy w języku chińskim, który zatrzymywał się w różnych miejscach w Adelajdzie.

Policja z Australii Południowej poinformowała australijskiego nadawcę ABC, że była świadoma, gdzie znajdował się samochód i monitorowała, czy nie miał on związku z naruszeniami prawa.

Również Policja z Australii Zachodniej potwierdziła, że otrzymywała doniesienia o samochodzie z chińskimi oznaczeniami.

"Policjanci Australii Zachodniej rozmawiali z kierowcą samochodu, który twierdził, że kupił oznaczenia w internecie. Umieścił je na samochodzie jako żart i po zwróceniu mu uwagi przez policjantów usunął oznaczenia z samochodu" - głosi komunikat.

Pojawienie się fałszywych radiowozów na ulicach australijskich miast zbiegło się w czasie z demonstracjami poparcia dla mieszkańców Hongkongu od 11 tygodni biorących udział w antyrządowych demonstracjach.

W niedzielę w Adelajdzie ok. 100 osób popierających mieszkańców Hongkongu starło się z prochińskimi aktywistami na terenie jednego z centrów handlowych w mieście (Adelaide's Rundle Mall).

Organizatorka wiecu poparcia dla mieszkańców Hongkongu twierdzi, że słyszała o doniesieniach na temat pojawienia się fałszywego radiowozu, ale nie wie, jakie były intencje jego właściciela.

- Uważam, że to wysoce niestosowne, zwłaszcza, gdy udaje się przedstawicieli zagranicznych sił policyjnych w zachodnim kraju - stwierdziła kobieta, występująca pod imieniem Charlotte (nie ujawniła nazwiska, ponieważ obawia się represji wobec jej rodziny w Hongkongu).

Charlotte twierdzi, że uczestnicy wieców poparcia dla Hongkongu otrzymują pogróżki w internecie. 

Premier Australii Południowej Steven Marshall nazwał całą sytuację "podejrzaną" i dodał, że policja prowadzi postępowanie w tej sprawie. - Oczywiście jest nielegalne podszywanie się pod policjantów, więc policja prowadzi postępowanie, czy w tym przypadku nie doszło do naruszenia prawa stanowego - dodał.

Parlamentarzystka Zielonych, Tammy Franks, domaga się zaostrzenia przepisów, które będą powstrzymywać obywateli Australii przed podszywaniem się pod cudzoziemską policję. Jej zdaniem obecnie zakazane jest podszywanie się wyłącznie pod australijskich policjantów.

Franks dodaje, że pojawienie się fałszywego radiowozu mogło działać zastraszająco na mieszkających w Australii Chińczyków, a także mieszkańców Hongkongu i Tajwanu.

Protesty w Hongkongu rozpoczęły się w związku z przygotowanymi przez władze przepisami, pozwalającymi na ekstradycję mieszkańców Hongkongu do Chin, gdzie mogliby być oni sądzeni przez podległe Komunistycznej Partii Chin sądy. Przepisy te uznano za cios w wolności zagwarantowane Hongkongowi w ramach zasady "jedno państwo, dwa systemy", na którą władze w Pekinie zgodziły się przed przekazaniem im kontroli nad Hongkongiem przez Wielką Brytanię w 1997 roku.

W związku z protestami władze zdecydowały się na zawieszenie kontrowersyjnych przepisów, ale nie uspokoiło to nastrojów w mieście. Protestujący domagają się całkowitego wycofania się z kontrowersyjnej ustawy, dymisji Carrie Lam i oczyszczenia z zarzutów osób zatrzymanych przez policję w trakcie protestów.

Źródło: abc.net.au
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA