fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Argentyna szuka okrętu: Królowa na dnie oceanu

Eliana Maria Krawczyk jest jednym z 44 członków załogi zaginionego okrętu i pierwszą oficer podwodniaczką w Ameryce Łacińskiej
afp
Jeśli okręt podwodny „San Juan” nie zostanie natychmiast odnaleziony, Eliana Krawczyk i 43 jej kolegów już nie powrócą na powierzchnię.

To jest operacja zupełnie bezprecedensowa. Obszar południowego Atlantyku o powierzchni ok. 450 tys. km kw. przeczesują statki i samoloty 12 krajów. Argentyńskiej marynarce pomagają nie tylko państwa Ameryki Łacińskiej, w tym Brazylia, Chile, Peru, Urugwaj, ale także Brytyjczycy, Niemcy, Francuzi. Dowództwo operacji zgodził się objąć razem ze zwierzchnikiem argentyńskiej marynarki wojennej Gabrielem Actisem amerykański komandor Michel Erbelein.

Zbudowany w 1985 r. okręt podwodny płynął z bazy wojennej w Ushuaia na południu kraju do Mar del Plata niedaleko Buenos Aires. W środę, 15 listopada, o 7.30 ostatni raz dał znak życia. Ratownicy przypuszczają, że jego instalacje zostały unieruchomione z powodu poważnej awarii systemu zasilania. To może tłumaczyć, dlaczego kapitan nie próbował wyjść na powierzchnię albo przynajmniej powiadomić o swojej lokalizacji.

Zdaniem Antonio Mozzarellego, emerytowanego argentyńskiego wiceadmirała cytowanego przez dziennik „La Nacion”, największym problemem jest brak tlenu – może go wystarczyć na nie więcej niż siedem dni. Załoga powinna natomiast mieć wystarczające zapasy żywności i wody. Do zniesienia powinna być także temperatura (ok. 4 stopni Celsjusza), w której przebywają marynarze. Wszystko pod warunkiem, że na pokładzie San Juan nie nastąpił poważny wypadek – eksplozja, pożar. Ratownicy przypuszczają, że okręt opadł na dno oceanu osiągającego w tym miejscu głębokość 700 m.

W poniedziałek ratownicy zarejestrowali siedem sygnałów w przeszukiwanej okolicy – niektóre trwające po kilka sekund, inne nawet pół minuty. Nadzieja, że chodzi o sygnały wysyłane przez załogę, okazały się jednak dzień później płonne: już wiadomo, że miały pochodzenie „biologiczne”.

Kilkuset marynarzy prowadzi akcję ratunkową 24 godziny na dobę w skrajnie trudnych warunkach: fale w tej części Oceanu Atlantyckiego dochodzą o tej porze roku do siedmiu–ośmiu metrów.

Twarzą tej tragedii w mediach już nie tylko Argentyny, lecz także całej Ameryki Łacińskiej, stała się 35-letnia Eliana Krawczyk, pierwsza kobieta na kontynencie, która nie tylko rozpoczęła służbę na okrętach podwodnych, ale też uzyskała tu stopień oficerski. Na pokładzie „San Juan” była odpowiedzialna za uzbrojenie. Choć od czasu, gdy w 2012 r. rozpoczęła służbę pod wodą, jej śladami poszło kilka innych Argentynek, a także Wenezuelki, na pokładzie poszukiwanego okrętu jest jedyną kobietą. Miejsca na tego typu jednostkach jest tak mało, że niewielką kajutę dzieliła z dwoma kolegami.

Przygoda Krawczyk z marynarką wojenną zaczęła się od tragedii – i oby się też tragedią nie skończyła. W 2003 r. 21-letnia wówczas dziewczyna straciła najpierw brata w wypadku samochodowym, a zaraz potem matkę, która chorowała na raka. Mieszkała wówczas w malutkiej miejscowości Obera w prowincji Misiones między Paragwajem i Brazylią, na północy kraju. Nigdy nie widziała morza, ale gdy dotarło do niej ogłoszenie o naborze do marynarki wojennej, postanowiła rzucić wszystko i zacząć nowe życie.

Dziadkowie Eliany przypłynęli do Argentyny z Polski w okresie międzywojennej emigracji. Należeli do wielkiej fali chłopskich przybyszów, skuszonych wsparciem władz w Buenos Aires: każdy otrzymał 25 hektarów dżungli, którą musiał jednak sam wykarczować. To nie było łatwe życie nie tylko z powodu tropikalnego klimatu, ale także jadowitych pająków i węży, chorób, izolacji.

– Latem zeszłego roku w Misiones natrafiłem na ślady osadników z naszego kraju: groby z polskimi nazwiskami, a nawet tekstem modlitw, nazwy polskich miejscowości, np. Wanda, czasem nawet polskie nazwy restauracji i ośrodków kulturalnych – mówi „Rzeczpospolitej” Michał Świetlik, konsul generalny RP w Buenos Aires.

– To, szczególnie w porównaniu z dzisiejszą Polską, region bardzo biedny, nowych przyjezdnych z naszego kraju nie ma. Dlatego kontakt z krajem ojczystym praktycznie został zerwany. Ci ludzie nie mówią już po polsku. Ich więzi z Polską ograniczają się do religii, kuchni, tańców i strojów ludowych – dodaje konsul Świetlik. Jego zdaniem w całym kraju do polskości wciąż przyznaje się 120 tys. osób.

Argentyńczycy poznają dziś tę, którą rodzice i znajomi nazywają od lat „la reina de los mares” (królowa mórz). Z opowieści o Elianie Krawczyk wyłania się postać zawsze uśmiechniętej dziewczyny, uprzejmiej, ale o niezwykle twardym charakterze. To był jej sposób na przetrwanie nawet w najgorszych warunkach. Przed ostatnim rejsem przygarnęła dwa szczeniaki: Floppy i Ramiro, które właściciele chcieli posłać na śmierć. A gdy w czasie niedawnych wakacji w Hiszpanii okradziono ją ze wszystkich dokumentów i kart kredytowych, niezwykle spokojnym głosem mówiła przez telefon ojcu, Eduardo Krawczykowi: „to, nic, wszystko można odtworzyć. Nie mogą tylko odżałować jednego: zdjęcia mamy”.

W wywiadzie dla argentyńskiego Radia La Red Eduardo, który ciężko choruje na serce, przyznaje, że do tej pory marynarka wojenna nie przekazała rodzinie żadnych informacji o losie „San Juan”. – To dobrze, po co rozbudzać fałszywe nadzieje. A zresztą brat Eliany, Roberto, jest ciężko chory na raka. Lepiej, żeby o niczym nie wiedział – wyznał starszy pan.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA