fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Polacy na Litwie. Coraz większy wpływ Rosji

Tu w połowie lat 90. mieściła się redakcja „Słowa Wileńskiego”. Wilno, ul. Wróblewskiego 4 (Vrublevskio g.)
J.H
Nie bez naszej winy tak wielu rodaków na Wileńszczyźnie jest pod wpływem mediów rosyjskich.

Jak wielu? Dużo, zdecydowanie za dużo. Nie ma na ten temat badań, ale szacunki moich polskich znajomych z Wilna są zatrważające, i to coraz bardziej. Jeszcze ponad rok temu słyszałem od nich, że około 60 procent litewskich Polaków czerpie wiedzę o świecie z rosyjskich telewizji i innych mediów wspierających politykę Władimira Putina. Teraz mówią już o 90 procentach.

Łatwo sobie wyobrazić, co pod wpływem takiej propagandy większość litewskich Polaków sądzi np. o aneksji Krymu i samozwańczych republikach ludowych na wschodzie Ukrainy. Nie jest już tak bardzo jasne, co sądzą o antypolskiej polityce historycznej Moskwy albo o wzmacnianiu wschodniej flanki NATO. 

 Można się pocieszać, że nie są tak konsekwentnie  proputinowscy. Polska partia Akcja Wyborcza Polaków na Litwie (od niedawna z drugim członem w nazwie – Związek Chrześcijańskich Rodzin) czci pamięć Armii Krajowej, ale czyni to w dziwny sposób. Zaczęła wynajdywać wspólne cele AK i Armii Czerwonej. „Przy wyzwoleniu Wilna zginęło około 500 żołnierzy Armii Krajowej i około 900 żołnierzy rosyjskich” – można przeczytać na stronie AWPL o tegorocznych obchodach zakończenia drugiej wojny światowej.

Na tej stronie nie udało mi się natomiast znaleźć żadnej krytyki polityki Putina. Pewnie dlatego, że AWPL walczy o wyborcze głosy mniejszości rosyjskiej. Można powiedzieć, że to wina zdominowanych przez nacjonalistów władz litewskich, które przez ćwierćwiecze ignorowały postulaty Polaków w sprawie oświaty, pisowni nazwisk i zwrotu ziemi. I nie rezygnują z 5-procentowego progu dla mniejszości, co zmusza polską partię do szukania niepolskiego elektoratu (co prawda Polaków na Litwie jest 7 procent, ale część z nich głosuje na partie litewskie; dopóki polskie ugrupowanie nie zyskało poparcia Rosjan, nigdy nie przekroczyło progu).

Wina leży też po stronie Polski. Litewscy Polacy oglądają telewizję rosyjską, bo nie mogą oglądać polskiej. W ogóle Polska już dawno przegrała walkę z Rosją o wpływ kulturalny na postradzieckim Wschodzie. Trudno dziś uwierzyć, że w czasach ZSRR wielu Litwinów uczyło się polskiego, by czytać polskie gazety i oglądać polską telewizję.

Teraz się okazuje, że Polacy na Litwie oglądają nie tylko rosyjskie programy estradowe i rosyjskie filmy, także karmią się rosyjską propagandą, niezgodną z interesami państwa polskiego. Polska wspiera polskie, niszowe media na Wileńszczyźnie, ale nie jest to wystarczająca odpowiedź. Część z nich zresztą nie słynie z sympatyzowania z polską racją stanu.

Takie refleksje naszły mnie po raz kolejny, gdy w zeszłym tygodniu byłem w litewskiej stolicy na spotkaniach wspomnieniowych o „Słowie Wileńskim”. Była to gazeta założona przez „Rzeczpospolitą”. Trochę niezręcznie mi o niej pisać, bo sam w niej pracowałem, ale kto inny to zrobi? Przez „Słowo” przewinęło się wielu przyszłych redaktorów, publicystów, przedstawicieli polskich elit na Litwie. Gazeta pokazywała problemy Polaków, broniła ich praw, ale jednocześnie informowała o sprawach ważnych dla całej Litwy i przedstawiała stanowisko Litwinów. Pretekstem do spotkania było wydanie książki pod redakcją Wandy Zajączkowskiej „Na początku było Słowo. »Słowo Wileńskie« 1994-1996”. Szkoda, że gazeta wychodziła tak krótko. Może gdyby trwała, nie trzeba by się teraz zastanawiać, czy pod wpływem rosyjskiej propagandy jest 60 czy 90 procent Polaków.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA