fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Społeczeństwo

Raport NIK: Odbierają dzieci, bo mało wiedzą o rodzinach z problemami

123RF
Ośrodki pomocy społecznej słabo wspierają rodziny z problemami, którym grozi odebranie dzieci. Idą na skróty i często oceniają sytuację rodziny tylko na podstawie dokumentów, a zdarza się, że nic o niej nie wiedzą – wynika z raportu NIK, który poznała „Rzeczpospolita”.

- Wskazujemy, że ośrodki powinny aktywniej wyszukiwać potrzebujących pomocy, zapewniać im szersze wsparcie ze strony asystentów, ponieważ rodzin z problemami przybywa – mówi „Rzeczpospolitej” Dominika Tarczyńska, rzeczniczka Najwyższej Izby Kontroli.

Jak niedawno pisała „Rzeczpospolita” liczba przypadków, w których pracownicy socjalni w trybie pilnym odbierają rodzicom dzieci radykalnie wzrosła. W zeszłym roku było ich 1359, czyli przeszło dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Spotkało to rodzinę Olejarzy z Podkarpacia, której sąd odebrał ośmioro dzieci w powodu biedy. Wróciły do domu po pół roku.

NIK potwierdza, że zamiast pracować z rodzinami urzędnicy zbyt łatwo sięgają po rozwiązanie, za którym kryją się dziecięce dramaty.

Izba sprawdziła jak ośrodki pomocy społecznej (OPS-y), czyli najważniejsze instytucje mające pomagać rodzinom w trudnej sytuacji wywiązują się z obowiązków. Wniosek? Praktyka kuleje, a w  skrajnych przypadkach – jak alarmuje Izba - dzieci zabierano z rodzin, o których OPS-y nawet nie wiedziały, że wymagają pomocy – tak było w sześciu gminach gdzie odebrano dzieci z 39 rodzin.

Rząd kilka dni temu przyjął projekt ustawy o zmianie kodeksu rodzinnego, który ukróci pochopne odbieranie dzieci z powodu panującego w rodzinie ubóstwa.

– Nie może być tak, że odebranie dziecka jest pierwszą decyzją państwa. Najpierw ma ono pomóc rodzinom – przekonywał niedawno wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki w „Rzeczpospolitej".

77 tys. dzieci poza rodziną

Z danych GUS wynika, że liczba dzieci umieszczanych w rodzinach zastępczych i domach dziecka wolno, ale systematycznie rośnie: z niespełna 70 tys. w 2005 r. do blisko 77 tys. w roku ubiegłym. 

- Dlatego tak ważne jest, by do rodzin dysfunkcyjnych dotrzeć na czas z pomocą i zapobiec sytuacjom, kiedy dzieci są odbierane i trafiają do pieczy zastępczej – zaznacza Tarczyńska.

Kontrola NIK objęła 18 ośrodków, a dzięki kwestionariuszom przepytano wszystkie – blisko 2,5 tys. OPS-ów w Polsce. Z raportu NIK wyłania się smutny obraz.

Według danych z ośrodków odsetek rodzin, którym w latach 2012-2014 odebrano dzieci i umieszczono w tzw. pieczy zastępczej w stosunku do wszystkich rodzin z problemami opiekuńczo-wychowawczymi będącymi pod opieką OPS-ów, wynosił średnio 4,5 proc. Jednak skala zjawiska w poszczególnych regionach znacznie się różniła. W kontrolowanych gminach odsetek rodzin którym odebrano dzieci wobec wszystkich rodzin z problemami wynosił od 1,4 proc. do aż 33,5 proc.

Analiza 341 losowo wybranych spraw dzieci odebranych wyrokiem sądu z rodzin biologicznych i umieszczonych w tzw. pieczy zastępczej jakiej dokonali kontrolerzy Izby wraz z rzecznikiem praw dziecka dostarczyła ciekawych spostrzeżeń.

Wynika z niej, że w większości dzieci zabierano rodzinom, w których jednocześnie występują różne problemy i kumuluje się wiele negatywnych zjawisk. Przyczynami odbierania dzieci w 62 proc. zbadanych spraw było uzależnienie jednego lub obojga rodziców od alkoholu czy narkotyków, w co czwartej sprawie - bezrobocie, a w co piątej - problemy zdrowotne. W 15 proc. rodzin gdzie zabrano dziecko problemem było ubóstwo, a w 11 proc. – przemoc.

„W grupie 341 spraw NIK nie napotkała ani jednego przypadku odbierania dzieci tylko i wyłącznie z powodu ubóstwa rodziców” – zaznacza NIK, ale zastrzega: to nie oznacza, że takie sytuacje nie występują.

Mała wiedza o rodzinach

Ośrodki pomocy społecznej nie zawsze potrafią dotrzeć do wszystkich rodzin które wymagają pomocy. Dlatego w niektórych gminach baza wiedzy o rodzinach z problemami była niekompletna, a części rodzin w ogóle nie objęto wsparciem. W 39 z sześciu gmin, dzieci zabrano z rodzin, które nie zostały wcześniej zidentyfikowane przez OPS-y jako potrzebujące pomocy.

„Główną przyczyną luk w informacjach o zapotrzebowaniu na socjalne i wychowawcze wsparcie na danym terenie jest mała aktywność pracowników socjalnych” – czytamy w raporcie NIK.

W ponad połowie zbadanych placówek ustalanie rodzin niewydolnych opierało się głównie na analizie wniosków o pomoc materialną. W uproszczeniu: rodzina, która zgłaszała się po zasiłek, narażała się na etykietę rodziny niewydolnej.

- W efekcie często pomoc otrzymywali więc tylko ci, którzy sami zgłosili się do ośrodków – twierdzą kontrolerzy.

Spośród 1,5 tys. nowych rodzin w badanych przez NIK gminach, które miały problemy z wypełnianiem funkcji opiekuńczo-wychowawczych, ponad połowę rodzin rozpoznano dzięki złożonym przez nie wnioskom o pomoc. W jednej czwartej przypadków – dzięki wywiadom  środowiskowym pracownika socjalnego, a w co dziesiątym - w związku z procedurą „Niebieskiej Karty”. Na podobną bierność OPS-ów – jak zaznaczają kontrolerzy - wskazują także wyniki wcześniejszej kontroli Izby na Podkarpaciu.

„Aktywne wyszukiwanie rodzin dysfunkcyjnych było rzadkością. Samodzielnie próbowali do nich dotrzeć pracownicy jednej trzeciej zbadanych ośrodków” – zaznacza NIK. Sięgali po kampanie informacyjne o świadczonym przez ośrodki wsparciu, na lokalnych imprezach rozdawali ulotki jak i gdzie szukać pomocy.

Asystentów jak na lekarstwo

Rodzinom co do których pracownicy socjalni mieli wiedzę, że potrzebują wsparcia, ośrodki pomocy społecznej udzielały go prawidłowo i stosownie do potrzeb. Jednak zdaniem kontrolerów, pomoc byłaby skuteczniejsza,  gdyby częściej sięgano np. po asystentów rodziny.

Asystenci nawiązują z rodzinami bliski kontakt, przekazują dobre wzorce i pomagają rozwiązywać codzienne problemy, tak by po zakończeniu współpracy rodzina potrafiła radzić sobie sama.

Dzięki pracy asystentów - jak wynika z poprzednich kontroli NIK – mniej dzieci trafia do domów  dziecka i rodzin zastępczych.

Jednak okazuje się, że dotkliwie brakuje asystentów, głównie z powodów finansowych. W MOPS w Wałbrzychu w latach 2013-2015 planowano zatrudnić 37 asystentów, ale ostatecznie przyjęto tylko 14.

Liczba asystentów rośnie, ale wolno. W 2012 r. ich pomocą objęto 15 proc., a w 2014 r. prawie 30 proc. rodzin z problemami. Wciąż za mało. W większości badanych gmin tworzyły się kolejki rodzin oczekujących na pomoc asystentów. Z ich braku rodziny często przejmowali pracownicy socjalni, ale obłożeni lawiną spraw nie mogli wystarczająco udzielić rodzinom wsparcia. Np. w MOPS w Szczytnie zdarzało się, że podopiecznych odwiedzano średnio co sześć tygodni, a na jednego pracownika socjalnego przypadało prawie sto rodzin.

NIK wytyka więcej mankamentów: sześć ośrodków nie miało np. świetlic środowiskowych, gdzie potrzebujące dzieci mogłyby np. zjeść obiad i mieć opiekę.

Jak pomóc rodzinom?

By je wspierać i zapobiegać odbieraniu dzieci, ośrodki pomocy społecznej muszą skuteczniej docierać do potrzebujących. NIK podpowiada, by w gminach zbudować system identyfikowania rodzin dysfunkcyjnych, oparty na informacjach od wielu instytucji.

„Chodzi o stworzenie sieci placówek np. społecznych, oświatowych, kościelnych, zdrowotnych, które będą zobligowane do przekazywania do ośrodków pomocy społecznej informacji o niepokojących zjawiskach i zdarzeniach dotyczących dzieci” – podsumowuje NIK.

W samych ośrodkach należałoby lepiej zorganizować pracę – wykorzystywać wywiad rodzinny, kontrakt socjalny, placówki dziennego wsparcia i częściej rodzinom przydzielać asystentów.

Źródło: rp.pl
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA