fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Ochrona VIP w Polsce jak Secret Service

Fotorzepa, Przemek Wierzchowski
Funkcjonariusze z ochrony osobistej najważniejszych osób w państwie będą wymieniani co pół roku.

Wzorem amerykańskiego Secret Service, MSWiA chce wprowadzić nowy model pracy w Służbie Ochrony Państwa – oficerowie pracujący w ochronie bezpośredniej premiera czy prezydenta będą poddawani obowiązkowej rotacji. Zmiana ma zwiększyć dystans między osobą ochranianą a ochroną i w efekcie podnieść profesjonalizm służby i zwiększyć poziom bezpieczeństwa VIP. Rotacja w ochronie jest związana także z nowymi obowiązkami nałożonymi przez rząd PiS na nową Służbę Ochrony Państwa – czynności operacyjno-rozpoznawcze, których poprzednik, czyli BOR nie wykonywał.

– Sam chciałem wprowadzić taki wymóg w BOR, ale nie miałem akceptacji przełożonych. Pomysł nie podobał się osobom, które chroniliśmy – mówi „Rzeczpospolitej" gen. Marian Janicki, były szef Biura Ochrony Rządu.

Jak podkreśla generał – Nie jest tajemnicą, że po latach wspólnego przebywania 24 godziny na dobę między VIP-em a funkcjonariuszem rodzi się więź. Czasem wręcz sympatia – zauważa Janicki. – Dystans, który musi być zachowany, bo pozwala oficerowi dobrze pracować i podejmować niezależne decyzje, a VIP-owi go szanować i słuchać poleceń, się skraca.

O tym jak to wygląda w praktyce wiele razy pisały media. Tabloidy ujawniały np. przypadki, kiedy minister wykorzystywał oficera z grupy jego ochrony do noszenia nart lub wyprowadzania psa. – Wprowadziłem absolutny zakaz takich zachowań pod groźbą wyrzucenia ze służby. Poskutkowało – podkreśla gen. Janicki.

Zażyłe relacje między VIP-em a funkcjonariuszem powodują, że politycy próbują wpływać na kariery i awanse swoich ulubionych ochroniarzy, spędzają z nimi święta przy stole, dzielą się największymi tajemnicami.

Do wyjątków można zaliczyć przypadki, kiedy VIP wymieniał swojego szefa ochrony – zazwyczaj jeden funkcjonariusz towarzyszy mu przez całą kadencję lub dłużej.

Wieloletnia praca razem nierzadko stawała się trampoliną w karierze funkcjonariusza. Od początku szefem ochrony prezydenta Andrzeja Dudy jest Bartosz Hebda (nie zaszkodziła mu afera ze zużytymi oponami w pancernym BMW i wypadek pod Opolem w 2016 r.). Podobnie płk Krzysztof Klimek, który był przez cztery lata szefem ochrony premiera Donalda Tuska. Premier bezgranicznie mu ufał, a gdy przyszło do wymiany szefa BOR, Klimek został nominowany na to stanowisko.

SOP (podobnie jak BOR) chroni wybraną grupę najważniejszych osób w państwie: prezydenta, premiera, marszałka Sejmu i Senatu, szefa MSWiA i MSZ. Szef MSWiA może przyznać ochronę osoby spoza tej listy – „ze względu na dobro państwa". Ostatnio otrzymała ją np. prezes Trybunału Konstytucyjnego Julia Przyłębska.

Rotacja oficerów Secret Service z grupy ochronnej prezydenta USA jest zasadą wpisaną w tę służbę od początku jej istnienia. – Pamiętam dowódcę ochrony prezydenta Obamy, który po roku odszedł i był w grupie przygotowawczej kolejne wizyty. Podobnie zmieniali się agenci wokół prezydenta George'a Busha juniora. U nas kolejny premier polskiego rządu ma tych samych oficerów wokół – mówi Janicki.

Jak pisała „Rzeczpospolita", sopowcy są dziś najlepiej zarabiającą grupą mundurową. Dzięki podwyżce premiera w czerwcu 2018 r. pensja zasadnicza to co najmniej 6 tys. zł. W SOP pracuje dziś niespełna 2 tys. funkcjonariuszy (i ok. 300 pracowników cywilnych) – rząd chce, by do 2022 r. funkcjonariuszy było 3 tys.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA