fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Plany nowego szefa sztabu, czyli więcej wojska w wojsku

Creative Commons CC0 1.0 Universal Public Domain Dedication
Gen. Rajmund Andrzejczak, który stoi na czele Sztabu Generalnego WP, odkrywa swoje plany i łamie schematy.

Gen. broni Rajmund Andrzejczak zaledwie od kilku tygodni stoi na czele Sztabu Generalnego WP. Chociaż dopiero poznaje tę instytucję, publicznie rysuje swoje plany. To niezwykłe, bo dwóch poprzednich szefów Sztabu Generalnego trzymało dziennikarzy na dystans. Poprzedni, czyli gen. Leszek Surawski, nie rozmawiał z mediami, dlatego nie było wiadomo, jakie jest jego zdanie na temat kluczowych spraw dotyczących funkcjonowania armii.

Andrzejczak w trakcie rozmowy z grupą dziennikarzy ogólnie opisał swoje zamierzenia. To ważne, bo niebawem (najpewniej od stycznia 2019 r.), po wprowadzeniu nowego systemu kierowania i dowodzenia, będzie ogrywał rolę pierwszego żołnierza RP i budował pozycję Sztabu Generalnego WP jako organu odpowiedzialnego za dowodzenie. Proces integracji nowej struktury potrwa około trzech lat. Szefowi SG WP będą podlegały struktury dzisiaj znajdujące się w dowództwie generalnym (m.in. odpowiada za szkolenie wojska) oraz dowództwo operacyjne. Powrót do pionowej struktury podległości ma usprawnić m.in. planowanie zakupów i szkolenie. Pierwszy poważny sprawdzian generał przejdzie w trakcie planowanych niebawem ogólnopolskich ćwiczeń „Kraj".

Andrzejczak zapowiada budowanie armii otwartej i nowoczesnej, „w której warto służyć, która nie jest synekurą".

Na razie jednak nie podaje szczegółów planów modernizacji technicznej wojska. Być może dlatego, że nie są jeszcze gotowe. Sugeruje, że zmieniony zostanie system planowania i finansowania zakupów dla Sił Zbrojnych.

Zapowiada budowanie modelu awansu zawodowego żołnierzy opartego na jasnych kryteriach. – Już planuję, kto za pięć–dziesięć lat będzie dowódcą brygady – mówi. To ważne, bo dzisiaj mamy 68 generałów i admirałów, zdecydowanie za mało jak na armię, która za kilka lat osiągnie 150 tys. żołnierzy.

Andrzejczak z pewną estymą wypowiada się na temat tworzonych właśnie wojsk terytorialnych. To coś nowego, bo poprzedni szef SG WP omijał tę formację, a w czerwcu podlegli mu oficerowie przypomnieli dowództwu WOT przepisy, które dotyczą możliwości szkolenia wojskowego na strzelnicach cywilnych. To skutkowało wstrzymaniem ćwiczeń na takich obiektach i uderzyło w żołnierzy WOT. Strzelnic wojskowych jest bowiem za mało.

– Czy dzisiaj ktoś uważa, że taka formacja, podobnie jak np. czwarta dywizja, nie jest nam potrzebna? – pyta retorycznie Andrzejczak. Uważa, że tworzenie obrony terytorialna wynika m.in. z zapotrzebowania społecznego i patriotyzmu. Jednocześnie przypomina, że szkolenie tej formacji powinno być zgodne z oczekiwaniami wojsk operacyjnych, a w przyszłości powinna ona z nimi współdziałać. Wskazuje na walory żołnierzy WOT, m.in. duże poczucie służby.

Jego zdaniem ochotnicy wstępujący do WOT niosą ze sobą „potężny potencjał energii", który trzeba wykorzystać.

Generał nie ma też wątpliwości, że należy wzmacniać obecność sojuszniczą w Polsce. Nie chodzi jednak tylko o stałą ich obecność, ale także o wspólne szkolenie.

Nowy szef SG WP i w tym zakresie zapowiada zmiany. Manewrów będzie mniej, ale za to będą bardziej intensywne. Ćwiczone będą np. elementy przemieszczania wojsk na duże odległości. To oznacza mniejszy komfort dla żołnierzy – nie będą spali tylko w namiotach, ale np. w swoich pojazdach, jak w warunkach bojowych. Szef SG zapowiada, że będzie „bardziej surowo"; trawestując cytat z pewnej komedii, ma być „więcej wojska w wojsku".

O tym, że Andrzejczak nie jest urzędnikiem wojskowym, lecz żołnierzem gotowym do walki, świadczy i to, że w gabinecie trzyma hełm i kamizelkę kuloodporną pochodzące z jego macierzystej jednostki.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA