fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Raptory przylecą nas bronić

F-22 Raptor Lockheeda Martina, jedyny typ myśliwca piątej generacji na świecie. Lotnisko w Łasku ma być przystosowane do przyjmowania takich maszyn. Już dziś to jedna z najnowocześniejszych baz lotniczych w Europie. Fot. Gustavo Gonzalez
U.S. Air Force
Dowództwo armii amerykańskiej przyznaje, że stałe bazy w Polsce najlepiej odstraszyłyby Rosję. Ale ich nie będzie.

Ważną deklarację na cztery miesiące przed szczytem NATO w Warszawie złożył w odpowiedzi na pytanie „Rz" generał David W. Allvin, szef departamentu planowania i strategii amerykańskiego dowództwa na Europę.

– Dla nas to byłoby idealne rozwiązanie – powiedział w czasie telekonferencji dla mediów europejskich zorganizowanej przez Departament Stanu pytany o możliwość budowy stałych baz na terenie naszego kraju. Dodał jednak, że „w obecnych warunkach, także budżetowych" trzeba pogodzić się z „drugą najlepszą opcją", czyli rotacyjną obecnością amerykańskich wojsk w Polsce i innych krajach Europy Środkowej.

Myśliwce piątej generacji

Polskie władze od wielu lat postulowały budowę stałych baz amerykańskich na terenie naszego kraju w odpowiedzi na coraz bardziej agresywną politykę Rosji. Za każdym razem jednak słyszeliśmy, że istnieją „równie skuteczne, ale tańsze sposoby odstraszania", przede wszystkim poprzez regularne ćwiczenia wojsk NATO w naszym regionie.

Allvin, generał sił powietrznych i doświadczony pilot, dał jednak do zrozumienia, że amerykańscy wojskowi próbują w inny sposób zapewnić bezpieczeństwo krajów wschodniej flanki NATO. Najważniejszy wydaje się pomysł takiego wzmocnienia lotnisk wojskowych na terenie Polski, aby były zdolne przyjąć myśliwce piątej generacji. To rozwiązanie zaproponowane przez Pentagon musi jednak jeszcze zatwierdzić Kongres.

Allvin nie wymienił z nazwy żadnej lokalizacji na terenie naszego kraju, ale najpewniej chodzi o lotnisko wojskowe w Łasku pod Łodzią, gdzie już teraz regularnie ćwiczą amerykańskie F-16.

Na razie istnieje tylko jeden typ myśliwca piątej generacji na świecie: amerykański F-22 Raptor. To maszyna niewidzialna dla rosyjskich radarów, o ogromnej sile ognia, zdolna nawet z terytorium Polski uderzyć daleko w głąb rosyjskiego terytorium. Żaden inny kraj, w tym Rosja, nie jest na razie w stanie wyprodukować maszyn o podobnych parametrach.

– Stworzenie infrastruktury do rozmieszczenia F-22 na terenie Polski to byłby przełom – przyznaje w rozmowie z „Rz" Igor Sutiagin, wieloletni rosyjski więzień polityczny, a dziś ekspert ds. wojskowości w prestiżowym londyńskim instytucie RUSI. – Dzięki tej broni Amerykanie mogliby odciąć posiłki od rosyjskiej enklawy w Kaliningradzie i zniszczyć tamtejszą obronę przeciwlotniczą. To oznaczałoby zmianę amerykańskiej strategii przyjścia z pomocą Polsce z defensywnej na ofensywną. Spodziewam się bardzo stanowczej odpowiedzi Rosji na taką inicjatywę, łącznie z rozmieszczeniem na terenie Kaliningradu rakiet Iskander z głowicami atomowymi – dodaje Sutiagin.

W ub.r. myśliwce F-22 Raptor po raz pierwszy opuściły terytorium USA i przez krótki czas przebywały w Łasku, a także na Litwie.

Gen. Allvin nie chciał rozwodzić się nad strategią obrony Polski w razie ewentualnej rosyjskiej ofensywy, ale mówił o „szybkim wzmocnieniu sił posuwających się do przodu w kierunku miejsca agresji". To może być kolejny sygnał bardziej ofensywnych planów Pentagonu w razie konfliktu z Rosją.

Uniknąć zimnej wojny

– Amerykanie nie chcą budować stałych baz na terenie Polski nie z powodu kosztów, które są do wytrzymania, ale z powodów politycznych. Obawiają się, że złamanie zobowiązań podjętych przez NATO w 1997 r. o nierozmieszczaniu sił o sile brygady i większych bardzo zaostrzy kryzys z Rosją – mówi Sutiagin.

W czasie konferencji na temat bezpieczeństwa w Monachium dwa tygodnie temu premier Dmitrij Miedwiediew ostrzegł, że świat wszedł w okres drugiej zimnej wojny.

Zdaniem gen. Allvina poza rozbudową infrastruktury wojskowej na terenie krajów Europy Środkowej i rozlokowaniem tu amerykańskiego sprzętu wojskowego dwa razy częściej niż do tej pory będą ćwiczyły wojska US Army odpowiadające jednorazowo sile jednej brygady (ok. 3 tys. ludzi).

Ale w opublikowanym na początku lutego raporcie Rand Corporation najpoważniejszy amerykański instytut analityczny pracujący na potrzeby amerykańskiej armii ostrzegł, że to o wiele za mało. Jego zdaniem Rosjanie są dziś w stanie zdobyć stolice trzech państw bałtyckich w ciągu 36–60 godzin.

„Wówczas NATO stanie przed trzema możliwościami, z których każda jest zła" – napisali autorzy dokumentu.

Sojusz może:

– próbować odbić utracone tereny, co spotka się z ostrą odpowiedzią Moskwy, która będzie obawiała się zajęcia przez pakt terenów w głębi kraju;

– zagrozić użyciem broni atomowej;

– pogodzić się z utratą republik bałtyckich za cenę radykalnego osłabienia swojej wiarygodności.

Analitycy Rand uważają, że takiego bolesnego wyboru można uniknąć pod warunkiem rozmieszczenia w krajach bałtyckich siedmiu brygad z ciężkim uzbrojeniem. Koszt: 2,7 mld dol. rocznie.

W 2012 r. Barack Obama wycofał dwie brygady z Europy, pozostawiając dwie ostatnie: jedną w Niemczech i drugą we Włoszech. Od 2017 roku podatkowego Waszyngton chce zwiększyć z 800 mln do 3,4 mld dol. program wzmocnienia krajów Europy Środkowej, w ramach którego trzecia brygada sprowadzona z USA będzie czasowo uczestniczyła w ćwiczeniach w różnych krajach naszego regionu.

– Ten program wzmocnienia jest bezterminowy, będzie trwał tak długo, jak długo będziemy uważali, że istnieje ze strony Rosji zagrożenie dla pokojowej i zjednoczonej Europy – powiedział gen. Allvin.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA