fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służby mundurowe

Wojciech Bojanowski miał prawo pokazać brutalność policji

Fotorzepa, Piotr Guzik
Dziennikarz, informując opinię publiczną o nadużyciach policjantów, działał w interesie społecznym. To usprawiedliwia ujawnienie informacji ze śledztwa – oceniła prokuratura.

„Rzeczpospolita” poznała motywy, jakimi kierował się prokurator, umarzając śledztwo wobec dziennikarza TVN Wojciecha Bojanowskiego, który ujawnił film z brutalnego przesłuchania na wrocławskim komisariacie, po którym zmarł Igor Stachowiak.
.

„Zgodnie z art. 1 i 6 ustawy – Prawo prasowe prasa jest zobowiązana do prawdziwego przedstawiania omawianych zjawisk, korzysta z wolności wypowiedzi i urzeczywistnia prawo obywateli do ich rzetelnego informowania, jawności życia publicznego oraz kontroli i krytyki społecznej” – podkreślił prokurator w decyzji o umorzeniu śledztwa wobec dziennikarza.

Reportaż „Śmierć w komisariacie” ukazał się w maju 2017 r. w Superwizjerze TVN. Pokazywał, jak wyglądało „przesłuchanie” zatrzymanego Stachowiaka. Policjanci pastwili się nad nim, obrażali, razili paralizatorem, nawet gdy leżał na podłodze skuty kajdankami. Dziennikarz zdecydował się to ujawnić bo prokuratura od roku nikomu nie przedstawiła zarzutów a policja nie prowadziła nawet postępowań dyscyplinarnych. 

Film wzbudził emocje – obnażył m.in. bezczynność prokuratury, badającej śmierć 23-latka, postępowań dyscyplinarnych, i wywołał dymisje w policji. Jednak na dziennikarza donieśli policyjni związkowcy, twierdząc, że „rozpowszechniał on informacje ze śledztwa” w sprawie śmierci Stachowiaka, jakie się wówczas toczyło.

Prokuratura Okręgowa w Warszawie stanęła po stronie reportera, a w uzasadnieniu umorzenia zawarła mocne tezy.

Przyznała, że Bojanowski rozpowszechniał materiały ze śledztwa będące dowodami – i to nie tylko fragmenty nagrań z paralizatora, monitoringu miejskiego, rozmów policjantów i treści opinii w sprawie śmierci Stachowiaka. „Bez wątpienia upublicznienie wiadomości w reportażu telewizyjnym i na ogólnodostępnej stronie internetowej stanowi »publiczne rozpowszechnianie«”, na co nie miał zgody – ocenił śledczy. Jednak uznał, że „czyn zabroniony” reportera nie stanowi przestępstwa z uwagi na „znikomą społeczną szkodliwość”.

– Podstawowe znaczenie dla oceny stopnia społecznej szkodliwości czynu miały dwie przesłanki: rodzaj i charakter naruszonego dobra i motywacja sprawcy – przyznaje prok. Mirosława Chyr z Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

I tak: ujawnienie filmu nie zakłóciło przebiegu śledztwa w sprawie śmierci ofiary, a celem dziennikarza była realizacja reportażu dotyczącego istotnych społecznie kwestii – wynika z uzasadnienia.

Bojanowski – co podkreślił prokurator – przygotował materiał tak, by nie zaszkodzić konkretnym policjantom, bo nie podał ich danych ani wizerunków. „Treść reportażu wskazuje, że motywacją autora było przedstawienie – zgodnie z ustaleniami tzw. śledztwa dziennikarskiego – nieznanych opinii publicznej okoliczności dotyczących śmierci Igora S., w sposób możliwie najmniej szkodliwy dla praw konkretnych osób” – uznał prokurator.

Z decyzji kończącej śledztwo wynika także inny ważny wniosek: policja musi się liczyć z tym, że media będą tropiły i wytykały jej nadużycia.

Związkowcy, którzy donieśli na Bojanowskiego, chcieli, by prokurator ścigał go za „zniesławienie Policji i funkcjonariuszy” biorących udział w interwencji. Jednak prokurator orzekł, że mogą to zrobić na drodze prywatnego aktu oskarżenia, uznając, że nie widzi "interesu społecznego w objęciu ścigania z urzędu”.

Wojciech Bojanowski ma nadzieję, że decyzja prokuratury zachęci dziennikarzy do ujawnienia nadużyć w imię interesu publicznego.

Piotr Malon, szef dolnośląskiego zarządu NSZZ Policjantów, nie chciał komentować przegranej.

– Nie znam treści umorzenia, reprezentował nas adwokat – mówi „Rz” Malon. Czy związek złoży prywatny akt oskarżenia o zniesławienie? – Muszę skonsultować się z adwokatem – uciął Malon.

Źródło: Rzeczpospolita
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA