fbTrack
REKLAMA
REKLAMA

Służba zdrowia

Ratownik medyczny pobił 70-latka

materiały prasowe
Interwencja pogotowia medycznego w Piotrkowie Trybunalskim zakończyła się pobiciem mężczyzny, który potrzebował pomocy. Ratownicy podejrzewali, że mężczyzna jest pijany.

70-letni Leon Kotyński, przedsiębiorca z Koszalina, zatrzymał się wieczorem w jednym z lokali w Piotrkowie Trybunalskim. Z towarzyszącym mu mężczyzną zamówili kolację. Obsługa lokalu potwierdziła, że goście spożywali w tym czasie alkohol, odrzucili jednocześnie, by mężczyźni mogli być pijani. 

Mężczyzna w pewnym momencie poczuł, że nogi odmawiają mu posłuszeństwa. Podejrzewał, że objawy mogą mieć związek z udarem mózgu i zawałem, które przebył. Poprosił o wezwanie karetki pogotowia.

Obsługa lokalu posadziła mężczyznę przy jednym ze stolików oczekując na przyjazd ratowników. Po udarze Leon Kotyński skarżył się na występującą niesprawność nóg, ręki i problemy w wysławianiu się. 

Ratownicy medyczni po przybyciu do lokalu zapytali obsługę, czy mężczyzna spożywał alkohol. Kotyński relacjonuje, że doktor, która rozmawiała z nim, była nieuprzejma i z gory założyła, że jest pijany.

Po dłuższej rozmowie Kotyński nie wytrzymał i uderzył pięścią w stół. Lekarka zawołała wtedy jednego z ratowników. Sanitariusz złapał mężczyznę za nos, a po kilkunastu sekundach uderzył go w twarz. Na nagraniu z monitoringu widać jak ratownik szarpie mężczyznę przez kilka kolejnych sekund. 

W następnych ujęciach widzimy Kotyńskiego, który bezwładnie leży na podłodze. Ratownicy podnoszą go z podłogi dopiero, gdy do pomieszczenia wraca kierowca karetki.

Następnego dnia media otrzymały informacje o pobiciu ratownika medycznego przez pijanego 70-latka. Taką wersję wydarzeń z oburzeniem przyjął właściciel lokalu i obsługa. - Zachowanie ratownika było szukujące - mówi w rozmowie z Dziennikiem Łódzkim właściciel lokalu.

W asyście policji mężczyzna został przewieziony do szpitala. Po 40 minutach przewieziono go z powrotem do lokalu. 

Po kilku dniach od zdarzenia, nagranie z monitoringu zostało przekazane do rzeczniczki szpitala. Odmówiła wówczas komentarza w tej sprawie. Po dwóch dniach wydała oświadczenie, w którym powiedziała, że relacja ratownika medycznego wprowadziła placówkę szpitala w błąd, a informacje przez niego przekazane były nieprawdziwe i niepełne. W jego sprawie trwa postępowanie. 

Źródło: Dziennik Łódzki
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
NAJNOWSZE Z RP.PL
REKLAMA
REKLAMA